Hołd Bułgarów
: 11 mar 2025, 21:26
Sala Tronowa lśniła złotem mozaik i purpurą jedwabnych zasłon. Cesarz Aleksy I Komnen siedział na swym złotym tronie, otoczony strażą warangów w hełmach z pozłacanymi skrzydłami. Gdy bułgarska delegacja weszła przez ciężkie, brązowe wrota, szept przebiegł po dworze: „Barbarzyńcy z północy… ale jakże dostojni!”.
Elena z Presławów szła przodem, jej sztywny jedwabny płaszcz w kolorach bułgarskiej purpury i złota szeleścił z każdym krokiem. Za nią kroczył Radislav Soymirović i Boril Tsamblak, niosący na aksamitnej poduszce miecz cara Symeona. Gdy stanęli przed stopniami tronu, ukłonili się w milczeniu, głębiej niż wymagał protokół, ale nie padli na kolana.
— Przynosimy dary, Basileusie — zaczęła Elena, jej głos czysty jak dzwon. — Złoto z kopalni Rodopów, srebro znad Dunaju… i ten miecz.
Bojar Boril uniósł poduszkę, a ostrze zabłysło w świetle świec. — Miecz Symeona, który niegdyś zmuszał Bizancjum do drżenia. Dziś oddajemy go w twoje ręce… jako znak, że Bułgaria wybiera pokój, nie wojnę.
Cesarz skinął, by przyjąć dary, ale jego wzrok zatrzymał się na mieczu. Wiedział, co znaczy ten gest: „Chcemy być równi, nie wasalami”.
— Mówcie, czego żąda wasz lud — rzekł Aleksy, udając obojętność.
Elena wyprostowała się, spoglądając prosto w oczy władcy:
— Basileusie, przyjmujemy twój sojusz. Będziemy walczyć u twojego boku, płacić daninę wedle starych traktatów… ale żądamy, byś dotrzymał obietnic: Bułgarscy biskupi w Bułgarii, żadnych greckich garnizonów w naszych twierdzach i wolność w sądzeniu naszych sporów. - powiedziała spokojnie i zamilkła skłoniwszy się lekko. Radislav Soymirović wysunął się naprzód, jego głos był jak pomruk niedźwiedzia:
— A co do buntowników… Tikhów i Smiletsów – nasza sprawa. Wyślemy ich głowy w worku, zanim twoje wojska zdążą założyć buty.

Gdy sala opustoszała, cesarz wezwał Bułgarów do prywatnej komnaty. W powietrzu unosił się zapach kadzidła i strachu. Radislav wręczył Aleksemu list od Piotra Asena – zwój opieczętowany czarnym woskiem z odciskiem pieczęci strategosa.
— Strategos prosi o złoto na żołd dla wojów — wyjaśnił bojar Boril, gdy Aleksy czytał. — I przysięga, że zanim księżyc znowu stanie w pełni, zbuntowane rody przestaną istnieć.
— A jeśli poślę wam moją tagmatę? — spytał cesarz, bawiąc się pierścieniem z rubinem.
— Byłoby to… nieostrożne — odparł Radislav, uśmiechając się zimno. — Twój żołnierz w Bułgarii to iskra w beczce prochu. Lud uznałby nas za zdrajców, a ciebie za drugiego Bazylego II Bułgarobójcę. Pozwól nam działać po cichu. Krwi i tak będzie dość.
Aleksy zamyślił się. W końcu skinął głową:
— Niech tak będzie. Otrzymacie złoto. Ale pamiętajcie… — jego głos stał się ostrzejszy — gdyby Piotr Asen zawiódł, sam przybędę z mieczem Symeona w dłoni. I nie będziecie potrzebowali worka na głowy.
Gdy Bułgarzy odeszli, cesarz przywołał swego sekretarza i nakazał mu napisać listy do Strategosa temu Bułgarii, Sakelariusza Cesarskiego, oraz dowódców tagm cesarskich.
Elena z Presławów szła przodem, jej sztywny jedwabny płaszcz w kolorach bułgarskiej purpury i złota szeleścił z każdym krokiem. Za nią kroczył Radislav Soymirović i Boril Tsamblak, niosący na aksamitnej poduszce miecz cara Symeona. Gdy stanęli przed stopniami tronu, ukłonili się w milczeniu, głębiej niż wymagał protokół, ale nie padli na kolana.
— Przynosimy dary, Basileusie — zaczęła Elena, jej głos czysty jak dzwon. — Złoto z kopalni Rodopów, srebro znad Dunaju… i ten miecz.
Bojar Boril uniósł poduszkę, a ostrze zabłysło w świetle świec. — Miecz Symeona, który niegdyś zmuszał Bizancjum do drżenia. Dziś oddajemy go w twoje ręce… jako znak, że Bułgaria wybiera pokój, nie wojnę.
Cesarz skinął, by przyjąć dary, ale jego wzrok zatrzymał się na mieczu. Wiedział, co znaczy ten gest: „Chcemy być równi, nie wasalami”.
— Mówcie, czego żąda wasz lud — rzekł Aleksy, udając obojętność.
Elena wyprostowała się, spoglądając prosto w oczy władcy:
— Basileusie, przyjmujemy twój sojusz. Będziemy walczyć u twojego boku, płacić daninę wedle starych traktatów… ale żądamy, byś dotrzymał obietnic: Bułgarscy biskupi w Bułgarii, żadnych greckich garnizonów w naszych twierdzach i wolność w sądzeniu naszych sporów. - powiedziała spokojnie i zamilkła skłoniwszy się lekko. Radislav Soymirović wysunął się naprzód, jego głos był jak pomruk niedźwiedzia:
— A co do buntowników… Tikhów i Smiletsów – nasza sprawa. Wyślemy ich głowy w worku, zanim twoje wojska zdążą założyć buty.

Gdy sala opustoszała, cesarz wezwał Bułgarów do prywatnej komnaty. W powietrzu unosił się zapach kadzidła i strachu. Radislav wręczył Aleksemu list od Piotra Asena – zwój opieczętowany czarnym woskiem z odciskiem pieczęci strategosa.
— Strategos prosi o złoto na żołd dla wojów — wyjaśnił bojar Boril, gdy Aleksy czytał. — I przysięga, że zanim księżyc znowu stanie w pełni, zbuntowane rody przestaną istnieć.
— A jeśli poślę wam moją tagmatę? — spytał cesarz, bawiąc się pierścieniem z rubinem.
— Byłoby to… nieostrożne — odparł Radislav, uśmiechając się zimno. — Twój żołnierz w Bułgarii to iskra w beczce prochu. Lud uznałby nas za zdrajców, a ciebie za drugiego Bazylego II Bułgarobójcę. Pozwól nam działać po cichu. Krwi i tak będzie dość.
Aleksy zamyślił się. W końcu skinął głową:
— Niech tak będzie. Otrzymacie złoto. Ale pamiętajcie… — jego głos stał się ostrzejszy — gdyby Piotr Asen zawiódł, sam przybędę z mieczem Symeona w dłoni. I nie będziecie potrzebowali worka na głowy.
Gdy Bułgarzy odeszli, cesarz przywołał swego sekretarza i nakazał mu napisać listy do Strategosa temu Bułgarii, Sakelariusza Cesarskiego, oraz dowódców tagm cesarskich.