Karawany i konwoje.

Awatar użytkownika
Maurycy Orański
Nōbelissimos
Posty: 569
Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11
Lokalizacja: Jerozolima

Re: Karawany i konwoje.

Post autor: Maurycy Orański »

Konwój wpłynął na wody cesarstwa. Imperialna marynarka wojenna już całkowicie opanowała sytuację na tym akwenie. Jedynymi ciekawszymi wydarzeniami były właśnie spotkania z okrętami wojennymi pod purpurową banderą.
Obrazek

Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau
z łaski Boga król i arcybiskup Jerozolimy,
Nobelissimos
Obrazek
Awatar użytkownika
Maurycy Orański
Nōbelissimos
Posty: 569
Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11
Lokalizacja: Jerozolima

Re: Karawany i konwoje.

Post autor: Maurycy Orański »

Kiedy konwojowi ukazały się w oddali brzegi Cypru, wykonał on niecodzienny manewr. Zamiast zwrotu lekko na południe, statki zwróciły się na północ by opłynąć wyspę z odwrotnej strony niż zwykle.
Obrazek

Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau
z łaski Boga król i arcybiskup Jerozolimy,
Nobelissimos
Obrazek
Awatar użytkownika
Maurycy Orański
Nōbelissimos
Posty: 569
Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11
Lokalizacja: Jerozolima

Re: Karawany i konwoje.

Post autor: Maurycy Orański »

Konwój dopłynął wreszcie do Portu Świętego Symeona. Tam czekała na niego spora ilość kupców których zorganizował sam król. Z racji na ogromne ilości zboża które przywiozły statki, operacja miała szeroką skalę. Brali w niej udział kupcy nie tylko miejscowi, ale także przybysze z Antiochii, Trypolisu,a nawet Turbessel, Aintab oraz kilku innych okolicznych miast, a nawet Edessy.
Teraz mieli wywieźć towar do Azji Mniejszej. Król zdecydował się na ten krok ponieważ chciał aby na jego interesach zarobili również poddani i umocnili się na rynkach cesarstwa
Obrazek

Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau
z łaski Boga król i arcybiskup Jerozolimy,
Nobelissimos
Obrazek
Awatar użytkownika
Maurycy Orański
Nōbelissimos
Posty: 569
Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11
Lokalizacja: Jerozolima

Re: Karawany i konwoje.

Post autor: Maurycy Orański »

Po raz pierwszy od dawna, pod pokładami statków Orańskiego znalazły się towary luksusowe.
Z Egiptu sprowadzono kadzidła, i kamienie szlachetne półszlachetne takie jak ametyst, malachit, turkus czy różne odmiany berylu, w tym szmaragdy. Załadunek odbywał się pod ścisłą ochroną i osobistym nadzorem króla.
Konwój wypłynął pod eskortą królewskiej galery.
Obrazek

Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau
z łaski Boga król i arcybiskup Jerozolimy,
Nobelissimos
Obrazek
Awatar użytkownika
Maurycy Orański
Nōbelissimos
Posty: 569
Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11
Lokalizacja: Jerozolima

Re: Karawany i konwoje.

Post autor: Maurycy Orański »

Rejs wzdłuż Cypru mijał spokojnie. Wojna wygasa, a piratów nie ma.
Niemniej jednak obserwatorzy cały czas zachowywali czujność na wypadek jakby powyższe stwierdzenie okazało się tylko złudzeniem.
Obrazek

Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau
z łaski Boga król i arcybiskup Jerozolimy,
Nobelissimos
Obrazek
Awatar użytkownika
Maurycy Orański
Nōbelissimos
Posty: 569
Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11
Lokalizacja: Jerozolima

Re: Karawany i konwoje.

Post autor: Maurycy Orański »

Konwój powolii opuszcza wody Imperium. Jeszcze tylko pozostało minąć Italię
Obrazek

Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau
z łaski Boga król i arcybiskup Jerozolimy,
Nobelissimos
Obrazek
Awatar użytkownika
Maurycy Orański
Nōbelissimos
Posty: 569
Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11
Lokalizacja: Jerozolima

Re: Karawany i konwoje.

Post autor: Maurycy Orański »

Maurycy Orański doskonale zdawał sobie sprawę, że utrzymanie tak ogromnej armii,
i finansowanie długiej kampanii w Anatolii błyskawicznie wydrenuje królewski skarbiec. Stal i krew zdobywały miasta, ale to złoto wprawiało w ruch całą machinę wojenną. Dlatego, zanim opuścił Antiochię, by poprowadzić wielki marsz na Koloneę, podjął strategiczną decyzję gospodarczą, która miała zapewnić ciągłość dostaw funduszy.
Król kazał zakupić cztery potężne, pękate chelandie. Zabezpieczać miał je flagowy okręt króla, "Święty Maurycy". Ponieważ sam Maurycy wyruszał lądem, przekazał dowództwo nad flagowcem i całym konwojem swojemu najbardziej zaufanemu dowódcy morskiemu – admirałowi Robertowi. Weteran niedawnych, krwawych starć na wodach Pontos Euxenios, otrzymał teraz misję o najwyższym priorytecie: bezpieczne doprowadzenie skarbów na wody Morza Adriatyckiego i sfinalizowanie transakcji, od której, w dużej części, zależał los całej kampanii.
Celem ekspedycji Roberta była Raguza – port należący do Cesarstwa Austro-Węgierskiego. Tam, na nabrzeżach cesarsko-królewskiej monarchii, na towary czekał będzie umówiony kontrahent: wysłannik z Edelweiss,
Przez całe popołudnie przed wymarszem armii lądowej, podczas gdy woły ciągnęły już pierwsze maszyny oblężnicze na północny trakt, w porcie trwał gorączkowy załadunek. Maurycy, stojąc na molo ramię w ramię z Robertem, osobiście nadzorował portowych tragarzy i rachmistrzów, którzy wciągali na pokłady czterech chelandii najdroższe skarby Lewantu.Dźwigi ostrożnie opuszczały do ładowni ciężkie, szczelnie owinięte w woskowane płótno bele. Były to dziesiątki, a może setki bezcennych ormiańskich kobierców, słynących z niesamowitej trwałości i geometrycznych wzorów, oraz miękkich jak chmura, misternie tkanych arabskich dywanów z jedwabiu i owczej wełny, które miały wkrótce zdobić siedziby mieszkańców Edelweiss. Zaraz po nich trapami wtaczano , gliniane amfory i dębowe beczki wypełnione najwyższej jakości gęstą, zielonozłotą oliwą z pierwszego tłoczenia, sprowadzaną prosto ze starożytnych gajów Palestyny. Jednak to, co najbardziej rzucało się w oczy – i co wypełniło cały port niezwykle intensywnym, słodko-cierpkim zapachem – to gigantyczne ilości świeżych owoców z sadów Cylicji i Palestyny. Król zamówił wiele rodzajów owoców, z jednym zastrzeżeniem: w ładunku nie mogła znaleźć się ani jedna, choćby najmniejsza pomarańcza. Nie chciał, przynajmniej na razie podejmować konkurencji z siedzącymi od dawna w interesie Samundczykami .Zamiast nich marynarze wnosili na pokłady tysiące wiklinowych koszy, z których wyglądały: błyszczące, żółte cytryny, .Małe, twarde i zielone limonki, starannie układane w chłodnych warstwach mchu dla zachowania świeżości.Potężne, ciężkie niczym kule do katapult pomelo.
Gdy ostatnie kosze zniknęły pod pokładem, a luki zostały szczelnie zasznurowane, admirał Robert uścisnął ramię Maurycego, pożegnał się i skupiony wszedł na pokład flagowca. Stojąc na mostku "Świętego Maurycego", Robert wydał rozkaz podniesienia kotwic. Król-Doża patrzył z nabrzeża, jak pięć żaglowców powoli wypływa z portu, łapiąc wiatr w ożaglowanie. Skarby Wschodu wyruszały pod czujnym okiem najlepszego admirała do Raguzy, by sfinansować wojnę, która właśnie rozpoczynała się w górach Anatolii.
Awatar użytkownika
Maurycy Orański
Nōbelissimos
Posty: 569
Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11
Lokalizacja: Jerozolima

Re: Karawany i konwoje.

Post autor: Maurycy Orański »

Zanurzenie statków handlowych było tak głębokie, że przy każdej większej fali woda przelewała się przez nisko osadzone nadburcia, wymagając ciągłej uwagi od załogi usuwającej nadmiar wody z pokładów
O poranku dwudziestego szóstego marca Robert musiał osobiście nakazać otwarcie luków ładowni na wszystkich czterech transportowcach. Intensywny, słodko-cierpki aromat świeżych owoców i rodzynek oraz wilgotnego mchu uderzył w twarze marynarzy.
– Przewietrzyć ładownie! – krzyczał z mostka "Świętego Maurycego", obserwując uwijających się marynarzy. – Mają dotrzeć do Raguzy twarde i świeże! Jeśli zaduch sprawi, że choćby jeden kosz spleśnieje, zanim dopłyniemy na miejsce, Edelweiss zapłaci nam najwyżej pordzewiałą stalą! Przewracać kosze, sprawdzać mech i pilnować przepływu powietrza!
Szlak był spokojny, ale Robert wiedział, że niebezpieczeństwo nie kryje się tylko w sztormach i piratach, ale też w wilgoci i zaduchu zamkniętych ładowni, które mogłyby zagrozić ich cennemu ładunkowi.
Późnym popołudniem dwudziestego piątego marca, wiatr gwałtownie przybrał na sile, wiejąc z południowego wschodu. Rozpięte żagle weneckich i królewskich statków wydęły się mocniej, a ciężkie chelandie w końcu nabrały przyzwoitej prędkości. Konwój zdołał przebyć zaskakująco długi dystans.
Gdy słońce powoli chyliło się ku zachodowi, malując fale na głęboki, krwisty odcień pomarańczy, z bocianiego gniazda "Świętego Maurycego" rozległ się okrzyk:
– Ziemia na bakburcie!
Admirał Robert podszedł do relingu, mrużąc oczy pod słońce. Na linii horyzontu majaczyły potężne, ostre zarysy gór. Była to wschodnia rubież Krety...
Obrazek

Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau
z łaski Boga król i arcybiskup Jerozolimy,
Nobelissimos
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ziemie Lenne”