Piotr Asen, w 2022 roku koronowany car Bułgarii, w 2024 roku ustanowiony przez cesarza Aleksego Komnena Strategosem Temu Bułgarii, nowo utworzonego temu, którego wcześniej nie było, stanął przed najtrudniejszym wyzwaniem w swoim życiu i swej politycznej karierze. Z listem cesarza Aleksego I Komnena w dłoni, wyruszył do Tyrnowa, by przekonać Bułgarów do lojalności wobec Cesarstwa. Wiedział, że nie będzie to łatwe – wielu jego rodaków pamiętało czasy, gdy Bizancjum gnębiło ich ziemie, ale także pamiętało, iż niebyło niezależnego temu bułgarskiego zarządzanego przez Bułgarów.
W Tyrnowie Piotr spotkał się z bojarami i duchownymi. Byli to ci sami, którzy obrali go carem, co on przyjął. Publicznie odczytał list cesarza, podkreślając, że Cesarstwo oferuje Bułgarom autonomię i ochronę w zamian za wsparcie militarne. Jego słowa spotkały się z mieszanymi reakcjami – niektórzy wiwatowali, inni patrzyli z nieufnością. Niektórzy byli źli na Piotra za odrzucenie niezależności i korony. Inni zrozumieli, że to dla dobra Bułgarii. Wybór był trudny, mogli nie przystać na ofertę cesarza i stanąć przeciwko niemu, ale byliby wtedy osamotnieni i musieliby walczyć z 20 tysięczną Bizantyjską armią, co mogłoby skończyć się klęską, a wtedy Bułgaria i jej mieszkańcy skończyliby o wiele gorzej niż pod panowaniem Jana Uzurpatora.
Po długich negocjacjach i burzliwych debatach, bojarzy zgodzili się na sojusz z Cesarstwem. Wszyscy jednak jednogłośnie stwierdzili, że cesarz musi zagwarantować, iż nie będzie się mieszał w sprawy wewnętrzne temu, a także, że zagwarantuje, że biskupami w Bułgarii będą Bułgarzy, a nie greccy nominaci. Poza tymi kwestiami bojarzy i duchowni podnosili sprawy podatków oraz wojska. Nie chcieli być zanadto obciążani zobowiązania finansowymi wobec stolicy, oraz nie chcieli aby Bułgarzy byli wysyłani w najdalsze zakątki cesarstwa byle zadowolić konstantynopolitańskiego monarchy.
Nie wszyscy jednak byli zadowoleni z rozwoju wypadków, oraz z tego iż Piotr Asen zrezygnował z korony. Wśród niezadowolonych byli przedstawiciele bułgarskiej szlachty rody Tikh oraz Smilets. Ród Smilets miał ziemie w zachodniej bułgarii, dysponowali siłami o wielkości kilkuset zbrojnych. Ród Tikh był powiązany z dynastią Asenowiczów. Wieść o rezygnacji z korony carskiej rozbudziła nadzieje i ambicje w przedstawicielach tego rodu. Szczególnie dotyczyło to Mihaila Tikha. Po opuszczeniu obrad porozumiał się z rodem Smiletsów i wyruszyli do swych ziem by zbierać zbrojnych. Pogłoski niosą, że Mihail Tikh zamierza koronować się w Serdice, która jest głównym miastem w posiadaniu rodu Tikh. Siły niepokornych Bułgarów póki co nie można ocenić, gdyż nic nie jest pewne, jednak rodowe siły obydwu rodzin można liczyć na kilkaset zbrojnych każda. Do tego mogą dojść świeżo zwerbowane siły chłopskie.
Posłaniec Basileusa: Misja Piotra Asena w Bułgarii
- Piotr Asen
- Sebastos
- Posty: 198
- Rejestracja: 07 paź 2023, 22:04
- Lokalizacja: Bułgaria
- Piotr Asen
- Sebastos
- Posty: 198
- Rejestracja: 07 paź 2023, 22:04
- Lokalizacja: Bułgaria
Re: Posłaniec Basileusa: Misja Piotra Asena w Bułgarii
Płomienie pochodni rzucały drżące cienie na kamienne ściany sali, gdzie zebrali się bojarzy, duchowni i starszyzna rodowa. Powietrze było ciężkie od zapachu potu, wosku i strachu. Piotr Asen stał przy stole przykrytym mapą Bułgarii, jego dłonie opierały się o brzeg drewna, jakby chciał przygwoździć do niego niepewność. Na stole prócz mapy leżał cesarki list.
— Wiecie już, co czynią Tikhowie i Smiletsowie. — zaczął Piotr, głosem twardym jak żelazo. — Mihail Tikh wrócił do swego majątku, podobno zbiera wojska pod Serdicą. Mówią, że chce korony. A my? Siedzimy tu i gryziemy języki, zamiast radzić do dalej, zamiast zbierać wojsko gryźć wrogów naszych i cesarskich!
W sali zawrzało. Stary bojar Władko z rodu Terter, którego twarz pokrywały blizny po bitwach z Turkami, uderzył pięścią w stół:
— Mówisz, jakbyś nie był tym, który oddał koronę! Ty nasz carze… a może już tylko „strategosie”? — W głosie Władka czaiła się gorycz.
Piotr nie drgnął.
— Gdybym nie oddał korony, dziś byśmy byli niezależni i dumni a jutro Bizancjum Komnena lub uzurpatora paliłoby nasze wsie. A teraz mamy szansę być częścią czegoś większego. Bez jakiegoś jarzma na karku. Może i nie będzie własnego oddzielnego państwa, ale za to będzie spokój i będziemy w końcu sami o sobie decydować. Pełnej niezależności nie ma ale też nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. - odpowiedział Stratēgos tōn θέμα βουλγαριας.
Mnich Teodor, siwobrody i chuderlawy, podniósł krucyfiks:
— Cesarz obiecał, że biskupami będą Bułgarzy oraz, że będziemy mieli pewną niezależność i autonomię. To więcej niż pewnie Jan Uzurpator kiedykolwiek by dał! Czy chcecie, by greccy hierarchy znów pluli na nasze ikony? Albo żeby rządzili nami bezpośrednio z Konstantynopola, lub za sprawą jakiegoś greckiego wysłannika?
— A co z podatkami? — warknął bojar Krum z rodu Shishman, Pan na Vidin, właściciel ziem nad Dunajem. — Jeśli Konstantynopol będzie żądał złota jak dawni basileusowie, nasze dzieci będą giąć karki w polu, nie w kościołach!
Piotr sięgnął po zwój cesarskiego listu i rozwinął go z teatralnym gestem:
— „Danię płacić będziecie wedle prawa starych traktatów” – tak pisze Aleksy. A stare traktaty mówią: jedna dziesiąta plonów i służba w armii temów. To mniej niż składaliśmy Samuiłowi!
Zgromadzenie zamilkło. Wtedy głos zabrała najmłodsza w radzie – Elena z rodu Presławów, której mąż zginął w potyczce z bandytami rok wcześniej:
— Mówicie o złocie i wojsku… A co z naszą dumą? Czy nie staniemy się kolejnymi służkami Bizancjum?
Piotr podszedł do niej, aż jego cień przykrył jej postać:
— Duma? Dumny był Samuił, gdy buntował się przeciwko Bizancjum. A gdzie jest Samuił teraz? Jego kości bieleją w ziemi, a jego państwo żyje tylko w pieśniach. - Przeszedł wzrokiem po zebranych:
— Aleksy potrzebuje nas. Jeśli damy mu żołnierzy i lojalność, on da nam broń, forty i wolność. To nie służalstwo – to układ.
Nagle drzwi sali otwarły się z hukiem. Do środka wpadł zakurzony goniec:
— Panowie! Mihail Tikh ogłosił się carem w Serdicy! Rozpoczął mobilizację i werbunek swych zbrojnych! Mówią, że greccy kupcy przysyłają mu broń!
Sala eksplodowała przekleństwami. Piotr uderzył sztyletem w stół, przecinając chaos:
— Cisza!
Obrócił się do mnicha Teodora:
— Ojcze, należałoby jak najszybciej spalić mosty na Iskarze. Niech Tikhowie nie mają łatwej drogi na Tyrnowo. Póki my nie mamy zebranych sił nie możemy ułatwić im drogi do nas. Jeśli wysłałbyś zaufanych ludzi, to ludność się ciebie jako duchownego, wiernego Bułgarii posłucha i paląc mosty utrudni tym rebeliantom zadanie.
Potem wskazał bojara Władka:
— Dostojny, twoje ziemie leżą niedaleko posiadłosci Tikhów i Smiletsów. Zbierz swoje siły, będzie ich przecież w graniczach dwóch lub trzech greckich bandonów. Jeśli zawezwiesz szybko swoich konnych to możesz z nimi spalić magazyny czy pola Smiletsów nad Morawą. Bez zapasów ich bunt zdechnie z głodu, choć to raczej mało prawdopodobne, bo będą mieli wsparcie od Tikhów, jak również kupców. Poza tym już pewnie zaczęli wcześniej zbierać zapasy. Ale przynajmniej jeśli uda się choć część im spalić, to utrudnimy im werbunek.
W końcu zwrócił się do Eleny:
— A ty, Pani Presławów, chciałbym byś pojechała wraz z moją eskortą oraz Radislavem Soymiroviciem i Borilem Tsamblakiem do Konstantynopola. Weźmiesz ze sobą konie, woły, srebro i ten miecz cara Symeona, co leży w skarbcu. Przekaż Pani Aleksemu, że Bułgaria pamięta sojusze… ale i zdrady. Opowiedzcie mu także o tym, że nie wszyscy bułgarzy przystali na ofertę jaką im zaproponował. Jednak tymi buntownikami zajmę się osobiście.
— A co z podatkami? — warknął Krum.
— Zgoda na daninę… ale tylko po zwycięstwie nad Tikhami — Piotr zmrużył oczy. — Niech cesarz pokaże, że jego słowo coś znaczy.
Mnich Teodor uniósł krucyfiks:
— Bóg dał nam Piotra, by nas prowadził. Kto jest z carem… przepraszam, ze strategosem?
Powoli, jeden po drugim, bojarze kładli dłonie na stole. Nawet Władko w końcu mruknął:
— Niech będzie. Ale jeśli cesarz nas oszuka…
— Wtedy — przerwał mu Piotr — przypomnimy mu, jak kończyli uzurpatorzy oraz krzywoprzysięzcy. Zaufajcie mi jednak szlachetni bojarzy. Znam cesarza, byłem na dworze w Konstantynopolu, brałem także udział w uroczystościach koronacyjnych basileusa. To nie jest typ człowieka co rzuca słowa na wiatr. Możecie mu zaufać. Zobaczycie. - powiedział Asen.
Gdy sala opustoszała, Piotr podszedł do kamienia koronacyjnego, sprowadzonego do Tyrnowa po wydarzeniach Bułgarskiego Lata. Dotknął jego chropowatej powierzchni.
— Przepraszam, bracie — szepnął do ducha zmarłego brata — Ale czas carów minął. Teraz przetrwają tylko ci, którzy potrafią się naginać… nie łamiąc.
Na zewnątrz zerwał się wiatr, niosąc zapach jakby spalenizny. Wojna domowa zaczynała się na nowo.
— Wiecie już, co czynią Tikhowie i Smiletsowie. — zaczął Piotr, głosem twardym jak żelazo. — Mihail Tikh wrócił do swego majątku, podobno zbiera wojska pod Serdicą. Mówią, że chce korony. A my? Siedzimy tu i gryziemy języki, zamiast radzić do dalej, zamiast zbierać wojsko gryźć wrogów naszych i cesarskich!
W sali zawrzało. Stary bojar Władko z rodu Terter, którego twarz pokrywały blizny po bitwach z Turkami, uderzył pięścią w stół:
— Mówisz, jakbyś nie był tym, który oddał koronę! Ty nasz carze… a może już tylko „strategosie”? — W głosie Władka czaiła się gorycz.
Piotr nie drgnął.
— Gdybym nie oddał korony, dziś byśmy byli niezależni i dumni a jutro Bizancjum Komnena lub uzurpatora paliłoby nasze wsie. A teraz mamy szansę być częścią czegoś większego. Bez jakiegoś jarzma na karku. Może i nie będzie własnego oddzielnego państwa, ale za to będzie spokój i będziemy w końcu sami o sobie decydować. Pełnej niezależności nie ma ale też nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. - odpowiedział Stratēgos tōn θέμα βουλγαριας.
Mnich Teodor, siwobrody i chuderlawy, podniósł krucyfiks:
— Cesarz obiecał, że biskupami będą Bułgarzy oraz, że będziemy mieli pewną niezależność i autonomię. To więcej niż pewnie Jan Uzurpator kiedykolwiek by dał! Czy chcecie, by greccy hierarchy znów pluli na nasze ikony? Albo żeby rządzili nami bezpośrednio z Konstantynopola, lub za sprawą jakiegoś greckiego wysłannika?
— A co z podatkami? — warknął bojar Krum z rodu Shishman, Pan na Vidin, właściciel ziem nad Dunajem. — Jeśli Konstantynopol będzie żądał złota jak dawni basileusowie, nasze dzieci będą giąć karki w polu, nie w kościołach!
Piotr sięgnął po zwój cesarskiego listu i rozwinął go z teatralnym gestem:
— „Danię płacić będziecie wedle prawa starych traktatów” – tak pisze Aleksy. A stare traktaty mówią: jedna dziesiąta plonów i służba w armii temów. To mniej niż składaliśmy Samuiłowi!
Zgromadzenie zamilkło. Wtedy głos zabrała najmłodsza w radzie – Elena z rodu Presławów, której mąż zginął w potyczce z bandytami rok wcześniej:
— Mówicie o złocie i wojsku… A co z naszą dumą? Czy nie staniemy się kolejnymi służkami Bizancjum?
Piotr podszedł do niej, aż jego cień przykrył jej postać:
— Duma? Dumny był Samuił, gdy buntował się przeciwko Bizancjum. A gdzie jest Samuił teraz? Jego kości bieleją w ziemi, a jego państwo żyje tylko w pieśniach. - Przeszedł wzrokiem po zebranych:
— Aleksy potrzebuje nas. Jeśli damy mu żołnierzy i lojalność, on da nam broń, forty i wolność. To nie służalstwo – to układ.
Nagle drzwi sali otwarły się z hukiem. Do środka wpadł zakurzony goniec:
— Panowie! Mihail Tikh ogłosił się carem w Serdicy! Rozpoczął mobilizację i werbunek swych zbrojnych! Mówią, że greccy kupcy przysyłają mu broń!
Sala eksplodowała przekleństwami. Piotr uderzył sztyletem w stół, przecinając chaos:
— Cisza!
Obrócił się do mnicha Teodora:
— Ojcze, należałoby jak najszybciej spalić mosty na Iskarze. Niech Tikhowie nie mają łatwej drogi na Tyrnowo. Póki my nie mamy zebranych sił nie możemy ułatwić im drogi do nas. Jeśli wysłałbyś zaufanych ludzi, to ludność się ciebie jako duchownego, wiernego Bułgarii posłucha i paląc mosty utrudni tym rebeliantom zadanie.
Potem wskazał bojara Władka:
— Dostojny, twoje ziemie leżą niedaleko posiadłosci Tikhów i Smiletsów. Zbierz swoje siły, będzie ich przecież w graniczach dwóch lub trzech greckich bandonów. Jeśli zawezwiesz szybko swoich konnych to możesz z nimi spalić magazyny czy pola Smiletsów nad Morawą. Bez zapasów ich bunt zdechnie z głodu, choć to raczej mało prawdopodobne, bo będą mieli wsparcie od Tikhów, jak również kupców. Poza tym już pewnie zaczęli wcześniej zbierać zapasy. Ale przynajmniej jeśli uda się choć część im spalić, to utrudnimy im werbunek.
W końcu zwrócił się do Eleny:
— A ty, Pani Presławów, chciałbym byś pojechała wraz z moją eskortą oraz Radislavem Soymiroviciem i Borilem Tsamblakiem do Konstantynopola. Weźmiesz ze sobą konie, woły, srebro i ten miecz cara Symeona, co leży w skarbcu. Przekaż Pani Aleksemu, że Bułgaria pamięta sojusze… ale i zdrady. Opowiedzcie mu także o tym, że nie wszyscy bułgarzy przystali na ofertę jaką im zaproponował. Jednak tymi buntownikami zajmę się osobiście.
— A co z podatkami? — warknął Krum.
— Zgoda na daninę… ale tylko po zwycięstwie nad Tikhami — Piotr zmrużył oczy. — Niech cesarz pokaże, że jego słowo coś znaczy.
Mnich Teodor uniósł krucyfiks:
— Bóg dał nam Piotra, by nas prowadził. Kto jest z carem… przepraszam, ze strategosem?
Powoli, jeden po drugim, bojarze kładli dłonie na stole. Nawet Władko w końcu mruknął:
— Niech będzie. Ale jeśli cesarz nas oszuka…
— Wtedy — przerwał mu Piotr — przypomnimy mu, jak kończyli uzurpatorzy oraz krzywoprzysięzcy. Zaufajcie mi jednak szlachetni bojarzy. Znam cesarza, byłem na dworze w Konstantynopolu, brałem także udział w uroczystościach koronacyjnych basileusa. To nie jest typ człowieka co rzuca słowa na wiatr. Możecie mu zaufać. Zobaczycie. - powiedział Asen.
Gdy sala opustoszała, Piotr podszedł do kamienia koronacyjnego, sprowadzonego do Tyrnowa po wydarzeniach Bułgarskiego Lata. Dotknął jego chropowatej powierzchni.
— Przepraszam, bracie — szepnął do ducha zmarłego brata — Ale czas carów minął. Teraz przetrwają tylko ci, którzy potrafią się naginać… nie łamiąc.
Na zewnątrz zerwał się wiatr, niosąc zapach jakby spalenizny. Wojna domowa zaczynała się na nowo.
— Piotr Asen —
Stratēgos tōn θέμα βουλγαριας


Stratēgos tōn θέμα βουλγαριας

- Piotr Asen
- Sebastos
- Posty: 198
- Rejestracja: 07 paź 2023, 22:04
- Lokalizacja: Bułgaria
Re: Posłaniec Basileusa: Misja Piotra Asena w Bułgarii
Zanim Bojarzy rozjechali się do swych majątków by zacząć mobilizować swoje wojska udali się jeszcze z Piotrem Asenem do skarbca, gdzie doszło do krótkiej dyskusji nad tym ile i jakie dary wysłać do cesarza Aleksego. W bułgarskim skarbcu w podziemiach zamku w Tyrnowie, Piotr jeszcze raz zabrał każdego z bojarów na stronę i zamienił z nim kilka słów na temat zadań jakie im dał, oraz aktualnej sytuacji Bizancjum i Bułgarii. Każdy z bojarów jeszcze raz ostatecznie zgodził się z Piotrem i przysiągł mu wierność. Strategos zabrał też na stronę i krótką rozmowę Radislava Soymirovica i Borila Tsamblaka, aby przekazać im konkretną, krótką wiadomość dla cesarza, która dotyczyła wojskowości. Dał też im list, który napisał po zakończeniu obrad z bojarami i przykazał by doręczyli go osobiście cesarzowi.


— Piotr Asen —
Stratēgos tōn θέμα βουλγαριας


Stratēgos tōn θέμα βουλγαριας

- Piotr Asen
- Sebastos
- Posty: 198
- Rejestracja: 07 paź 2023, 22:04
- Lokalizacja: Bułgaria
Re: Posłaniec Basileusa: Misja Piotra Asena w Bułgarii
W komnacie zamkowej, oświetlonej migoczącym blaskiem świec, Piotr Asen stał nad stołem, na którym rozłożono mapę Bułgarii. Obok niego stali jego najbliżsi doradcy: bojar Władko, mnich Teodor i młody dowódca ciężkiej jazdy, Borisław Tsamblak. Na stole leżały też listy od cesarza Aleksego – złoto z Konstantynopola dotarło, a wraz z nim przyszedł list od cesarza informujący o sytuacji, oraz zawierający rozkazy.
— Cesarz chce, byśmy poza rozprawieniem się z niepokornymi rodami pilnowali także południowej granicy naszego temu, oraz rozprawiali się z wszelkimi rabusiami którzy czyhają na traktach na podróżnych i karawany — rzekł Piotr, wskazując na mapę.
— A co z Tikhami i Smiletsami? — warknął Władko, uderzając pięścią w stół. — Czy Aleksy chce, byśmy rozdwoili się jak jakiś przeklęty wąż?
— Cesarz chyba nie rozumie, co znaczy walczyć w górach i na naszych terenach wyżynnych — dodał Borisław, kręcąc głową. — Jego tagmata to maszyny do bitew na równinach, a nie do zasadzek w wąwozach. Tutaj przyda nam się każdy żołnierz, każdy mężczyzna zdolny nosić broń. Nie możemy pozwolić na rozbicie naszych sił. Wszystkich zbrojnych trzeba skierować przeciw buntownikom, inaczej oni nas zmiażdżą.
Piotr przesunął palcem po mapie, zatrzymując się na Serdicy, gdzie Mihail Tikh ogłosił się carem.
— Nie możemy pozwolić, by Tikh zbierał siły. Jeśli zdobędzie wsparcie Wołochów lub Kumanów, będziemy mieli wojnę na dwóch frontach. Dlatego trzeba wyruszyć przeciwko niemu póki nie jest jeszcze w pełni gotowy. Nasze działania póki co przyniosły pewne efekty. Mosty spalone. Wojsko się mobilizuje, lada dzień będzie gotowe.
Mnich Teodor uniósł krucyfiks:
— Bóg dał nam złoto i żelazo. Użyjmy ich mądrze. Wyślijmy po temie jeden lub dwa bandony jazdy, ale takie które teraz zaciągniemy. Reszta musi zostać tutaj.
— A co z garnizonami? — spytał Borisław.
— Garnizony zostają na miejscu — odparł Piotr. — Nie możemy ryzykować, by zbuntowani bojarzy zajęli nasze zamki, lub co gorsza aby Wołosi przekroczyli Dunaj i zajęli nasze miasta. Ale… — uśmiechnął się złowrogo — możemy dać Tikhom fałszywe poczucie bezpieczeństwa.
W ciągu następnych dni Bułgaria zamieniła się w wielki obóz wojskowy. W Tyrnowie kowale pracowali dniem i nocą, wykuwając miecze i groty strzał. Chłopi zwozili zboże do magazynów, a bojarzy zwoływali swoich zbrojnych, by dołączyli do armii temowej.
Piotr Asen osobiście nadzorował szkolenie nowych oddziałów. Ciężka jazda ćwiczyła szarże na polach pod Tyrnowem, a łucznicy strzelali do tarcz na zamkowym dziedzińcu. Wśród żołnierzy krążyły opowieści o mieczu Symeona, który teraz spoczywał w rękach cesarza. „To nie koniec” – szeptali między sobą. „Piotr odzyska go, gdy nadejdzie czas”.
Tymczasem w górach Rodopów i nad Morawą działy się rzeczy, o których nawet Piotr nie wiedział. Mihail Tikh, wspierany przez ród Smiletsów, zbierał siły. Do jego obozu napływali niezadowoleni chłopi, dezerterzy z armii temowej, a nawet najemnicy z Wołoszczyzny. Tikh obiecywał im wolność i bogactwo, jeśli tylko pokonają Piotra Asena i jego „bizantyjskich pachołków”.
— Cesarz chce, byśmy poza rozprawieniem się z niepokornymi rodami pilnowali także południowej granicy naszego temu, oraz rozprawiali się z wszelkimi rabusiami którzy czyhają na traktach na podróżnych i karawany — rzekł Piotr, wskazując na mapę.
— A co z Tikhami i Smiletsami? — warknął Władko, uderzając pięścią w stół. — Czy Aleksy chce, byśmy rozdwoili się jak jakiś przeklęty wąż?
— Cesarz chyba nie rozumie, co znaczy walczyć w górach i na naszych terenach wyżynnych — dodał Borisław, kręcąc głową. — Jego tagmata to maszyny do bitew na równinach, a nie do zasadzek w wąwozach. Tutaj przyda nam się każdy żołnierz, każdy mężczyzna zdolny nosić broń. Nie możemy pozwolić na rozbicie naszych sił. Wszystkich zbrojnych trzeba skierować przeciw buntownikom, inaczej oni nas zmiażdżą.
Piotr przesunął palcem po mapie, zatrzymując się na Serdicy, gdzie Mihail Tikh ogłosił się carem.
— Nie możemy pozwolić, by Tikh zbierał siły. Jeśli zdobędzie wsparcie Wołochów lub Kumanów, będziemy mieli wojnę na dwóch frontach. Dlatego trzeba wyruszyć przeciwko niemu póki nie jest jeszcze w pełni gotowy. Nasze działania póki co przyniosły pewne efekty. Mosty spalone. Wojsko się mobilizuje, lada dzień będzie gotowe.
Mnich Teodor uniósł krucyfiks:
— Bóg dał nam złoto i żelazo. Użyjmy ich mądrze. Wyślijmy po temie jeden lub dwa bandony jazdy, ale takie które teraz zaciągniemy. Reszta musi zostać tutaj.
— A co z garnizonami? — spytał Borisław.
— Garnizony zostają na miejscu — odparł Piotr. — Nie możemy ryzykować, by zbuntowani bojarzy zajęli nasze zamki, lub co gorsza aby Wołosi przekroczyli Dunaj i zajęli nasze miasta. Ale… — uśmiechnął się złowrogo — możemy dać Tikhom fałszywe poczucie bezpieczeństwa.
W ciągu następnych dni Bułgaria zamieniła się w wielki obóz wojskowy. W Tyrnowie kowale pracowali dniem i nocą, wykuwając miecze i groty strzał. Chłopi zwozili zboże do magazynów, a bojarzy zwoływali swoich zbrojnych, by dołączyli do armii temowej.
Piotr Asen osobiście nadzorował szkolenie nowych oddziałów. Ciężka jazda ćwiczyła szarże na polach pod Tyrnowem, a łucznicy strzelali do tarcz na zamkowym dziedzińcu. Wśród żołnierzy krążyły opowieści o mieczu Symeona, który teraz spoczywał w rękach cesarza. „To nie koniec” – szeptali między sobą. „Piotr odzyska go, gdy nadejdzie czas”.
Tymczasem w górach Rodopów i nad Morawą działy się rzeczy, o których nawet Piotr nie wiedział. Mihail Tikh, wspierany przez ród Smiletsów, zbierał siły. Do jego obozu napływali niezadowoleni chłopi, dezerterzy z armii temowej, a nawet najemnicy z Wołoszczyzny. Tikh obiecywał im wolność i bogactwo, jeśli tylko pokonają Piotra Asena i jego „bizantyjskich pachołków”.
— Piotr Asen —
Stratēgos tōn θέμα βουλγαριας


Stratēgos tōn θέμα βουλγαριας

- Piotr Asen
- Sebastos
- Posty: 198
- Rejestracja: 07 paź 2023, 22:04
- Lokalizacja: Bułgaria
Re: Posłaniec Basileusa: Misja Piotra Asena w Bułgarii
Wąski przesmyk między skałami spowijała mgła, mieszająca się z kurzem wznoszonym przez kopyta koni. Piotr Asen stał na czele swoich oddziałów, jego ciężka zbroja lśniła matowo w szarym świetle poranka. Po lewej i prawej stronie wąwozu, na skalnych półkach, czaili się łucznicy z napiętymi łukami. Po środku – ciężka piechota, z tarczami zdobionymi wilczymi głowami, tworzyła mur żelaza i drewna. Za nimi, ukryta nieco w cieniu skał, czekała ciężka jazda, gotowa uderzyć jak grom.
Borisław, dowódca ciężkiej jazdy, podjechał do Piotra, jego koń parsknął nerwowo.
— Strategosie, nasze zwiady donoszą, że Tikh ma ze sobą Wołochów. Ich jazda jest szybka jak wiatr. Jeśli wyślą ją przodem…
— To wpadną w pułapkę — przerwał Piotr, wskazując na wąskie gardło wąwozu. — Niech się ściskają jak śledzie w beczce. Wtedy łucznicy ich ostrzelają a nasza ciężka jazda zmieli ich na miazgę.
— A jeśli spróbują obejść nas przez przełęcz? - zapytał Boril
— Po pierwsze trudno aby wybrali inną drogę niż ta. Tikhowi zależy by zdobyć stolicę, więc po co nadkładałby drogi. Poza tym jeżli ruszyli by północnym lub południowym traktem, to spotkaliby się z Krumem i Władkiem — Piotr uśmiechnął się zimno. — Ci już palą ich magazyny nad Morawą. Tikh i Smiletsowie wróciliby do domów, by ratować swych poddanych, swoje żony i dzieci, a przecież nie było takich wieści. To oznacza, że oni już tu jadą. - powiedział Piotr.
Nagle z mgły wynurzyli się jeźdźcy niosący czerwoną chorągiew z lwem, oraz czarną chorągiew z białym lwem – znaki rodu Tikhów i Smiletsów. Za nimi sunęła masa wojsk: ciężkozbrojni z toporami, łucznicy w skórach dzików, a na flankach – Wołosi w czapach z baranich futer, uzbrojeni w zakrzywione szable.
— Czas na nas. — mruknął Piotr. Skinął na chorążego, by podniósł sztandar temowy – złoto-czerwone pasy - barwy rodu Asenowiczów.
Piotr ruszył naprzód w asyście Radislava Soymirovicia i Borila Tsamblaka. Po drugiej stronie wąwozu wyłonili się Mihail Tikh, Smilec z rodu Smiletsów, Vlad Drașcu (dowódca Wołochów).
— Piotrze Asenie! — ryknął Mihail, zatrzymując konia o dziesięć kroków od strategosa. — Sprzedałeś nasz lud Grekom za garść cesarskiego złota! Gdzie twoja bułgarska duma?
— Duma? — Piotr uniósł głowę. — Duma nie nakarmi dzieci, gdy Bizancjum przyśle tu swoje legiony. Ty chcesz krwi, a ja chcę przetrwać, żyć i rozwijać ten kraj.
— Przetrwać? Jako pies na łańcuchu?! — warknął Smilec, spluwając pod kopyta konia Piotra.
Wołosz Drașcu zaśmiał się chrapliwie:
— Słuchaj go, Bułgarze! Mówi jak mądry starzec, ale śmierdzi strachem. Daj nam twoje złoto, a może darujemy ci życie!
Piotr zignorował Wołocha, patrząc prosto w oczy Mihaila:
— Zdejmij tę kradzioną koronę i odejdź. Twoje wsie jeszcze płoną, twoi ludzie uciekają przed Krumem i Władkiem. To twoja ostatnia szansa.
Mihail zacisnął dłoń na rękojeści miecza:
— Wolę umrzeć jako car niż żyć jako sługa!
— Więc giń — syknął Piotr, zawracając konia.
Gdy strategos wrócił do swoich, Boril Tsamblak podszedł do niego, szepcząc:
— Negocjacje szybko poszły. Walka nieunikniona. Wydaje mi się, że mają przewagę. Bez tych Wołochów, byłoby ich mniej. On tam ma chyba z tysiąc tych najemników.
— Spokojnie, nie liczby robią różnicę na polu walki, lecz chart ducha. — Piotr skinął głową.
— Może i tak jest ale na pewno liczby pomagają wygrać. — odparł Boril, po czym wycofał się w stronę piechoty którą dowodził.
Piotr odwrócił się do armii, unosząc miecz. — Bułgaria! Za wolność i przetrwanie!
Okrzyk dwóch tysięcy gardeł wstrząsnął skałami. Łucznicy naprężyli cięciwy, ciężka piechota zabiła mieczami w tarcze, a jazda uniosła kopie.
Mihail Tikh, widząc to, zdenerwował się i wrzasnął do swoich:
— Za prawowity tron! Za Bułgarię bez greckich kajdan!
Wprzódy pierwsza ruszyła lekka jazda Wołochów. Ziemia zadrżała tętentem tysiąca koni. Wraz z nimi do walki wyruszyły 3 bandony lekkiej jazdy w służbie Tikha. Z carem uzurpatorem pozostały jedynie 3 bandony ciężkiej piechoty, 2 bandony lekkiej piechoty i 1 bandon łuczników. Pierwsze strzały Bułgarów świsnęły w powietrzu. Bitwa zaczęła się na dobre. Przeciw szarżującemu wrogowi stała dzielnie w murze tarcz bułgarska ciężka piechota. Zanim wróg zdołał dojechać do pozycji bułgarów, kilkuset Wołochów spadło z koni, lub zostało zabitych gradem strzał. Kiedy wołoska jazda zbliżały się na długość kilkunastu metrów, Bułgarzy podpalili grunt przed nimi, na którym leżało siano wraz z drewnem. Mur z ognia skutecznie wyhamował impet jazdy. Będący pod ciągłym ostrzałem z łuków, oraz zaatakowani 2 metrowymi włóczniami bułgarskiej piechoty, wołosi zaczęli się gubić i w ich szeregi wkradł się chaos. Jeźdźcy znajdujący się na tyle formacji zaczęli się wycofywać. Gdy ogień nieco zmalał Bułgarzy zrobili korytarze dla ciężkiej kawalerii Asena oraz lekkiej kawalerii pozostałych bojarów, które ruszyły z impetem na tych którzy jeszcze zostali na polu walki. Łucznicy Asena przestali strzelać i dali wyżyć się 1000 zbrojnym. Mihail Tikh wyglądał na zaskoczonego oraz nieco zdezorientowanego. Szybko jednak otrząsnął się i rozkazał kawalerii powrót. Jego 600 konnych natychmiast wróciło, jednak z Wołochów pozostała tylko połowa. Zaskoczony Vlad Drașcu odmówił ponownego ataku na tak umocnionych Bułgarów. Tikh uspokoił go i nakazał przegrupować się i czekać na dalszy rozwój wypadków.

Borisław, dowódca ciężkiej jazdy, podjechał do Piotra, jego koń parsknął nerwowo.
— Strategosie, nasze zwiady donoszą, że Tikh ma ze sobą Wołochów. Ich jazda jest szybka jak wiatr. Jeśli wyślą ją przodem…
— To wpadną w pułapkę — przerwał Piotr, wskazując na wąskie gardło wąwozu. — Niech się ściskają jak śledzie w beczce. Wtedy łucznicy ich ostrzelają a nasza ciężka jazda zmieli ich na miazgę.
— A jeśli spróbują obejść nas przez przełęcz? - zapytał Boril
— Po pierwsze trudno aby wybrali inną drogę niż ta. Tikhowi zależy by zdobyć stolicę, więc po co nadkładałby drogi. Poza tym jeżli ruszyli by północnym lub południowym traktem, to spotkaliby się z Krumem i Władkiem — Piotr uśmiechnął się zimno. — Ci już palą ich magazyny nad Morawą. Tikh i Smiletsowie wróciliby do domów, by ratować swych poddanych, swoje żony i dzieci, a przecież nie było takich wieści. To oznacza, że oni już tu jadą. - powiedział Piotr.
Nagle z mgły wynurzyli się jeźdźcy niosący czerwoną chorągiew z lwem, oraz czarną chorągiew z białym lwem – znaki rodu Tikhów i Smiletsów. Za nimi sunęła masa wojsk: ciężkozbrojni z toporami, łucznicy w skórach dzików, a na flankach – Wołosi w czapach z baranich futer, uzbrojeni w zakrzywione szable.
— Czas na nas. — mruknął Piotr. Skinął na chorążego, by podniósł sztandar temowy – złoto-czerwone pasy - barwy rodu Asenowiczów.
Piotr ruszył naprzód w asyście Radislava Soymirovicia i Borila Tsamblaka. Po drugiej stronie wąwozu wyłonili się Mihail Tikh, Smilec z rodu Smiletsów, Vlad Drașcu (dowódca Wołochów).
— Piotrze Asenie! — ryknął Mihail, zatrzymując konia o dziesięć kroków od strategosa. — Sprzedałeś nasz lud Grekom za garść cesarskiego złota! Gdzie twoja bułgarska duma?
— Duma? — Piotr uniósł głowę. — Duma nie nakarmi dzieci, gdy Bizancjum przyśle tu swoje legiony. Ty chcesz krwi, a ja chcę przetrwać, żyć i rozwijać ten kraj.
— Przetrwać? Jako pies na łańcuchu?! — warknął Smilec, spluwając pod kopyta konia Piotra.
Wołosz Drașcu zaśmiał się chrapliwie:
— Słuchaj go, Bułgarze! Mówi jak mądry starzec, ale śmierdzi strachem. Daj nam twoje złoto, a może darujemy ci życie!
Piotr zignorował Wołocha, patrząc prosto w oczy Mihaila:
— Zdejmij tę kradzioną koronę i odejdź. Twoje wsie jeszcze płoną, twoi ludzie uciekają przed Krumem i Władkiem. To twoja ostatnia szansa.
Mihail zacisnął dłoń na rękojeści miecza:
— Wolę umrzeć jako car niż żyć jako sługa!
— Więc giń — syknął Piotr, zawracając konia.
Gdy strategos wrócił do swoich, Boril Tsamblak podszedł do niego, szepcząc:
— Negocjacje szybko poszły. Walka nieunikniona. Wydaje mi się, że mają przewagę. Bez tych Wołochów, byłoby ich mniej. On tam ma chyba z tysiąc tych najemników.
— Spokojnie, nie liczby robią różnicę na polu walki, lecz chart ducha. — Piotr skinął głową.
— Może i tak jest ale na pewno liczby pomagają wygrać. — odparł Boril, po czym wycofał się w stronę piechoty którą dowodził.
Piotr odwrócił się do armii, unosząc miecz. — Bułgaria! Za wolność i przetrwanie!
Okrzyk dwóch tysięcy gardeł wstrząsnął skałami. Łucznicy naprężyli cięciwy, ciężka piechota zabiła mieczami w tarcze, a jazda uniosła kopie.
Mihail Tikh, widząc to, zdenerwował się i wrzasnął do swoich:
— Za prawowity tron! Za Bułgarię bez greckich kajdan!
Wprzódy pierwsza ruszyła lekka jazda Wołochów. Ziemia zadrżała tętentem tysiąca koni. Wraz z nimi do walki wyruszyły 3 bandony lekkiej jazdy w służbie Tikha. Z carem uzurpatorem pozostały jedynie 3 bandony ciężkiej piechoty, 2 bandony lekkiej piechoty i 1 bandon łuczników. Pierwsze strzały Bułgarów świsnęły w powietrzu. Bitwa zaczęła się na dobre. Przeciw szarżującemu wrogowi stała dzielnie w murze tarcz bułgarska ciężka piechota. Zanim wróg zdołał dojechać do pozycji bułgarów, kilkuset Wołochów spadło z koni, lub zostało zabitych gradem strzał. Kiedy wołoska jazda zbliżały się na długość kilkunastu metrów, Bułgarzy podpalili grunt przed nimi, na którym leżało siano wraz z drewnem. Mur z ognia skutecznie wyhamował impet jazdy. Będący pod ciągłym ostrzałem z łuków, oraz zaatakowani 2 metrowymi włóczniami bułgarskiej piechoty, wołosi zaczęli się gubić i w ich szeregi wkradł się chaos. Jeźdźcy znajdujący się na tyle formacji zaczęli się wycofywać. Gdy ogień nieco zmalał Bułgarzy zrobili korytarze dla ciężkiej kawalerii Asena oraz lekkiej kawalerii pozostałych bojarów, które ruszyły z impetem na tych którzy jeszcze zostali na polu walki. Łucznicy Asena przestali strzelać i dali wyżyć się 1000 zbrojnym. Mihail Tikh wyglądał na zaskoczonego oraz nieco zdezorientowanego. Szybko jednak otrząsnął się i rozkazał kawalerii powrót. Jego 600 konnych natychmiast wróciło, jednak z Wołochów pozostała tylko połowa. Zaskoczony Vlad Drașcu odmówił ponownego ataku na tak umocnionych Bułgarów. Tikh uspokoił go i nakazał przegrupować się i czekać na dalszy rozwój wypadków.

— Piotr Asen —
Stratēgos tōn θέμα βουλγαριας


Stratēgos tōn θέμα βουλγαριας

- Piotr Asen
- Sebastos
- Posty: 198
- Rejestracja: 07 paź 2023, 22:04
- Lokalizacja: Bułgaria
Re: Posłaniec Basileusa: Misja Piotra Asena w Bułgarii
Dym z gasnących ognisk mieszał się z krzykiem rannych koni i szczękiem stali. Piotr Asen, stojąc na niewielkim wzgórzu za liniami swojej piechoty, obserwował, jak Mihail Tikh formuje nowy szyk. Ciężkozbrojni z toporami, wsparci przez łuczników, zaczęli posuwać się naprzód w zwartej falandze. Ich tarcze, zdobione złotymi o białymi lwami, tworzyły ruchomy mur.
— Oszczędzajcie strzały! — wrzasnął Boril do łuczników stojących na skałach. — Celujcie w nogi! Niech ich szyk się rozpadnie!
Pierwsze strzały uderzyły w tarcze Tikhów, ale kilkanaście przebiło się przez szczeliny, powalając kilkunastu wojów. Mihail, stojący za swoimi ludźmi, darł się ochryple:
— Naprzód! Roznieśmy tych cesarskich psów!
Piotr zszedł ze wzgórza i podszedł do swoich ciężkozbrojnych. Jego głos był spokojny, ale niosący się po całym wąwozie:
— Pamiętajcie – nie cofajcie się ani na krok. Każdy metr ziemi, który oddacie, będzie nas kosztował rzekę krwi.
Gdy pierwsze szeregi Tikhów zderzyły się z bułgarskim murem tarcz, powietrze wypełnił dźwięk miażdżonego drewna i żelaza. Ciężkie topory roztrzaskiwały tarcze, ale bułgarscy wojownicy, wsparci przez łuczników, odpierali ciosy i kontratakowali. Krew spływała po kamieniach, tworząc krwawe strumienie.
— Strategosie! Lewe skrzydło się chwieje! — krzyknął Boril, przecinając mieczem gardziel wroga.
— Wzmocnij je naszymi rezerwami! Niech lekkozbrojni bojarów wesprą ich — odparł Piotr.
Tymczasem na prawym skrzydle Smilec z rodu Smiletsów prowadził osobisty szturm. Jego dwuręczny miecz kosił bułgarskich wojowników jak źdźbła trawy.
— Ja cię, Asenie! — ryknął, przedzierając się w stronę Piotra.
— Nie dziś! — warknął Boril Tsamblak, zastępując mu drogę. Bojar zaskoczył olbrzyma szybkością. Uderzenie w kolano powaliło Smileca, a drugie – w skroń – uczyniło go bezwładnym. Szybko ciężko zbrojni Smiletsów zaczęli otaczać swego pana i odciągać go z pola walki.
Gdy walka osiągnęła szczyt intensywności, partol Wołochów zauważył, że z południowego krańca wąwozu rozległ się ryk rogów. Na horyzoncie zaczęła pojawiła się chmara jeźdźców w brązowych płaszczach – 400 lekkiej jazdy Władko z rodu Terter. Za nimi, w forsownym marszu, ciągnęli się piechurzy z włóczniami i siekierami.
— Terterowie! Za Bułgarię i cesarza! — krzyczał Władko Terter, oraz jego zbrojni.
Vlad Drașcu, obserwujący bitwę z daleka, splunął na ziemię:
— Koniec zabawy. Tikh przegrał.
— Nie możesz nas opuścić! — zawył Mihail, chwytając Wołocha za ramię.
— Możemy. I opuszczamy — odparł Drașcu, odtrącając go. — Wołosi! Zwijamy się!
500 wołoskich jeźdźców zawróciło w pośpiechu, pozostawiając Tikhów i Smiletsów samych. Mihail Tikh siedział na koniu jak wryty. Wściekł się okrutnie na zdradliwych Wołochów. Obiecał im przecież bogactwo i łupy a ci go zdradzają w takim momencie. Gniew nie trwał zbyt długo. Oto bowiem żołnierze Smiletsów przynieśli rannego i nieprzytomnego Smileca. Tikh ogarnął się i zawezwał 3 bandony lekkiej jazdy. Ruszył na czele szarży w kierunku nadciągających wojsk Tertera. Bitwa trwała. Pozbawieni wsparcia, oraz powoli tracący morale okrążeni, wojownicy Mihaila zaczęli się załamywać. Piotr wykorzystał moment:
— Ciężka jazda! Oflankować ich!
600 konnych w pełnych zbrojach przejechało obok walczących, zawróciło i runęło na osłabione szeregi wroga. Tikhowie, przyparci z jednej strony do skał, z drugiej walczący z murem tarcz, z trzeciej będący pod presją konnicy, oraz ciągłym ostrzale łuczników nie mieli gdzie uciec.
— Lekka jazda! Uderzcie na walczącego tam na południu wąwozu Tikha! rozkazał Piotr.
400 lekko zbrojnych konnych ruszyło w tamtym kierunku. Mihail Tikh zauważywszy, że za chwilę będzie otoczony, wiedząc, że tę bitwę już przegrał nakazał pozostającym przy nim zbrojnym z lekkiej jazdy wycofać się. Z pola walki wraz z nim uciekł bandon lekkiej jazdy. Siły temu Bułgarskiego wzmocnione wojskami prywatnymi bojarów, zaczęły krzyczeć i cieszyć się z wygranej bitwy. Zbrojni dobili rannych, oraz zaczęli ich grzebać na polecenie Piotra Asena.
— Udało wam się tutaj dotrzeć. — powiedział Strategos Piotr do Wladko Tertera.
— Nie mogłem przecież oddać wam całej zabawy i chwały Panie. — odpowiedział z radością w głosie bojar.
— Mihail Tikh zwiał. Najpewniej do Serdicy. Małej części jego wojsk również udało się uciec.
— Nie mają za bardzo gdzie indziej uciekać. Poza tym siły będzie miał teraz niewielkie. Uratował mu się bandon lekkiej jazdy i bandon lekkiej piechoty. Nawet jeśli w Serdicy ma jeszcze jakiś ludzi, to na pewno nie będzie ich miał więcej niż 600 ludzi. Wobec całego wojska Bułgarii co to za siły. - powiedział Terter.
— To prawda. Jeśli jednak zamknie się w swej twierdzy, to będzie nas czekać długie i ciężkie oblężenie. — powiedział Strategos i dodał — Dziś trzeba jednak odpocząć, uleczyć się, naprawić zbroje, tarcze, naostrzyć miecze. Z Tikhem rozprawimy się ostatecznie już niedługo.

— Oszczędzajcie strzały! — wrzasnął Boril do łuczników stojących na skałach. — Celujcie w nogi! Niech ich szyk się rozpadnie!
Pierwsze strzały uderzyły w tarcze Tikhów, ale kilkanaście przebiło się przez szczeliny, powalając kilkunastu wojów. Mihail, stojący za swoimi ludźmi, darł się ochryple:
— Naprzód! Roznieśmy tych cesarskich psów!
Piotr zszedł ze wzgórza i podszedł do swoich ciężkozbrojnych. Jego głos był spokojny, ale niosący się po całym wąwozie:
— Pamiętajcie – nie cofajcie się ani na krok. Każdy metr ziemi, który oddacie, będzie nas kosztował rzekę krwi.
Gdy pierwsze szeregi Tikhów zderzyły się z bułgarskim murem tarcz, powietrze wypełnił dźwięk miażdżonego drewna i żelaza. Ciężkie topory roztrzaskiwały tarcze, ale bułgarscy wojownicy, wsparci przez łuczników, odpierali ciosy i kontratakowali. Krew spływała po kamieniach, tworząc krwawe strumienie.
— Strategosie! Lewe skrzydło się chwieje! — krzyknął Boril, przecinając mieczem gardziel wroga.
— Wzmocnij je naszymi rezerwami! Niech lekkozbrojni bojarów wesprą ich — odparł Piotr.
Tymczasem na prawym skrzydle Smilec z rodu Smiletsów prowadził osobisty szturm. Jego dwuręczny miecz kosił bułgarskich wojowników jak źdźbła trawy.
— Ja cię, Asenie! — ryknął, przedzierając się w stronę Piotra.
— Nie dziś! — warknął Boril Tsamblak, zastępując mu drogę. Bojar zaskoczył olbrzyma szybkością. Uderzenie w kolano powaliło Smileca, a drugie – w skroń – uczyniło go bezwładnym. Szybko ciężko zbrojni Smiletsów zaczęli otaczać swego pana i odciągać go z pola walki.
Gdy walka osiągnęła szczyt intensywności, partol Wołochów zauważył, że z południowego krańca wąwozu rozległ się ryk rogów. Na horyzoncie zaczęła pojawiła się chmara jeźdźców w brązowych płaszczach – 400 lekkiej jazdy Władko z rodu Terter. Za nimi, w forsownym marszu, ciągnęli się piechurzy z włóczniami i siekierami.
— Terterowie! Za Bułgarię i cesarza! — krzyczał Władko Terter, oraz jego zbrojni.
Vlad Drașcu, obserwujący bitwę z daleka, splunął na ziemię:
— Koniec zabawy. Tikh przegrał.
— Nie możesz nas opuścić! — zawył Mihail, chwytając Wołocha za ramię.
— Możemy. I opuszczamy — odparł Drașcu, odtrącając go. — Wołosi! Zwijamy się!
500 wołoskich jeźdźców zawróciło w pośpiechu, pozostawiając Tikhów i Smiletsów samych. Mihail Tikh siedział na koniu jak wryty. Wściekł się okrutnie na zdradliwych Wołochów. Obiecał im przecież bogactwo i łupy a ci go zdradzają w takim momencie. Gniew nie trwał zbyt długo. Oto bowiem żołnierze Smiletsów przynieśli rannego i nieprzytomnego Smileca. Tikh ogarnął się i zawezwał 3 bandony lekkiej jazdy. Ruszył na czele szarży w kierunku nadciągających wojsk Tertera. Bitwa trwała. Pozbawieni wsparcia, oraz powoli tracący morale okrążeni, wojownicy Mihaila zaczęli się załamywać. Piotr wykorzystał moment:
— Ciężka jazda! Oflankować ich!
600 konnych w pełnych zbrojach przejechało obok walczących, zawróciło i runęło na osłabione szeregi wroga. Tikhowie, przyparci z jednej strony do skał, z drugiej walczący z murem tarcz, z trzeciej będący pod presją konnicy, oraz ciągłym ostrzale łuczników nie mieli gdzie uciec.
— Lekka jazda! Uderzcie na walczącego tam na południu wąwozu Tikha! rozkazał Piotr.
400 lekko zbrojnych konnych ruszyło w tamtym kierunku. Mihail Tikh zauważywszy, że za chwilę będzie otoczony, wiedząc, że tę bitwę już przegrał nakazał pozostającym przy nim zbrojnym z lekkiej jazdy wycofać się. Z pola walki wraz z nim uciekł bandon lekkiej jazdy. Siły temu Bułgarskiego wzmocnione wojskami prywatnymi bojarów, zaczęły krzyczeć i cieszyć się z wygranej bitwy. Zbrojni dobili rannych, oraz zaczęli ich grzebać na polecenie Piotra Asena.
— Udało wam się tutaj dotrzeć. — powiedział Strategos Piotr do Wladko Tertera.
— Nie mogłem przecież oddać wam całej zabawy i chwały Panie. — odpowiedział z radością w głosie bojar.
— Mihail Tikh zwiał. Najpewniej do Serdicy. Małej części jego wojsk również udało się uciec.
— Nie mają za bardzo gdzie indziej uciekać. Poza tym siły będzie miał teraz niewielkie. Uratował mu się bandon lekkiej jazdy i bandon lekkiej piechoty. Nawet jeśli w Serdicy ma jeszcze jakiś ludzi, to na pewno nie będzie ich miał więcej niż 600 ludzi. Wobec całego wojska Bułgarii co to za siły. - powiedział Terter.
— To prawda. Jeśli jednak zamknie się w swej twierdzy, to będzie nas czekać długie i ciężkie oblężenie. — powiedział Strategos i dodał — Dziś trzeba jednak odpocząć, uleczyć się, naprawić zbroje, tarcze, naostrzyć miecze. Z Tikhem rozprawimy się ostatecznie już niedługo.

— Piotr Asen —
Stratēgos tōn θέμα βουλγαριας


Stratēgos tōn θέμα βουλγαριας
