Strona 2 z 3

Re: Wielka Wojna Domowa

: 23 mar 2025, 21:30
autor: Maurycy Orański
W niedzielę wreszcie do miasta dotarli inżynierowie. Na ich wozach spoczywały karty przetargowe: katapulty.
Król, mimo Dnia Pańskiego, nie dał im odpocząć. Musieli jak najszybciej zbić maszyny w całość. Dla bezpieczeństwa prace trwały poza zasięgiem uzbrojenia obrońców zamku.
Tymczasem do zamku zostało wysłane poselstwo. Rycerz mu przewodzący zażądał poddania zamku i złożenia broni. Żołnierze mięli albo dołączyć do wojska prawdziwego Jana I, albo bez broni wrócić do swoich. Chcąc dać czas do namysłu i uniknąć rozlewu krwii w święty dzień termin naznaczono na południe następnego dnia.

Re: Wielka Wojna Domowa

: 23 mar 2025, 22:35
autor: Jan I Senior
Po naradzie z Królem Maurycym Cesarz Senior wziąwszy 1500 jazdy i 1500 ciężkiej piechoty wyruszył w stronę Adany by wspomóc w walce będącego tam Rainalda de Flandrię. Okazało się bowiem że region ten jest szczególnie narażony na kontratak wroga, i wymaga wzmocnienia w przypadku ewentualnej bitwy, a mobilność jazdy i trzon piechoty jest wsparciem solidnym. Najpóźniej za półtorej dnia siły Jana I dotrą na miejsce. Cesarz świadom sytuacji pchnął także gońca przodem do samego dowódcy wojsk spod Adany z następującym listem:
Wojska posiłkowe w drodze. Zachowywać się pasywnie wobec oblegających i patrolować okolice na wypadek większych manewrów wroga. Sytuacja w Tarsie kontrolowana, sabotaże powiodły się.
Po wyruszeniu gońca wojska wyznaczone do wymarszu rozpoczęły przygotowania do manewru, a już po północy rozpoczęły marsz ku Adanie.

Re: Wielka Wojna Domowa

: 24 mar 2025, 22:05
autor: Aleksy I Komnen
Adrianopol pozostał za nimi – cichy, pełen szeptów i spojrzeń spod opuszczonych powiek. Miasto odetchnęło, gdy cesarskie chorągwie zniknęły za wzgórzami Rodopów, ale Aleksy I Komnen nie oglądał się za siebie. Tylko naprzód.
Wojska ciągnęły wąskimi traktami Tracji, wśród pól, gdzie jeszcze niedawno kwitły winorośle, a teraz snuł się tylko gdzieniegdzie dym z wypalonych zagród.
Przodem na szpicy była Tagma tou Athanatoi. Za nimi, w tumanach kurzu, kroczyli Varrangoi. Turkopole przeczesywali przedpole, ich konie rzucały się nerwowo przy każdym większym szeleście w zaroślach.
– Tesalonika czeka – powiedział cesarz, kiedy żołnierze cesarskiej tagmaty mijali go kierując się na południe. Aleksy spojrzał w niebo. Nadciągały chmury – ciężkie, jakby nasączone żelazem i krwią. „Theou boulomenou” – pomyślał, zaciskając dłoń na rękojeści miecza.

Re: Wielka Wojna Domowa

: 24 mar 2025, 23:45
autor: Maurycy Orański
W niedzielę Ormianie odprawili liturgię na gruzach swojej katedry. Jak się bowiem okazało po zdobyciu miasta została ona zburzona na rozkaz władz i za zgodą uzurpatora. Poruszenie i chęć zemsty ledwo zostały uśmierzone przez króla i patriarchę.
Z wybiciem południa odpowiedź od obrońców nie nadeszła. Król kazał więc wyprawić poselstwo ponownie. Grupa wyruszyła w tym samym składzie: rycerz i czterech lekkokonnych asysty.
-Czcigodny komendancie! Wojownicy Rzymu! Jego Królewska Mość oczekuje natychmiastowej odpowiedzi! Poddajcie się i zachowajcie życie! Pomocy znikąd! Ratujcie się!-wołali posłowie po grecku i ormiańsku odpowiedziała im głucha cisza więc zaczęli objeżdżać zamek. W końcu, wewnątrz obwarowań dało się słyszeć podniesione głosy, a w końcu krzyki. Na murach doszło do szarpaniny. Szybko kilku żołnierzy runęło w dół.
-Mało wam krwii?! Ledwo pochowaliśmy waszych towarzyszy poległych w mieście a wy już uśmiercacie kolejnych!-zawołał przewodniczący poselstwu. Nie zdążył wykrzyczeć nic więcej bo w jego kierunku poszybowała strzała która ledwo minęła brzuch jego konia. Cały oddział spiął więc wierzchowce ostrogami.
Monarcha widząc prędkość z jaką poselstwo wracało do reszty wojska uznał to za dostateczny znak braku kapitulacji. Dał znak i wkrótce dwanaście ciosanych kamieni,wystrzelonych przez katapulty, poszybowało w kierunku murów cytadeli. I tak jeszcze kilkakrotnie aż mury były na skraju zawalenia. Król, nakazał ustawienie balist naprzeciwko bram. Następnie miały one otworzyć ogień dzbanami z oliwą. Wtedy jednak jedna z bram zaczęła drżeć i wkrótce się rozwarła.
-Szaleńcy. Ognia!- krzyknął król i wkrótce dwa ogniste pociski poleciały w kierunku wroga.
Jeden trafił w głowę piechura który natychmiast stanął w płomieniach i przy okazji podpalił dwóch kolegów zanim spadł do fosy. Drugi dzban wyrządził większe szkody, zajął się bowiem od niego most. Grecy zmieszali się ale szybko zaczęli gasić.
-Łucznicy!- Krzyknął król
Niestety nim oddziały oddały salwę, ogień już był dogaszany.
-Poprawić im!- padł rozkaz i o to kolejne ogniste “przesyłki” zmierzały do “adresata”
Widząc to, obrońcy próbowali podnieść most i uniknąć kolejnego podpalenia. Na próżno. Znów ogień został rozniecony
-Koniec dobroci. Rozwalić mi to-warknął król.
Katapulty i balisty skierowano na bramę. W ruch poszły kamienie. Niestety mocna konstrukcja pozwoliła tylko na zniszczenie wrót, za którymi i tak czekała krata.
Obrońcy podjęli próbę jeszcze kolejnego wypadu. Jednakże i tam czekało ogniste powitanie. Niestety jedna balista nie powstrzymała przejścia mostem. Strzały łuczników także. Następnym etapem były włócznie piechoty.
Widząc co się dzieje król natychmiast poprowadził w to miejsce resztkę rycerstwa które przy nim zostało. Szarża ciężkozbrojnej jazdy wbiła się w bok greckiej kolumny niczym pazur lwa, jednak liczba ich była za mała na cios decydujący.
-Zawracać!-krzyczał monarcha Jazda posłusznie wykonała komendę i oddaliwszy się pod gradem strzał z murów
uderzyła jeszcze raz. Zmęczone oddziały greckie zachwiały się. Widząc to Maurycy nie dał rozkazu do odwrotu. W tym samym czasie marszałek zmyślnie przerzucił część łuczników tak aby nie razili swoich, a jedynie wroga. Także reszta armii widząc że nie ma celu w otaczaniu całego zamku ruszyła przeciwko wrogowi. Oficerowie kierowali oddziały odpowiednio, by nie wpadały pod ogień towarzyszy.
Po około godzinie ręcznej walki Grecy zaczęli ustępować lub poddawać się. Odwrót z powrotem do twierdzy nie udał się gdyż atakujący byli o krok za obrońcami i razem z nimi weszli do środka.
Tars został zdobyty

Re: Wielka Wojna Domowa

: 25 mar 2025, 18:21
autor: Maurycy Orański
Orański dał swoim ludziom dzień odpoczynku, podczas gdy władca wraz z sekretarzem pisali listy na Cypr. Templariusze mieli natychmiast płynąć do Laodycei i Portu Świętego Symeona.
W tym czasie księża ormiańscy zabrali się do głoszenia kazań wśród mieszkańców. Starali się udowodnić że uzurpator Jan, czy jakkolwiek się on naprawdę nazywa jest zbrodniarzem, przekonać do wiary unickiej, wierności prawowitemu cesarzowi który będzie szanował prawa i wolność Ormian i innych mieszkańców Cylicji. Na ulicach działali również i żołnierze którzy odpoczynku szukali w rabunkach i gwałtach. Jednak nimi szybko zajęła się gwardia królewska i po doraźnym procesie zawiśli na murach cytadeli. To był dla wielu mieszkańców znak że król Jerozolimy nie jest obcym najeźdźcą, a sprzymierzeńcem.
Na następny dzień przypadało Święto Zwiastowania Pańskiego czy też Zwiastowania Bogurodzicy, zależy czy spytać łacinnika czy kogoś ze wschodu. Po wspólnej dla wszystkich modlitwie, król nakazał gotować się do marszu. Chciał jak najszybciej dołączyć do cesarza Jana zmierzającego pod Adanę, by wspólnie uderzyć na Germianikeę. Miasto powierzono niewielkiemu oddziałowi Ormian wspartemu przez miejscowych ochotników uzbrojonych w broń odebraną jeńcom lub poległym.
Gdy już się zmierzchało wyszło im naprzeciw dwóch rycerzy. Jeden z nich ledwo trzymał się w siodle, a jego żółta tunika z herbem miała dużą brązową plamę.
Zdrowy rycerz momentalnie rozpoznał chorągiew królewską, zeskoczył z konia, uklęknął i zawołał.
-Najjaśniejszy Panie, jestem Gerard de Bourville, jeden z rycerzy którzy byli pod Adaną. Oni przyszli nocą. Zaskoczyli nas, walczyliśmy z dwóch stron- zaczął odpowiadać jednym tchem.
Król zatrzymał natychmiast pochód i zeskoczył z konia by podnieść rycerza.
-Pan de Flandria?-zapytał z niepokojem
-Nie wiem. Nie widziałem go martwego ani uprowadzonego-odpowiedział rycerz
-Cesarz Jan był z wami?-padło drugie pytanie
-Nie, Panie. Myślałem że jest z tobą-zdziwił się de Bourville.
-Abgar!-krzyknął Maurycy i po chwili miał już przy sobie Ormianina.
-Mamy problem. Nie wiemy gdzie jest cesarz ani gdzie jest wróg. Boję się że pomaszerowali na Antiochię. Weźmiesz ludzi, rozdzielcie się. Znajdźcie ich-nakazał król.
-Sekretarz! Do mnie!-krzyknął król.
Wspólnie z sekretarzem w kilka minut napisali kilka egzemplarzy listu do cesarza informującego o wydarzeniach wraz z instrukcją odesłania piechoty, a gnania konno do Antiochii komunikiem. Następnie wręczyli je lekkokonnym, a ci natychmiast wyruszyli w drogę.
Sama armia główna pomaszerowała w kierunku Antiochii

Re: Wielka Wojna Domowa

: 26 mar 2025, 14:06
autor: Rainald de Flandria
Rainald de Flandria nie miał wyboru. Wróg połączył siły, a marsz wroga na państwa krzyżowe stał się faktem. Walka w obecnym stanie była niemożliwa – trzeba było ratować, kogo się dało.
Rozkazał zebrać ocalałych i wyruszyć do króla. Ranni wspierali się na towarzyszach, piechurzy szli w milczeniu, a konie rycerzy były wyczerpane. Nie było już miejsca na iluzję zwycięstwa. Trzeba było działać z cesarzem Janem i naprawić błąd króla. Droga powrotna stała otworem, ale nie była bezpieczna.

Re: Wielka Wojna Domowa

: 26 mar 2025, 17:11
autor: Aleksy I Komnen
Dnia dzisiejszego z rana, do Tesaloniki, wreszcie dotarły wojska cesarskiej tagmaty. Po kilku godzinach cesarz przyjął meldunek o połączeniu sił na wzgórzach pod miastem. Monarcha postanowił przeprowadzić inspekcję połączonych już wojsk, dlatego żołnierze ustawili się w kolumnie. Miejsce na czele kolumny zajęli żołnierze temu Hellady, gdyż ci ludzie znają lepiej ten teren, oraz szlaki. Za nimi ustawieni byli żołnierze tagmaty tak jak poprzednio. Wojskami temu Hellady dowodził wskazany cesarzowi przez Strategosa Temu Hellady, Domestikos Leon Mavrozomes.

O pół dnia marszu przed głównymi siłami sunęły patrole turkopoli. Ich lekka jazda migała między oliwnymi gajami jak cień, a ostrza łuków lśniły w słońcu niczym zęby głodnego wilka. Każdy ich ruch był wspierany przez towarzyszących im prokoursatores (przewodników, zwiadowców) z Temu, wskazując bezpieczne przejścia.

Pierwszym postojem armii była rzeka Axios. Po jej sforsowaniu wojska nadal trzymały się szlaku wiodącego wzdłuż wybrzeża.
Gdy kolumna skręcała w pobliże doliny rzeki Aliakmon, na przedpolu Beroi zawisła cisza. Miasto nie płonęło, nie było widać sztandarów rebeliantów. Ale to nic nie znaczyło. W okolicach rzeki, jak również już dalej za nią na południe bliżej miasta, kręciły się patrole turkopoli.

Po upływie kilku godzin poruszające się dość wolno kolumny cesarskich tagm, służby, inżynierów dotarły w końcu do rzeki Aliakmon. Do cesarza podjechał jeden z turkopoli.
- Czy mamy zaatakować miasto? - zapytał Turek.
– Beroea to tylko początek - szepnął cesarz do turkopola. - Nie ma co marnować wszystkich sił na takie miasteczko. Wyślijmy do nich emisariusza z listem ode mnie, oraz gwarancją, że jeśli się poddają mojej woli, otworzą bramy i podzielą zapasami, to wojska moje nie będą czyniły im nic złego. - dodał po chwili, po czym dał sygnał ręką przywołując osobistego sekretarza. Służący pisarz szybko spisał słowa basileusa, zwinął list i zalakował go.
- Będziecie potrzebowali eskorty Bartoszu. Niechaj cała Tagma tou tourkopouloi, zbierze się już po drugiej stronie rzeki. 2000 lekkiej jazdy uzbrojonej w łuki i włócznie powinno podziałać miastu na wyobraźnię. Tymczasem my odpoczniemy i dopiero jutro przekroczymy Aliakmon. Kiedy w południe stanę przed wrotami miasteczka, mają być one otwarte! W przeciwnym razie zrównamy miasto jako przykład dla reszty greckich miast!

Re: Wielka Wojna Domowa

: 26 mar 2025, 22:35
autor: Maurycy Orański
Obrazek
Armia maszerowała morskim wybrzeżem. Ludność cywilna nie okazywała większej wrogości, dostarczali żywności, czasem żądali zapłaty i ją dostawali. Wśród żołnierzy nastroje były mieszane, bowiem wieść o klęsce rozeszła się już po całej armii. Niektórzy wciąż cieszyli się z wygranej bitwy o Tars I byli dobrej myśli, ale większość była posępna lub zła. Utyskiwali na to co się stało,opłakiwali przyjaciół czy krewnych którzy poszli z panem de Flandria pod Adanę. Nikt nie odważył się powiedzieć tego głośno ale w sercach obwiniano o to wszystko Orańskiego. Wielu też obawiało się o swoje rodziny na północnych rubieżach królestwa. Trochę uspokoiło ich napotkanie piechoty uprzednio znajdującej się pod komendą cesarza. Powracający wojowie potwierdzili że cesarz otrzymał i wykonał instrukcję jak najszybszego marszu do Antiochii. Pozostało liczyć na że dotrze tam prędzej niż wróg.
W tym samym czasie na Cyprze wojska Zakonu schodziły na nabrzeża najbliższych swoim komturiom portów. Tam czekały na nich statki zakonne i zarekwirowane jednostki kupieckie. Rozkaz marszałka był jasny: możliwie jak najszybciej ruszyć do walki. Z tego powodu załadunek było pospieszny i zaraz gdy dany oddział się zaokrętował statki podnosiły kotwice i kierowały się do odpowiednich portów

Re: Wielka Wojna Domowa

: 27 mar 2025, 19:50
autor: Jan I Senior
Pozbawiony pośpiechem wszelkich form komunikacji Cesarz Senior trwał trzeci dzień w podróży do miasta Antiochii. Był i z Nim cudownie ocalały z adańskiego pobojowiska Rainald de Flandria z garstką towarzyszy, leczący jeszcze szramy ze spotkania z wrogiem. Marsz przebiegał bez niepotrzebnych postojów i bezproblemowo, co poskutkowało widokiem murów antiochijskich z wieczora 3 dnia podróży.

-Zdążyliśmy, chwała Panu! - zakrzyknął Jan gdy ujrzał z pobliskich wzniesień względnie spokojne i uśpione wieczorem miasto, nieruszone przez oddziały wroga. Około godziny 20 wszystkie oddziały były już za murami, a JCW rozmawiał się z zarządcami tutejszego porządku. Natychmiast postawiono w stan gotowości cały garnizon, a ludność mimo pory wieczorowej została spędzona w jedno miejsce by wysłuchać Janowej przemowy.

- Ludu Antiochii! Obywatele sercu memu i każdego wiernego Cesarza sługi mili! - rozpoczął dostojnie dux. - Przychodzi Nam, tu zebranym, każdemu z osobna i razem zmierzyć się z nadciągającą nawałnicą! Złoczyńcy wrodzy nam i wszelkiej wolności i pobożności, oszuści, kłamcy i gwałtownicy panoszą się dziś w okolicy niechybnie zbliżając się ku tym murom! My tu stojący jako żywo, Jan I i Rainald de Flandria, wzywamy w imieniu Cesarza Aleksego I Komnena, który bój zaciekły osobiście z wrogiem swym mieczem prowadzi. Do broni! Do broni za swe rodziny, domostwa, cechy i młyny! Do broni za swój naród, za Boga i Cesarza! Za wolność i Króla waszego Jerozolimskiego!

Przemowa ewidentnie podniosła ludzi na duchu. Miasto odżyło w środku nocy. Rozpalono pochodnie, wiwatowano, skandowano imię prawdziwego Cesarza Aleksego, Króla Maurycego i obecnych tam Jana i Rainalda. Na ustach wielu, szczególnie zbrojnych zabrzmiała pieśń wojenna, wzywająca niebieskie zastępy do zasilenia wiernych Bogu obrońców. Ale pracy było wiele, toteż natychmiast rozpoczęto naradę dowódców, na których czele stanęli Jan I Senior oraz Rainald de Flandria. Obaj Panowie już wcześniej, by zapewnić sobie chociaż garść dodatkowego czasu posłali setkę turkopoli by swymi podjazdami opóźniali przybycie wojsk wroga, co według ormiańskiego zwiadu w służbie komnenowskiej dało dodatkowy dzień przygotowań do obrony miasta.

Plany obronne były nieco bardziej skomplikowane. Jan I rozkazał całemu mieszczaństwu rozpocząć za murami miasta konstrukcję wilczych dołów na szerokości 100 do 200 metrów od murów na całej długości umocnień w odstępach 2 m od siebie każdy. Kolejną linią obrony stały się wykopywane sukcesywnie smolne rowy w odległości 50 do 80 metrów od murów, w zasięgu łuczników gotowych podpalić straszliwą pułapkę gdy przyjdzie pora. W odległości od 50 do 10 metrów powbijano pale oraz większe metalowe, drewniane oraz kamienne nierówności i przeszkody, które mogą skutecznie przeszkodzić w doprowadzeniu wież oblężniczych, czy nawet samemu natarciu piechoty wroga w zwartych szykach. ostatnie 10 metrów drogi do murów strzegła fosa, szeroka tak by zakopanie jej trwało zatrważającą ilość czasu. Z murów razem z koordynującymi specjalistami i inżynierami prac doglądał i pilnował osobiście Cesarz Senior. - Tu i mysz się nie przeciśnie. Boże prowadź. - powiedział z otuchą w głosie dux Jan I po czym z niepokojem spoglądał w horyzont skąd miała nadejść wroga horda. Szybko jednak oddalił wątłe zwątpienie, i znakiem krzyża skwitował swój pobyt na murach. Z samego rana prace miały być ukończone w zewnętrznej części obrony.

Panie Rainaldzie! - odezwał się do swego towarzysza broni. - Powierzam Waści doglądanie fortyfikowania wewnętrznej części miasta, niech lud wznosi barykady i wybija okna dla łuczników by można było się w ciasnocie ulic bronić. Proszę także przygotować dzikie zwierzęta które są zgromadzone ku uciesze gawiedzi. Mam dla Nich plan obronny. - Tu uśmiechając się tajemniczo poprosił o ostatnie z potrzebnych zadań do wykonania. - Proszę słać posła o naszej sytuacji do króla. Niech wie, że Antiochia będzie walczyć i nie padnie i że będziemy oczekiwać pomocy. Niech podadzą informacje kiedy dotrze armia. Niech poseł szczegółowo opisze nasze działania królowi, by ten wszystkiego był świadom.

tak oto minęła godzina 2 w nocy, a miasto, prócz wyznaczonych straży i zapracowanych sztabowców i robotników pochłonęła ciemna noc. Jeszcze było spokojnie, ale to była cisza przed burzą...

Re: Wielka Wojna Domowa

: 28 mar 2025, 23:09
autor: Aleksy I Komnen
Gdy emisariusz wręczył list burmistrzowi Beroi, ten spojrzał na równinę. Dwa tysiące Turkopoli stało w słońcu, łuki napięte do połowy. Za nimi, na horyzoncie, kurz zdradzał obecność głównej armii.
– Basileus jest... łaskawy – wycedził burmistrz, łamiąc pieczęć. Zaraz potem bramy otwarto i pozostawiono takimi nawet na noc.
– Mądra decyzja. – mruknął cesarz, gdy rankiem wkraczał do miasta bez walki. Słudzy już targowali się o zboże i suszone mięso, a Tagma tou Tourkopouloi pilnowała, by żaden żołnierz nie podniósł ręki na mieszkańców.
– Dlaczego nie spaliliśmy ich? – spytał młody żołnierz z Athanatoi.
Aleksy wskazał na południe, gdzie czaiły się większe miasta:
– Nie jesteśmy tacy jak uzurpator. Poza tym strach jest lepszym sojusznikiem niż ogień. Niech wieść o naszej sile biegnie przed nami. Niech wsiąka w kolejne miasta a może uda się, że każde otworzy swe wrota i obejdzie się bez walk. Wysłuchaj, zapamiętaj a potem wcielaj w życie; sukcesem jest wygrać nie walcząc, bo walka to ostateczność, armia kosztuje, wojna kosztuje, dlatego jeśli możliwe jest uniknięcie strat, to należy zrobić wszystko by się tak stało. - powiedział spokojnie cesarz, a nikt więcej nie zadawał już żadnych pytań. Wojsko powróciło do swych zadań. Niedługo potem zaś wszyscy byli gotowi do dalszej drogi.
Gdy kolumna ruszyła dalej, burmistrz Beroi szeptał modlitwę dziękczynną. Cesarz nie słyszał – jego myśli były już przy następnych murach. Hellada czekała.
„Theou boulomenou” – powtarzał w duchu, patrząc, jak słońce praży ziemię, gotując ją pod kopytami koni. Jak zawsze sprawni turkopole zaczęli znikać przed wzrokiem cesarza, a za nimi sunął nieubłagany rytm tysięcy nóg i kopyt. Armia szła ku przeznaczeniu.