Wielka Wojna Domowa

Awatar użytkownika
Maurycy Orański
Sebastos
Posty: 201
Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11
Lokalizacja: Aleksadretta

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Maurycy Orański »

Wojska królewskie stanęły w Aleksadrettcie i rozłożyły się w mieście oraz pod miastem. Król zajął miejscowy zamek wybudowany niegdyś na zlecenie cesarza Nicefora Fokasa. Forteca, mimo braku remontów wciąż prezentowała się solidnie.
Wielu żołnierzy, szczególnie pochodzących z okolicy chciało kontynuować marsz na Antiochię, ale król kazał czekać. Nie chciał uderzać na wroga siłami nadwątlonymi podzieleniem i przeszłymi walkami, w szczególności fatalnym błędem skutkującym klęską pod Adaną. Władca oczekiwał wiatru z Cypru,a dokładniej okrętów z czerwonym krzyżem na banderach. Templariuszy. Wzmocniona świeżymi oddziałami armia jerozolimska mogłaby z łatwością uderzyć na buntowniczych Greków, szczególnie że o “odpowiednie przygotowanie” wroga ma zadbać cesarz Jan wraz z panem de Flandria. W umiejętności taktyczne przyjaciela Maurycy wierzył głęboko.
W piątek templariusze nie napłynęli więc armia ułożyła się do snu. Następnego ranka żołnierzom dano wolne od ćwiczeń więc po przeglądzie i wyczyszczeniu broni oraz nakarmieniu koni mogli udać się do miasta aby rozejść się po portowych tawernach.
Nie minęło południe, gdy pierwsze oznaki rozprężenia zaczęły się ujawniać. Podniesione głosy i pijackie przyśpiewki,mieszały się z odgłosami codziennego życia portowego. Piwo bowiem, jako napój postny mogło być wciąż sprzedawane. Przywozili je kupcy z Rzeczpospolitej zbijając na tym niemały majątek.
Jeden z żołnierzy, rozdrażniony uwagą miejscowego rybaka, wywołał bójkę, która szybko przerodziła się w poważniejszą awanturę. Kilkudziesięciu ludzi wróciło do obozu po zmroku, niektórych przyprowadzili towarzysze, zataczających się i ledwo trzymających na nogach.
Król, odmówiwszy kompletę z duchownymi kładł się już spać kiedy giermek wpadł jak burza do komnaty by dać znać że templariusze już zjawili się w mieście. Z racji że już było późno król zrezygnował z natychmiastowego marszu i kazał przybyłym rycerzom spać
Obrazek

Maurycy Wilhelm Jerzy Orański-Nassau
z łaski Boga król Jerozolimy,
książę Antiochii i Zajordania,
hrabia Edessy i Trypolisu
Obrazek
Awatar użytkownika
Jan I Senior
Posty: 15
Rejestracja: 09 mar 2025, 9:33

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Jan I Senior »

29 marca wojska adańsko-germanikejskie dotarły pod mury Antiochii. Z racji nie lada wyczynów konstruktorskich na przedpolach miasta, wrogowi zajęło kilka cennych godzin wieczornych zbudowanie obozów oblężniczych wokół miasta. Cesarz Senior doskonale wiedział, że przeszkody na trasie czekającej na szturm doskonale blokują wrogowi użycie wszelkich wież oblężniczych czy taranów. Jedyne na co trzeba było się przygotować to ostrzał katapult. W naradzie obrońców sprawnie oszacowano, że to wschodnia część murów jest najbardziej narażona na grad kolosalnych pocisków z machin, toteż zarządzono w odpowiednim czasie śmiałą próbę podejścia małej grupy pod najbliższe stanowiska wroga z tejże strony by zniszczyć lub opóźnić machiny wroga. Ataku osobiście miał dopilnować dux Jan. Z raportów puszczonych do obozu wroga szpiegów ormiańskich wynikało, że machiny byłyby gotowe do ostrzału około godziny 2, toteż zaplanowano, że wypad około 30 jeźdźców na dwa najbliższe posterunki wroga rozpocznie się pół godziny wcześniej. Odziany w zbroję Cesarz Senior przed atakiem rozmówił się jeszcze z Panem de Flandria:

-Niechaj wszyscy łucznicy będą na stanowiskach i przetrzymają ostrzał pozostałych punktów wroga. Nie będą mieli czasu na długie działanie, wiedzą ze Jerozolima jest w drodze. Proszę podtrzymać ludzi na duchu i gdy wrócimy, wyślemy ich tam gdzie miejsce zdrajców, do piekła. Za Cesarstwo Panie Rainaldzie!

- Za Cesarstwo! - odkrzyknął Rainald de Flandria i oddalił się z oddziałem przybocznym w stronę stanowisk strzelniczych by czynić co zostało nakazane.

Otwarto bramy. Godzina nadeszła. Wypad czas było zacząć. Dziesiątki kawalerzystów miarowym cwałem wybiegły znaną im trasą pomiędzy wszelkimi przeszkodami, które zastawione były na wroga by uderzyć na dwa punkty z katapultami. Gdy już z oddali było słychać poruszenie trwających prac budowniczych wroga, rozpoczęła się szarża sił antiochijskich. Trwało kilka minut nim strażnicy, ci którzy nie zostali trafieni ostrzami rozpędzonej jazdy wybili na alarm by ostrzec swoich towarzyszy o nadciągającym zagrożeniu. Szarżujący łacinnicy minęli już pierwszą linię namiotów, gdy natrafili na pierwszą linię swego rodzaju zorganizowanego oporu. Niewielka linia łuczników sformowana przez pomniejszego oficera obozowego oddała salwę w stronę przyhamowanych przez drobne starcie z załogą pierwszych dwóch machin kawalerzystów. Tarcze w większości przyblokowały śmiercionośne pociski, jednak nie zapobiegło to zabraniu z tego świata dwóch ormiańskich dusz, których ciała bez tchu padły na ziemię. Reakcja była szybka. Pięciu ludzi zostało przydzielonych do podpalenia pobliskich katapult, zaś reszta zaszarżowała na ten jedyny zorganizowany jak dotąd punkt oporu wroga. Oprócz nieszkodliwych pojedynczych strzał nic już wrodzy strzelcy nie mogli w tak szybkim tempie zrobić przeciwko nadciągającej śmierci. W ciągu kilkunastu sekund bezradni zostali zaszlachtowani przez kolumnę przybocznych Cesarza Seniora. W tym samym czasie ogień zaczął już płonąć, co oznaczało, że ten obóz został całkowicie zneutralizowany tak jak zakładał plan.

Sytuacja w drugim obozie, usytuowanym blisko pierwszego przebiegła mniej pomyślnie, bowiem załoga stawiła bardzo skoordynowany opór. W ciągu kilkunastominutowych walk machiny zostały zneutralizowane, życiem przypłaciło to jednak sześciu Greków i Ormian. Walka jednak pod koniec podjazdu przerodziła się w masakrę bowiem przełamana została linia piechoty obrońców, a oddział łuczników, najgroźniejsza broń obrońców przeciwko zbrojom prawdziwych bizantyjczyków został wybity. Dostrzeżono także, że inne odcinki wrogiej linii zaczęły podsyłać z oddali pomocnicze jednostki by uratować co się dało z obozów, na szczęście jednak szybka koordynacja sił Jana z pomocą obecnego tam kapitana Joorgena zapobiegły w drodze powrotnej jakimkolwiek konfrontacjom z konnymi przeciwnika. Wobec straty 8 zabitych i 2 rannych rycerzy misja powiodła się, a wróg orientacyjnie stracił ponad 40 żołnierzy i kilkunastu budowniczych, a także 4 katapulty. Wschodnia strona okazała się być już względnie bezpieczna.

Po powrocie w obręb murów miasta przygotowano się na ciężkie kilkadziesiąt minut. O ustalonej godzinie rozpoczął się ostrzał wroga, kamienie trafiały w mury i wieże, a ranni mnożyli się. Co podnosiło żołnierzy na duchu to ciągła obecność w ich pobliżu dwóch dzielnych dowódców obrony, którzy zagrzewali swych ludzi do pozostania na swych stanowiskach. Mimo znacznych uszkodzeń, jak na stosunkowo krótki, około godzinny ostrzał wroga, mury nie uległy a garnizon z łączną liczbą około 100 zabitych lub rannych wytrzymał na pozycjach. Po przegrupowaniu, morale żołnierzy strzegących murów szybko podwyższyło się. Słychać było żarty z wroga, budujące okrzyki i modlitwy. Po godzinie 3 wróg zdecydował się na dramatyczny szturm, co świadczyło o tym że nieprzyjacielskie zwiady ujrzały zbliżające się w odsieczy oddziały Króla Maurycego. JCW Jan chodząc po murach od strony północnej, gdzie miał nastąpić zmasowany atak wroga przemawiał do obrońców:

- Napiąć cięciwy i stosować się do planu! Odwagi! Bóg z Nami a Przyjaciele już w drodze! Spójrzcie wrogowi prosto w oczy, niech przyjdzie po nich śmierć tak szybko jak strach otoczył ich dusze przed tym co dla nich nieuniknione! Dzisiaj nadszedł ich kres, nie przegramy! - Natychmiast rozległy się okrzyki wiwatu wśród obrońców. Atak wroga rozpoczął się.

Do szturmu przystąpiły znaczne siły. około 800 ciężkozbrojnych żołnierzy piechoty wraz z setką łuczników w zwartych szykach przesuwało się ku murom. Nie przewidzieli jednak, że Cesarz Jan tylko na to czekał. Gdy żołnierze wroga rozpoczęli trucht, przeszli przez doskonale zamaskowane smolne rowy, część jednak zapadła się pod ciężarem swego rynsztunku. - Teraz! - zakrzyknęli Rainald de Flandria i Jan I i w tym momencie posypała się pierwsza salwa z łuków obrońców. Podpalone strzały z wielką mocą dosięgnęły pola smoły szybko podpalając je. Część oddziałów wroga, która stała w czarnych jak noc która spowijała pole bitwy miejscach nie miała żadnych szans, natychmiast rozpoczęły się masowe poparzenia i podpalenia. Ciała tylnych linii atakujących, w większości łuczników stawały w bolesnych płomieniach, co dla obrońców jedynie rozświetlało pole walki. Krzykom nie było końca, a doskonale skonstruowana linia ognia, której przygaszenie stanowiłoby wielkie wyzwanie odcięła ucieczkę głównym siłom wroga. Zapanował chaos. Rozpaczliwe próby ucieczki przez niczym piekielne płomienie kończyły się zwęgleniem każdego śmiałka lub zostawieniem go z ranami dogorywającego w samotności. Część piechociarzy, których dotknęły groty strzał próbowała nadal dołączyć do idącego naprzód za fanatycznymi dowódcami szyku, lub jako zbyt słaba - wyczołgać się z pola zagłady, wydobywając z siebie jęki bólu przy każdym ruchu. Im dalej żołnierze wroga stąpali po ziemi, tym bardziej śmierć szeptała im do ucha. Biegnący już w obsesji, strachu i nieładzie żołnierze wroga, zdawali sobie sprawę, że uciec się nie da. Część, która jeszcze nie szukała rozpaczliwie skrycia przed antiochijskimi łukami trafiła w miejsce, gdzie już nie było ucieczki. Z pola wilczych dołów słychać było jedynie modły i błagania, ból i śmierć. - Strzelać! - padła kolejna dowódcza komenda, po której niebo pokryło się strzałami. spadły one wprost na wpadających raz po raz, zdruzgotanych i przestraszonych jak niemowlęcia poza objęciami matki zdrajców z wojsk uzurpatora. Krew lała się strumieniami, ból i strach dało się usłyszeć z całej długości zmasakrowanego pobojowiska. Niektórzy wrogowie, którzy zdołali wydostać się z dołów, lub byli temu bliscy, zostali przygwożdżeni kolejnymi dwoma salwami z łuków do wgłębień, które stawały się ich masowymi grobami. Do linii, wypełnionej przeszkodami dla wież oblężniczych i taranów wroga dotarło mniej niż 200 uzurpatorskich pachołów. pomniejsze barykady i kamienne monumenty dały im chwilowe nakrycie przed murowym ostrzałem, lecz ich zdruzgotane widokiem swych martwych lub zmasakrowanych pełzających towarzyszy umysły nakazywały ucieczkę. W tym bowiem momencie ostatnie płomienie smolnych rowów dogasły. Wróg rzucił się do ucieczki. W tym momencie plan zagłady miał się dopełnić. Dowódcy obrońców kazali wstrzymać ogień, a Jan I spojrzał z murów na zgraję uciekających jak króliki przed głodnymi lisami bandytów.

Wyrzekł w tedy ostatni wyrok śmierci: - Niech Bóg okaże im łaskę. Ja tego nie uczynię. Wypuszczać bestie! - oto ze specjalnie przygotowanych stanowisk wysypały się w krwiożerczym pędzie dzikie zwierzęta. około 20 lwów i tygrysów, napędzonych kilkudniowym głodem i wonią strachu i usączonej wrogiej krwi rzuciło się na całe pole bitwy. Rzeź trwała prawie pół godziny. Krzyki w niebogłosy podniosły się z wielką mocą, dochodziły od rozszarpywanych rannych, którzy czołgali się jeszcze przed chwilą po ziemi, a teraz ich ucieczkę kończyły dziesiątki kłów wbitych w ich kończyny. Niektórzy wręcz błagali o śmierć, część bez żadnych szans próbowała wywalczyć sobie ucieczkę. Bestie wskakiwały do uwięzionych w dołach rannych by urządzać sobie dosłowne kąpiele we krwi i darmowym pożywieniu. Masakra trwała. Nie wydawało się żeby ktokolwiek przeżył.

W ostateczności bitwa przygasła około godziny 5 nad ranem gdzie wyłapano wszystkie zwierzęta kosztem kilku nieszczęśników. Odział 50 wojowników wysłano by dokończył dzieła bestii i dobił kilkunastu wrogów którzy jakimś cudem zdołali uniknąć dotychczasowych żniw anioła śmierci. Bitwa była wygrana, a straty obrońców nikłe. Wróg stracił wszystkich żołnierzy, wzięto jedynie kilku do niewoli by dowiadywać się ewentualnie ważnych informacji o kolejnych planach straszliwie osłabionego i wystraszonego wroga.

JCW Jan i Rainald de Flandria celowo kazali zostawić wszelkie zwłoki i pobojowisko by odstraszyć wroga od kolejnego ataku, i by pokazać jak doskonale obrońcy podołali zagrożeniu armii sojuszników przybywającej pod dowództwem króla Maurycego. Na końcu udało się wysłać gońca do armii królewskiej, że zwycięstwo zostało osiągnięte. Dalsze oblężenie trwało względnie spokojnie a obrońcy praktycznie nie odczuwali okrążenia przez wrogie siły, zapasy starczyły by jeszcze na dwa tygodnie obrony. Rzeź dokonała się. Zwycięstwo było bliskie.
Awatar użytkownika
Rainald de Flandria
Sebastos
Posty: 35
Rejestracja: 27 lut 2025, 19:08
Lokalizacja: Królestwo Jerozolimy

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Rainald de Flandria »

Rycerz Rainald po zakończeniu zmagań stanął na czele wojsk i wygłosił mowę do wszystkich rycerzy i zbrojnych
Bracia i towarzysze broni, dziś nasze mury Antiochii stały się świadkiem niezłomnej odwagi. Podczas gdy oblężenie zdawało się przybierać na sile, nasze wspólne wysiłki – zgodnie z rozkazami Jana – zadały wrogowi druzgocący cios. Dzięki precyzyjnym manewrom i zdecydowanym atakom, udało się nam zneutralizować najgroźniejsze punkty oblężenia. Straty przeciwnika były ogromne, a nasze szeregi – choć obciążone ofiarami – pozostały nieugięte. To zwycięstwo nie tylko chroni nasze miasto, ale przypomina, że jedność i męstwo są naszą największą siłą. Za Cesarstwo i przyszłość naszych ziem!
@Jan I Senior Początkowo można było zostawić ciała, lecz jeśli zbyt długo będą wystawione na działanie przyrody, to się jeszcze może z tego jakaś epidemia rozwinąć. :?
Rainald de Flandria
Awatar użytkownika
Maurycy Orański
Sebastos
Posty: 201
Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11
Lokalizacja: Aleksadretta

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Maurycy Orański »

Noc minęła spokojnie i bez incydentów. Przed świtem zakonnicy obudzili się na Matutinum. Król kazał zbudzić także resztę wojska, lecz nie dla modlitwy a po to by przygotowali się do drogi. On sam dołączył do braci w śpiewie liturgii godzin. Po odśpiewaniu psalmów i przeczytaniu stosownych fragmentów z pism duchowych zakonnicy wraz z niewielką grupą rycerzy królewskich wsiedli na konie i ruszyli w drogę. Za nimi podążyła piechota. Nim zaświtało, Aleksandretta była już małym punktem na horyzoncie, a marsz trwał dalej. Nie było czasu na odpoczynek. Antiochia czekała. Jutrznię, prymę, tercję, sekstę i , przyspieszoną o godzinę na rozkaz króla, nonę rycerze zakonni odmówili konno. Odpowiadało im tylko echo od gór które przemierzali. W międzyczasie od armii odłączyli się gońcy do Portu Świętego Symeona.
Klika kilometrów od miasta armia zatrzymała się na moment by ciężkozbrojni mogli włożyć swoje pancerze. Król także z pomocą giermka wdziewał swoją zbroję. Gdy monarcha znów dosiadł konia służący przywiązał mu tarczę do przedramienia. Po kilkunastu minutach, już całkowicie gotowi do walki łacinnicy, pomaszerowali w kierunku celu. Już nie jako jedna grupa, ale cztery. Rdzeniem każdej z nich była jazda zakonna. Towarzyszyła jej piechota królewska i zakonna. Kolumny szły niespiesznie aby nie męczyć ludzi i koni.
Kiedy wreszcie osiągnęli szczyty gór ich oczom ukazał się widok-niespodzianka, choć właściwie nikogo nie zdziwił. Grecy stali w zwartych szeregach. Szykowała się więc walna bitwa. Nie było innej opcji jak tylko ruszać.
-Nie nam, nasz Panie, stworzeniu podłemu-z tymi słowami na ustach, król włożył hełm i ruszył stępa, a za nim rycerstwo
-Ale czyń sławę imieniowi swemu!-wykrzyknął król przeszedł w kłus.
Zbiegło się to w czasie z pierwszą chmurą strzał wypuszczoną przez łuczników uzurpatora. Strzały odbijały się jednak od kolczug rycerzy oraz watowanych końskich kropierzy czy nawet zbroi, jak w przypadku wierzchowca króla i kilku komturów. Kilka zwierząt jednak padło, ściągając niebezpieczeństwo stratowania na swoich jeźdźców. Na szczęście szyk jazdy jeszcze nie był zwarty więc udało się wyminąć nieszczęśników.
-Dalej! Prędko! Nim przeładują!- pokrzykiwali niektórzy rycerze.
-Staać! Nie łamać szeregu!-odkrzyknął król
Kolejna salwa łuków była już bardziej zabójcza. Zaczęły się straty w ludziach. Zaraz po oddaniu strzału łucznicy zaczęli biec w stronę miasta. Razem z nimi odchodziła część piechoty
Król spojrzał w kierunku Antiochii i już wiedział dlaczego tak się stało. Z bram wysypywało się konne wojsko. Król zerknał też w lewą stronę. Tam pole bieliło się od zakonnych szat. Druga grupa templariuszy zdążyła na czas.
Nagle król spiął konia i nastawił kopię. Za jego przykładem poszli podwładni by za kilka chwil wbić się żelazną ławą w armię wroga. Gdy kopie się potrzaskały, w ruch poszły miecze, topory i inna broń do walki na krótkim dystansie. W tym samym czasie łucznicy greccy napinali już łuki. Jazda prowadzona przez douxa Anatolii poruszała się wąskimi, tylko sobie znanymi korytarzami między przeszkodami które tu kilka dni temu postawiono. Przez to była wręcz wymarzonym celem dla strzelców. Jak polowanie na kaczki. Salwa numer jeden zatrzymała na moment pochód głównej kolumny łacinników. Tylko dzięki osłonie ogniowej lekkiej jazdy kolejne strzały Greków zrobiły mniejsze szkody. Wreszcie obrońcy osiągnęli odpowiedni dystans by ruszyć do szarży. Kaczki okazały się mieć wyjątkowo ostre dzioby. Kolumny, niczym igły, wbiły się w szeregi nieprzyjaciela. Niestety ograniczenia związane z korzytarzami szybko dały o sobie znać. Przez brak możliwości rozwinięcia szyku niewielu rycerzy mogło podjąć walkę. Reszta po raz kolejny padła ofiarą strzał Greków. Niektórzy zaczęli się wycofywać. W tym samym czasie do konnych templariuszy dołączyła piechota. Włócznicy wsparli bezpośrednio rycerstwo a łucznicy dzięki spostrzegawczości dowódców zaczęli razić tyły zdrajców walczących z cesarzem co pozwoliło mu nieznacznie się posunąć. Maurycy,bez wierzchowca, powalał kolejnych piechurów.
Przewaga liczebna połączona ze zmęczeniem, a także lepszym uzbrojeniem, jako że spora część ciężkiej piechoty leżała martwa na polu lub w brzuchu królewskiej menażerii, w końcu dała o sobie znać. Grecy ustępowali w głąb obozu. Co bardziej bojaźliwi nawet z pola bitwy, uchodząc do Turków albo w głąb Palestyny. Pojedynki między wojownikami ciągnęły się jeszcze prawie do zmroku kiedy poddali się ostatni wrogowie którzy pozostali żywi na polu bitwy. Zwycięstwo należało do Jerozolimy. Zemsta za Adanę się dokonała w sposób prawie identyczny.
Król, mimo wykończenia bieganiem w zbroi dołączył do templariuszy którzy udali się na liturgię do pierwszej katedry Piotra.
-Niech żyje Niepokalanie Poczęta-zachichotał uradowany, wchodząc do świątyni.
Obrazek

Maurycy Wilhelm Jerzy Orański-Nassau
z łaski Boga król Jerozolimy,
książę Antiochii i Zajordania,
hrabia Edessy i Trypolisu
Obrazek
Awatar użytkownika
Jan I Senior
Posty: 15
Rejestracja: 09 mar 2025, 9:33

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Jan I Senior »

-Wielkie to zwycięstwo mości panowie! - Półtonem rzekł do towarzyszy wchodzący z obstawą swoich przybocznych doux Jan do świątyni. Znakiem krzyża przywitawszy się z Panem rozpoczął swą modlitwę podtrzymując się na kolanach o swe ostrze, widocznie obandażowany na nodze. Gdy skończył, z pomocą swego kapitana powstał i rzekł: - poleciłem swym ludziom i jeńcom posprzątanie pobojowiska jakie zostało po masakrze pod murami i w obozowisku, za radą Szanownego Rainalda. Odpocznijcie wszyscy i jutro poradzimy co dalej.
Awatar użytkownika
Maurycy Orański
Sebastos
Posty: 201
Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11
Lokalizacja: Aleksadretta

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Maurycy Orański »

Trzeba nam wrócić do Anatolii. Być może uzurpator zorganizował tam nowy opór. Boję się również że po tym jak zlikwidowaliśmy wojska wroga we wschodniej Anatolii Kartwelowie poczują wiatr w żagle i włączą się do gry.
@Aleksy I Komnen Co na to mówi cesarski wywiad, Panie?
Obrazek

Maurycy Wilhelm Jerzy Orański-Nassau
z łaski Boga król Jerozolimy,
książę Antiochii i Zajordania,
hrabia Edessy i Trypolisu
Obrazek
Awatar użytkownika
Maurycy Orański
Sebastos
Posty: 201
Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11
Lokalizacja: Aleksadretta

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Maurycy Orański »

Po kilku dniach odpoczynku dla podwładnych i narad dla wodzów wojsko znów uformowało się w kolumny marszowe. Dokładnie wyczyszczona broń połyskiwała w popołudniowym słońcu nie nosząc już żadnych śladów niedawnego boju. Jednakże spod niejednego hełmu i tuniki wyzierały bandaże,a na niektórych ubraniach można było dostrzec niedokładnie wyprane plamy krwii. Początek pochodu stanowiła gwardia królewska i oddziały złożone z rodowitych mieszkańców Lewantu, za nimi szli Templariusze,a na końcu reszta wojska królewskiego z inżynierami.
Zdążając na północ wojska króla Maurycego mijały kolejne wioski w których raz po raz dostrzec można było ślady grabieży dokonanych przez uzurpatorskich najeźdźców. Ludność cywilna odnosiła się do maszerujących z mieszanymi uczuciami. Wielu miało królowi za złe że dopuścił do najazdu. Niektórzy jednak dziękowali żołnierzom za pokonanie wroga i życzyli powodzenia w “odwecie”. Zdarzyły się nawet trzy przypadki że wieśniacy wydali w ręce wojowników wyłapanych uciekinierów spod Antiochii. Na noc armia znowu stanęła w Aleksadrettcie.
Obrazek

Maurycy Wilhelm Jerzy Orański-Nassau
z łaski Boga król Jerozolimy,
książę Antiochii i Zajordania,
hrabia Edessy i Trypolisu
Obrazek
Awatar użytkownika
Aleksy I Komnen
Autokratōr
Posty: 630
Rejestracja: 07 paź 2023, 18:57
Lokalizacja: Bizancjum

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Aleksy I Komnen »

Maurycy Orański pisze: 31 mar 2025, 7:46 Trzeba nam wrócić do Anatolii. Być może uzurpator zorganizował tam nowy opór. Boję się również że po tym jak zlikwidowaliśmy wojska wroga we wschodniej Anatolii Kartwelowie poczują wiatr w żagle i włączą się do gry.
@Aleksy I Komnen Co na to mówi cesarski wywiad, Panie?
Kartwelowie wedle cesarskiej wiedzy na ruszają się ze swoich ziem. Nie mniej nie kusiłbym losu, bo nie ma potrzeby by jacyś wysłannicy z tych miast dotarli do Gruzinów, prosili o ochronę, a władca Kartwelów jako protektor prawosławnych by im protekcje dał i wcieli kolejne ziemię do swego Królestwa. Dlatego trzeba zająć te miasta przygranicy z Królestwem Jerozolimskim, oraz przeć dalej na zachód, ale też wgłąb Anatolii.
Aleksy I Komnen
Władca Cesarstwa Bizantyjskiego
Basileus kai Autokratōr Rhōmaíōn

Obrazek
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kampanie i defilady wojenne”