Re: Wielka Wojna Domowa
: 30 kwie 2026, 21:26
Tebusze I katapulty pracowały nieustannie, krusząc mury za każdym trafieniem mury miasta i twierdzy. Kolejny tydzień ostrzału zaczynał przynosić wymierne efekty. Dwudziestego dziewiątego kwietnia runęła jedna z baszt miejskich, znajdująca się przy głównej bramie.
Już wcześniej, komendant, widząc, że mur lada chwila runie, nakazał znoszenie worków z piaskiem, pni i gruzu, by rozpaczliwie łatać powstałą dziurę improwizowaną barykadą.
– Nieprzyjaciel spalił nasze tarany i ocalił swoje żelazne wrota – zauważył król, wskazując na nietkniętą główną bramę.
-Lecz my nie potrzebujemy już bramy, skoro mamy wyłom.-kpiąco rzucił król Hetum.
-Panowie, jeśli to poprawnie rozegramy to wieczerzać będziemy już w zamku- powiedział Orański
-Nie pójdziemy wszyscy na wyrwę bo to byłoby zbyt oczywiste. Tam czeka nas krew. Będziemy szturmować w czterech miejscach aby rozproszyć wroga. Na wyrwę ruszę ja na czele gwardii i Templariuszy. Król Hetum wraz ze swoimi Ormianami i hufcami z północnej części królestwa ruszy po bokach wyłomu, ale w odległości najmniej stu kroków. Resta wojsk Jerozolimy uderzy z południowej strony- monarcha wydał przygotowane już wcześniej dyspozycje.
Zanim jednak wodzowie rozjechali się do swoich oddziałów, Maurycy – uniósł prawą dłoń w geście błogosławieństwa.
– Idźcie z Bogiem, bracia – rzekł kreśląc w powietrzu znak krzyża nad pochylonymi głowami wodzów. – Niech chroni was wstawiennictwo świętego trybuna Kwiryna oraz świętego rycerza Adjutora, których pamięć Kościół czci w dniu dzisiejszym. Byli wojownikami tak jak wy i wiedzą, czego wymaga nadchodząca bitwa.
Zgodnie z przewidywaniami Maurycego, wróg dostrzegł zagrożenie i rzucił wszystkie swoje siły na obronę wyłomu. Król, zsiadłszy z konia, osobiście poprowadził natarcie na barykadę. Obok niego, ramię w ramię, bój toczyli Rycerze Świątyni w białych płaszczach z czerwonymi krzyżami.
Gruzini ciskali z góry głazami, lali wrzący olej i dźgali długimi włóczniami. Zbroje chrzęściły pod ciosami toporów, a ludzie zsuwali się po zdradliwym, sypkim gruzie prosto w fosę.
W tym samym czasie, Hetum i jego ormiańscy wojownicy, wsparci wojskami z północnego Lewantu, dopadli murów ponad sto kroków od głównego piekła. Pod osłoną weneckich strzelców błyskawicznie postawili długie drabiny oblężnicze. Okazało się, że w tym miejscu przeważają oddziały lekkozbrojnych członków pospolitego ruszenia, bo Gruzini po prostu nie mieli wystarczających sił, a najlepsze wojsko rzucili przeciw królowi. Ormianie wdarli się na mury z dzikim krzykiem. Ciężkie, łuskowe zbroje szlachty cylicyjskiej odbijały ciosy obrońców jakby ich broń była z drewna. W tym samym czasie, od strony południowej, reszta wojsk Jerozolimy sforsowała fortyfikacje bronione przez podobne siły.
Gruzińscy obrońcy wyłomu, zaciekle walczący z Królem, nagle zorientowali się, że z ich flanek i tyłów, z murów i wewnętrznych schodów, zbiegają setki Ormian króla Hetuma oraz zbrojnych z Jerozolimy. Zostali otoczeni we własnej twierdzy. Wielu uznało że najlepszym rozwiązaniem będzie się poddać Ci przeżyli. Inni padli pod ciosami zwycięzców.
Już wcześniej, komendant, widząc, że mur lada chwila runie, nakazał znoszenie worków z piaskiem, pni i gruzu, by rozpaczliwie łatać powstałą dziurę improwizowaną barykadą.
– Nieprzyjaciel spalił nasze tarany i ocalił swoje żelazne wrota – zauważył król, wskazując na nietkniętą główną bramę.
-Lecz my nie potrzebujemy już bramy, skoro mamy wyłom.-kpiąco rzucił król Hetum.
-Panowie, jeśli to poprawnie rozegramy to wieczerzać będziemy już w zamku- powiedział Orański
-Nie pójdziemy wszyscy na wyrwę bo to byłoby zbyt oczywiste. Tam czeka nas krew. Będziemy szturmować w czterech miejscach aby rozproszyć wroga. Na wyrwę ruszę ja na czele gwardii i Templariuszy. Król Hetum wraz ze swoimi Ormianami i hufcami z północnej części królestwa ruszy po bokach wyłomu, ale w odległości najmniej stu kroków. Resta wojsk Jerozolimy uderzy z południowej strony- monarcha wydał przygotowane już wcześniej dyspozycje.
Zanim jednak wodzowie rozjechali się do swoich oddziałów, Maurycy – uniósł prawą dłoń w geście błogosławieństwa.
– Idźcie z Bogiem, bracia – rzekł kreśląc w powietrzu znak krzyża nad pochylonymi głowami wodzów. – Niech chroni was wstawiennictwo świętego trybuna Kwiryna oraz świętego rycerza Adjutora, których pamięć Kościół czci w dniu dzisiejszym. Byli wojownikami tak jak wy i wiedzą, czego wymaga nadchodząca bitwa.
Zgodnie z przewidywaniami Maurycego, wróg dostrzegł zagrożenie i rzucił wszystkie swoje siły na obronę wyłomu. Król, zsiadłszy z konia, osobiście poprowadził natarcie na barykadę. Obok niego, ramię w ramię, bój toczyli Rycerze Świątyni w białych płaszczach z czerwonymi krzyżami.
Gruzini ciskali z góry głazami, lali wrzący olej i dźgali długimi włóczniami. Zbroje chrzęściły pod ciosami toporów, a ludzie zsuwali się po zdradliwym, sypkim gruzie prosto w fosę.
W tym samym czasie, Hetum i jego ormiańscy wojownicy, wsparci wojskami z północnego Lewantu, dopadli murów ponad sto kroków od głównego piekła. Pod osłoną weneckich strzelców błyskawicznie postawili długie drabiny oblężnicze. Okazało się, że w tym miejscu przeważają oddziały lekkozbrojnych członków pospolitego ruszenia, bo Gruzini po prostu nie mieli wystarczających sił, a najlepsze wojsko rzucili przeciw królowi. Ormianie wdarli się na mury z dzikim krzykiem. Ciężkie, łuskowe zbroje szlachty cylicyjskiej odbijały ciosy obrońców jakby ich broń była z drewna. W tym samym czasie, od strony południowej, reszta wojsk Jerozolimy sforsowała fortyfikacje bronione przez podobne siły.
Gruzińscy obrońcy wyłomu, zaciekle walczący z Królem, nagle zorientowali się, że z ich flanek i tyłów, z murów i wewnętrznych schodów, zbiegają setki Ormian króla Hetuma oraz zbrojnych z Jerozolimy. Zostali otoczeni we własnej twierdzy. Wielu uznało że najlepszym rozwiązaniem będzie się poddać Ci przeżyli. Inni padli pod ciosami zwycięzców.