Wielka Wojna Domowa

Awatar użytkownika
Maurycy Orański
Nōbelissimos
Posty: 588
Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11
Lokalizacja: Jerozolima

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Maurycy Orański »

Tebusze I katapulty pracowały nieustannie, krusząc mury za każdym trafieniem mury miasta i twierdzy. Kolejny tydzień ostrzału zaczynał przynosić wymierne efekty. Dwudziestego dziewiątego kwietnia runęła jedna z baszt miejskich, znajdująca się przy głównej bramie.
Już wcześniej, komendant, widząc, że mur lada chwila runie, nakazał znoszenie worków z piaskiem, pni i gruzu, by rozpaczliwie łatać powstałą dziurę improwizowaną barykadą.
– Nieprzyjaciel spalił nasze tarany i ocalił swoje żelazne wrota – zauważył król, wskazując na nietkniętą główną bramę.
-Lecz my nie potrzebujemy już bramy, skoro mamy wyłom.-kpiąco rzucił król Hetum.
-Panowie, jeśli to poprawnie rozegramy to wieczerzać będziemy już w zamku- powiedział Orański
-Nie pójdziemy wszyscy na wyrwę bo to byłoby zbyt oczywiste. Tam czeka nas krew. Będziemy szturmować w czterech miejscach aby rozproszyć wroga. Na wyrwę ruszę ja na czele gwardii i Templariuszy. Król Hetum wraz ze swoimi Ormianami i hufcami z północnej części królestwa ruszy po bokach wyłomu, ale w odległości najmniej stu kroków. Resta wojsk Jerozolimy uderzy z południowej strony- monarcha wydał przygotowane już wcześniej dyspozycje.
Zanim jednak wodzowie rozjechali się do swoich oddziałów, Maurycy – uniósł prawą dłoń w geście błogosławieństwa.
– Idźcie z Bogiem, bracia – rzekł kreśląc w powietrzu znak krzyża nad pochylonymi głowami wodzów. – Niech chroni was wstawiennictwo świętego trybuna Kwiryna oraz świętego rycerza Adjutora, których pamięć Kościół czci w dniu dzisiejszym. Byli wojownikami tak jak wy i wiedzą, czego wymaga nadchodząca bitwa.
Zgodnie z przewidywaniami Maurycego, wróg dostrzegł zagrożenie i rzucił wszystkie swoje siły na obronę wyłomu. Król, zsiadłszy z konia, osobiście poprowadził natarcie na barykadę. Obok niego, ramię w ramię, bój toczyli Rycerze Świątyni w białych płaszczach z czerwonymi krzyżami.
Gruzini ciskali z góry głazami, lali wrzący olej i dźgali długimi włóczniami. Zbroje chrzęściły pod ciosami toporów, a ludzie zsuwali się po zdradliwym, sypkim gruzie prosto w fosę.
W tym samym czasie, Hetum i jego ormiańscy wojownicy, wsparci wojskami z północnego Lewantu, dopadli murów ponad sto kroków od głównego piekła. Pod osłoną weneckich strzelców błyskawicznie postawili długie drabiny oblężnicze. Okazało się, że w tym miejscu przeważają oddziały lekkozbrojnych członków pospolitego ruszenia, bo Gruzini po prostu nie mieli wystarczających sił, a najlepsze wojsko rzucili przeciw królowi. Ormianie wdarli się na mury z dzikim krzykiem. Ciężkie, łuskowe zbroje szlachty cylicyjskiej odbijały ciosy obrońców jakby ich broń była z drewna. W tym samym czasie, od strony południowej, reszta wojsk Jerozolimy sforsowała fortyfikacje bronione przez podobne siły.
Gruzińscy obrońcy wyłomu, zaciekle walczący z Królem, nagle zorientowali się, że z ich flanek i tyłów, z murów i wewnętrznych schodów, zbiegają setki Ormian króla Hetuma oraz zbrojnych z Jerozolimy. Zostali otoczeni we własnej twierdzy. Wielu uznało że najlepszym rozwiązaniem będzie się poddać Ci przeżyli. Inni padli pod ciosami zwycięzców.

Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau
z łaski Boga król i arcybiskup Jerozolimy,
Nobelissimos
Obrazek
Awatar użytkownika
Maurycy Orański
Nōbelissimos
Posty: 588
Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11
Lokalizacja: Jerozolima

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Maurycy Orański »

Sióddego maja słońce nad Pontem świeciło już mocno, zapowiadając nadejście gorącego, anatolijskiego lata. Zbrojny obóz wokół zrujnowanej Kolonei, choć powoli zwijany, przez niemal tydzień po zdobyciu twierdzy pozostawał w miejscu. Maurycy Orański nie zamierzał ruszać dalej, dopóki nie zabezpieczy owoców swojego pierwszego zwycięstwa.
Setki ocalałych obrońców, stanowiły poważny problem. Maurycy nie miał zamiaru dokonać rzezi na pokonanych, ale nie zamierzał też puszczać ich wolno. Postanowił oddać ich w ręce królowej Izabeli.
Zanim zwinięto namioty, Maurycy zwołał wszystkich dowódców na ostatnią naradę wojenną.
-Zanim zapuścimy się w dzikie góry Gruzji i rzucimy wyzwanie głównym siłom wroga na wschodzie, musimy zabezpieczyć nasze tyły i północną flankę-zaczął król
Przesunął sztyletem po pergaminie, wbijając ostrze w punkt leżący na północny zachód od ich obecnej pozycji, w głębi pontyjskich dolin.
– Neocezarea – wyartykułował wyraźnie Maurycy.
– Zostawienie Neocezarei w rękach wroga za naszymi plecami byłoby wojskowym samobójstwemGdy tylko wejdziemy w wąwozy prowadzące do Gruzji, ich kawaleria wyjdzie z Neocezarei i przetnie nasze linie zaopatrzeniowe. Zablokują nas w górach, a wtedy nieprzyjaciel nas zmiażdży.-dokończył z kamienną twarzą.
Trzy godziny później, długa na kilka mil kolumna zbrojnych opuściła ostatecznie dolinę Kolonei. Prowadzili ich lekkozbrojni ormiańscy zwiadowcy, a za nimi postępowała główna siła armii.

Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau
z łaski Boga król i arcybiskup Jerozolimy,
Nobelissimos
Obrazek
Awatar użytkownika
Maurycy Orański
Nōbelissimos
Posty: 588
Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11
Lokalizacja: Jerozolima

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Maurycy Orański »

Gdy dwunastego maja przednie straże króla Hetuma dostrzegły mury Neocezarei, armia nie zwolniła. Przeciwnie – Maurycy rozkazał rozwinąć szyki w pełnym biegu, demonstrując przed obrońcami swą liczebność. Armia okrążyła w szyku i pełnym rynsztunku miasto aż trzykrotnie, a słońce odbijało się od stalowych hełmów i kolczug.
Upadek Kolonei odbił się w mieście szerokim echem. Zbiegowie i kupcy przynieśli wieści o losie twierdzy. Kiedy więc pod mury Neocezarei podeszła ta sama armia niosąca sztandary z czerwonym lwerm i jerozolimskim krzyżem, wśród mieszkańców zawrzało. Gruziński komendant, kilka dni wcześniej, wydał rozkaz dokonania rekwizycji żywności na rzecz garnizonu. Nie obyło się bez rozlewu krwi oraz ofiar śmiertelnych pośród tych którzy postanowili bronić, często ostatnich, zapasów żywności. Teraz obecność armii stanowiła iskrę. Z południowych, gęsto zabudowanych dzielnic dobiegł ryk tłumu. Mieszczanie, uzbrojeni w narzędzia, noże rzeźnickie, ukryte miecze i pałki, rzucili się na patrole gruzińskiego garnizonu oraz miejsca związane z władzą okupacyjną. Dym z podpalonych budynków uniósł się nad miastem, widoczny z miejsca gdzie stała armia oblegających. Rebelianci, ponosząc ciężkie straty, rzucili się na straże pilnujące mechanizmów podnoszących kraty w bramach. Po kilkunastu minutach zmagań, krata wschodniej bramy zadrżała, by po chwili ze zgrzytem zacząć piąć się w górę.
Maurycy błyskawicznie dobył miecza.
– Los nam sprzyja, a Bóg wynagradza odwagę uciśnionych! – ryknął Król-Arcybiskup.
Królewska gwardia, rycerze Jerozolimy i bracia w białych płaszczach nie czekali na tabor ani na resztę piechoty. Runęli naprzód niczym stalowa lawina, gnając przez przedpole pod sporadycznym ostrzałem ze zdezorientowanych wież. Gruziński garnizon, walcząc z krwawym powstaniem na ulicach, nie zdołał przerzucić odpowiednich sił, by zamknąć na wpół otwartą bramę.
Gdy spieszeni bracia i rycerstwo wdarli się w mury, liczba padających Gruzinów uległa drastycznemu zwiększeniu. Nie mierzyli się oni już z rozemocjonowanym tłumem cywili, a doświczonymi i świetnie wyszkolonymi wojownikami. Obie połączone siły zepchnęły wroga za murów.
Walka przeniosła się w wąskie, zadymione uliczki Neocezarei. Garnizon wroga znalazł się w kleszczach między elitarnymi rycerzami Maurycego a rozwścieczonym ludem miasta. Upadek twierdzy nastąpił za kilka godzin.
Przez cały 13 maja, Maurycy i Hetum musieli skupić się na przywróceniu porządku. Królewskie oddziały, patrolowały ulice, zapobiegając samosądom i innym niepokojom. Gniew mieszkańców na dawnych okupantów był tak potężny, że wielu jeńców musiało zostać natychmiast uwięzionych w donżonie, by uchronić ich przed linczem.
Czternastego maja miasto powoli zaczęło wracać do życia, a dowódcy zebrali się w ocalałej, wielkiej sali cytadeli, by zaplanować kolejny ruch. Droga na Kaukaz stawała powoli otworem.
Maurycy pokiwał głową.
– Nie uderzymy od razu na samo serce wroga – zdecydował Orański – Dagato Kachaberisdze mógł schronić się w Trapezuncie, ale jego siły muszą kontrolować przełęcze. Kolejnym naszym celem musi być Paipert.
– Jeśli zdobędziemy Paipert, całkowicie zabezpieczymy wschodnią flankę i zyskamy doskonałą bazę wypadową do uderzenia na Kaukaz – potwierdził Maurycy. – Przygotujcie tabory. Jutro rano wyruszacie.
Zapadła krótka cisza. Słowo "wyruszacie" zabrzmiało niezwykle wymownie.
– Mówisz "wyruszacie", a nie "wyruszamy"- zauważył ostrożnie Hetum.
-Niestety, muszę was opuścić. Wyjeżdzam do Rygi. Pod moją nieobecność, komendę będziesz trzymał ty, Hetumie-odpowiedział Orański.
Jeszcze tego samego dnia król wyruszył do Rzeczpospolitej. Następnego dnia armia ruszyła na wschód.

Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau
z łaski Boga król i arcybiskup Jerozolimy,
Nobelissimos
Obrazek
Awatar użytkownika
Aleksy I Komnen
Autokratōr
Posty: 938
Rejestracja: 07 paź 2023, 18:57
Lokalizacja: Bizancjum

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Aleksy I Komnen »

Huk uderzających głazów przez blisko trzy tygodnie stanowił jedyną muzykę pod murami Amisos. Ciężkie machiny oblężnicze, sprowadzone z niemałym trudem przez pontyjskie bezdroża, dzień i noc pluły kamieniami w stronę nadmorskiej twierdzy, krusząc centymetr po centymetrze grube mury.
W połowie maja, tuż po świcie, nadwątlona konstrukcja północnej kurtyny umocnień wreszcie poddała się sile uderzeń. Z głośnym trzaskiem, w gęstej chmurze pyłu i wapiennego dymu, potężny fragment muru runął, otwierając przed lojalistami drogę do wnętrza miasta.
– Ruszać! – krótki, gardłowy rozkaz przeszedł wzdłuż linii Waregów.
Topory błysnęły w słońcu, gdy ciężka piechota cesarska, ramię w ramię z jazdą Archontopouloi, runęła w ziejącą wyrwę. Gruzini, mimo zaskoczenia i tygodni głodu, bronili się w ruinach z wściekłością desperatów. Walka w wyłomie była ciasna i krwawa. Stal szczękała o stal, a błoto na wąskich uliczkach szybko zabarwiło się na czerwono. Aleksy I Komnen obserwował szturm z pobliskiego wzgórza. Nie musiał sam wchodzić w ten kocioł – machina wojenna, którą na powrót uruchomił w marcu, działała bez zarzutu.
Do południa opór w mieście został złamany. Kartwelowie, spchnięci w stronę portu i odcięci od jakiejkolwiek drogi ucieczki, zdali sobie sprawę z klęski.
– Kto rzuci broń, zachowa życie! – niosło się po placach Amisos obwieszczenie cesarskich heroldów. – Kto trzyma miecz, ginie na miejscu!
Większość gruzińskiego garnizonu, widząc bezcelowość dalszej walki, zrzuciła tarcze na zakrwawiony bruk. Ci jednak, którzy zaślepieni nienawiścią próbowali formować ostatnie punkty oporu w magazynach portowych, zostali bezlitośnie wycięci w pień. Wojna domowa nie znała litości dla nieprzejednanych.
Wieczorem Aleksy wjechał do zdobytego miasta przez rozbitą bramę, kierując się prosto do kwatery dotychczasowego wielkorządcy.
– Przynieś pergamin – rzucił krótko do idącego krok w krok za nim sekretarza, zdejmując ciężki, zakurzony hełm. – Trzeba rozesłać listy.
Gdy urzędnik rozłożył kałamarz, cesarz zaczął dyktować, chodząc miarowym krokiem po sali.
– Pierwszy do Piotra Asena i Geórgiosa Palaiologosa pod Synopę. Poinformuj ich, że Amisos padło, a środkowy Pont wraca pod władzę Konstantynopola. Niech mocniej zacisną pętlę wokół tamtejszych murów i nie pozwolą nikomu wymknąć się z miasta. Drugi list, o tej samej treści, poślijcie konno do króla Maurycego. Niech wie, że droga wolna, oraz że wesprę oblężenie Synopy, a on wraz z ormianami ma ruszyć na Trapezunt.
Cesarz zatrzymał się przy oknie, z którego roztaczał się widok na port, gdzie lojaliści dogaszali ostatnie pożary.
– Kilka dni na zaprowadzenie ładu, rozbrojenie jeńców i zabezpieczenie okolicy – mruknął Aleksy, bardziej do siebie niż do sekretarza. – A potem zwijamy obóz. Ruszamy na zachód, wzdłuż wybrzeża, prosto pod Synopę. Czas pomóc Asenowi i zakończyć to szaleństwo.
Aleksy I Komnen
Władca Cesarstwa Bizantyjskiego
Basileus kai Autokratōr Rhōmaíōn

Obrazek
Obrazek
Awatar użytkownika
Maurycy Orański
Nōbelissimos
Posty: 588
Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11
Lokalizacja: Jerozolima

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Maurycy Orański »

cały ciężar anatolijskiej kampanii spadł na barki króla Armenii Cylicyjskiej, Hetuma. Armia lądowa, pozbawiona swojego głównego wodza, nie straciła jednak ani na dyscyplinie, ani na sile.
Hufce Ormian, rycerzy Outremer, Templariuszy i Wenecjan opuściły Neocezareę, kierując się na wschód, wzdłuż nurtu rzeki Lykos. Zgodnie z ostatnimi wytycznymi Maurycego, ich celem była górska twierdza Paipert. Zdobycie tego grodu miało ostatecznie zabezpieczyć wschodnią flankę i odciąć siłom wroga drogę ucieczki na Kaukaz.
Góry Pontyjskie stawały się z każdym dniem coraz bardziej strome i niegościnne. Weneckie wozy z rozebranymi trebuszami skrzypiały na wąskich, kamienistych przełęczach, a ormiańskie muły ciągnęły je z najwyższym wysiłkiem. Hetum prowadził wojsko ostrożnie, wysyłając przodem lekką jazdę, spodziewając się zasadzek w każdym wąwozie. Gruzini jednak zniknęli, jakby zapadli się pod ziemię.
Dwudziestego maja, gdy awangarda dotarła do rozległej doliny stanowiącej przedpole twierdzy Paipert, marsz został niespodziewanie wstrzymany. Kolumnę dogonił bowiem mały poczet prowadzony przez bogato odzianego oficera. Był to kurier wysłany przez cesarza Aleksego.
Król Hetum przyjął gońca w swoim namiocie, w obecności najważniejszych oficerów. Kurier, ciężko dysząc, wręczył ormiańskiemu monarsze tubę z cesarską pieczęcią.
Hetum przełamał wosk, rozwinął pergamin i wbił wzrok wykaligrafowane greckie litery. Czytał w milczeniu, a jego twarz z każdą chwilą stawała się coraz bardziej napięta.
– Panie? – zapytał ostrożnie jeden z Templariuszy, widząc reakcję króla. – Jakie wieści z północy?
Hetum rzucił list na stół z mapami.
– Zmiana planów. Cesarz Aleksy nie chce, byśmy jedynie zabezpieczali flankę. Dagato siedzi w Trapezuncie z resztkami swojej armii. Cesarz chce byśmy się go pozbyli
Ormiański król popatrzył na swoich dowódców.
– Mamy rozkaz z Konstantynopola. Naszym ostatecznym celem nie jest już tylko uszczelnienie granic. Mamy uderzyć na stolicę. Idziemy na Trapezunt.
Wenecki oficer inżynierów podszedł do stołu i pochylił się nad mapą, wodząc palcem po zaznaczonych na niej pasmach górskich.
– Wasza Wysokość, Trapezunt leży na wybrzeżu, za Górami Pontyjskimi – zauważył chłodno Wenecjanin. – Jedyna droga dla naszych ciężkich taborów i maszyn oblężniczych, zdatna do przejścia przed nadejściem jesiennych chłodów, prowadzi przez Przełęcz Zigana.
– A żeby dotrzeć do Przełęczy Zigana, musimy przejść przez dolinę rzeki Acampsis – dokończył za niego Wielki Komandor Templariuszy, uśmiechając się ponuro pod wąsem.
Hetum skinął głową i wbił sztylet w mapę, dokładnie w miejsce, w którym znajdowali się obecnie.
– Paipert – powiedział król. – Twierdza stoi nam prosto na drodze do Trapezuntu. Nie możemy jej po prostu obejść, zostawiając tak potężny garnizon na naszych tyłach, ryzykując utratę taborów.
Ormiański monarcha wyprostował się, a w jego oczach zapłonął ten sam ogień, który tak często widział u Maurycego Orańskiego. Zrozumiał, że Paipert przestał być celem samym w sobie. Stał się jedynie przeszkodą, którą należało jak najszybciej rozbić w pył.
Do tego też zabrali się skrzętnie kanonierzy jerozolimscy i weneccy.

Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau
z łaski Boga król i arcybiskup Jerozolimy,
Nobelissimos
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kampanie i defilady wojenne”