Wielka Wojna Domowa
- Aleksy I Komnen
- Autokratōr
- Posty: 630
- Rejestracja: 07 paź 2023, 18:57
- Lokalizacja: Bizancjum
Wielka Wojna Domowa
Świt w Konstantynopolu rozdarł się krwawym pasem nad Hipotodromem, gdy cesarski orszak wypełnił bruk Mese. Powietrze drżało od dźwięku spiżu – trąby grały profectio militaris, pieśń wymarszu, która miała zabrzmieć jak ostatnie tchnienie porządku. Cesarz Aleksy I Komnen, odziany w thoraks ze złoconych łusek, spoglądał na morze hełmów, sztandarów i ostrzy. Jego cień, wydłużony przez czerwone słońce, sięgał aż do Milionu, kamienia od którego mierzyło się wszystkie drogi imperium.
Tagma tou Athanatoi ruszyli pierwsi. Cztery tysiące rumaków, okutych w stal jak ich jeźdźcy, parło naprzód w takt bębnów. Za nimi, w milczeniu cięższym od ołowiu, kroczyli Varrangoi. Sześć tysięcy stóp w skórzanych nagolennikach. Topory z damasceńskiej stali, zawieszone na plecach, błyskały w świetle pochodni. Gwardziści cesarscy, wikingowie i Rusowie o twarzach z kamienia, szli jak żywy mur. Ich akolouthos niósł sztandar z Chrystusem Pantokratorem – oczy Boga patrzyły na zachód, gdzie czaił się Adrianopol. Archontopouloi przepłynęli przez bramę św. Romana jak strumień rtęci. Dwa tysiące koni w kropierzonych czaprakach, dwieście dzid ze znakami Komnenów. Młodzi arystokraci, dla których wojna była sakramentem, śmiali się sucho, gdy wiatr niósł od Propontydy zapach soli i dymu. Tourkopouloi sunęli na skrzydłach, lekcy jak jastrzębie. Ich łuki refleksyjne, owinięte w jedwab, gotowe były siać śmierć z odległości, z której nie słychać nawet krzyku. Turkopole, synowie mieszanej krwi, wiedzieli, że pierwsza krew w tej wojnie spłynie z ich strzał.
Za piechotą wlekły się machiny. Były to baterie taranów, wież oblężniczych, katapult, oraz trebuszy. Pośród nich dostrzec można było jeden szczególny taran o głowie smoka, spowity w mokre skóry by nie zapłonął.
Równocześnie z portu Konstantynopola wypłynęły dromony o żagla w barwach białych, czerwonych i czarnych. Na ich pokładach znajdowali się Siphonarioi w skórach nasączonych octem stali przy szyjnicach z ogniem greckim, gotowi zmienić morze w piekło, gdyby flota rebeliantów śmiała się zbliżyć. Okręty miały za zadanie dopłynąć do Tesaloniki, aby później dopomóc wojskom cesarskim w obleganiu nadmorskich miast, które nie byłyby skore do poddania się na dźwięk słów cesarskich.
Aleksy odwrócił się ostatni raz. Na murach stał Geórgios Palaiológos, kastrophylax, w płaszczu z białego lwa. U jego stóp czaiła się Tagma tou Noumeroi – cztery tysiące włóczni, które miały strzec miasta. Obok niego na murach stali dzielni i odważni Dynatoi – rycerze w kolczugach, oraz sierżanci z kuszami – szepczący modlitwy za wyruszającymi wojskami i klątwy na ich wrogów.
– Theou boulomenou – szepnął cesarz, gdy słońce dotknęło szczytu Hagii Sophii.
Gdy ostatni tabor z żywnością i uzbrojeniem minął bramę, ludzie w mieście usłyszeli, jak żelazny chrzęst zmienia się w milczenie. Wojna domowa zaczęła się nie od miecza, ale od ciszy i braku tchu.
Tagma tou Athanatoi ruszyli pierwsi. Cztery tysiące rumaków, okutych w stal jak ich jeźdźcy, parło naprzód w takt bębnów. Za nimi, w milczeniu cięższym od ołowiu, kroczyli Varrangoi. Sześć tysięcy stóp w skórzanych nagolennikach. Topory z damasceńskiej stali, zawieszone na plecach, błyskały w świetle pochodni. Gwardziści cesarscy, wikingowie i Rusowie o twarzach z kamienia, szli jak żywy mur. Ich akolouthos niósł sztandar z Chrystusem Pantokratorem – oczy Boga patrzyły na zachód, gdzie czaił się Adrianopol. Archontopouloi przepłynęli przez bramę św. Romana jak strumień rtęci. Dwa tysiące koni w kropierzonych czaprakach, dwieście dzid ze znakami Komnenów. Młodzi arystokraci, dla których wojna była sakramentem, śmiali się sucho, gdy wiatr niósł od Propontydy zapach soli i dymu. Tourkopouloi sunęli na skrzydłach, lekcy jak jastrzębie. Ich łuki refleksyjne, owinięte w jedwab, gotowe były siać śmierć z odległości, z której nie słychać nawet krzyku. Turkopole, synowie mieszanej krwi, wiedzieli, że pierwsza krew w tej wojnie spłynie z ich strzał.
Za piechotą wlekły się machiny. Były to baterie taranów, wież oblężniczych, katapult, oraz trebuszy. Pośród nich dostrzec można było jeden szczególny taran o głowie smoka, spowity w mokre skóry by nie zapłonął.
Równocześnie z portu Konstantynopola wypłynęły dromony o żagla w barwach białych, czerwonych i czarnych. Na ich pokładach znajdowali się Siphonarioi w skórach nasączonych octem stali przy szyjnicach z ogniem greckim, gotowi zmienić morze w piekło, gdyby flota rebeliantów śmiała się zbliżyć. Okręty miały za zadanie dopłynąć do Tesaloniki, aby później dopomóc wojskom cesarskim w obleganiu nadmorskich miast, które nie byłyby skore do poddania się na dźwięk słów cesarskich.
Aleksy odwrócił się ostatni raz. Na murach stał Geórgios Palaiológos, kastrophylax, w płaszczu z białego lwa. U jego stóp czaiła się Tagma tou Noumeroi – cztery tysiące włóczni, które miały strzec miasta. Obok niego na murach stali dzielni i odważni Dynatoi – rycerze w kolczugach, oraz sierżanci z kuszami – szepczący modlitwy za wyruszającymi wojskami i klątwy na ich wrogów.
– Theou boulomenou – szepnął cesarz, gdy słońce dotknęło szczytu Hagii Sophii.
Gdy ostatni tabor z żywnością i uzbrojeniem minął bramę, ludzie w mieście usłyszeli, jak żelazny chrzęst zmienia się w milczenie. Wojna domowa zaczęła się nie od miecza, ale od ciszy i braku tchu.
- Aleksy I Komnen
- Autokratōr
- Posty: 630
- Rejestracja: 07 paź 2023, 18:57
- Lokalizacja: Bizancjum
Re: Wielka Wojna Domowa
Cesarz Jan Uzurpator siedział w swojej tymczasowej rezydencji w Smyrnie, wpatrując się w mapę rozłożoną na stole. Jego palce nerwowo bębniły o krawędź drewnianej powierzchni, a wzrok wędrował od miasta do miasta, od granicy do granicy. Doniesienia od szpiegów były niepokojące – wojska Królestwa Jerozolimskiego zbierały się przy granicy, a w powietrzu czuć było zapach nadchodzącej burzy. Jan wiedział, że nie może pozwolić, by zaskoczyli go nieprzygotowanego.
– Domestykosie! – krzyknął, a jego głos rozległ się echem po komnacie. Do sali wszedł starszy mężczyzna w pełnej zbroi, z twarzą pooraną bliznami. – Wzmocnij patrole wokół miast. Podwoić straże na murach i przy bramach. Niech nikt nie przejdzie niezauważony.
Strategos skinął głową, ale Jan nie skończył jeszcze wydawać rozkazów. Jego palec wskazał na mapie Tyanę.
– Garnizon Tyany ma natychmiast wyruszyć do Germanikei. Ciężka piechota, lekka piechota, lekka jazda – wszyscy. Germanikea musi być gotowa na wszystko.
Następnie jego dłoń przesunęła się na południe, w kierunku Iconium i Attalei.
– Garnizon z Iconium i Attalei ma wzmocnić Tars. Niech ciężka piechota z Iconium i łucznicy z Attalei dołączą do obrońców. Tars jest kluczowy – jeśli padnie, droga na wschód stanie otworem.
Strategos zanotował każde słowo, ale Jan jeszcze nie skończył. Jego oczy błysnęły determinacją.
– Rozpocząć werbunek w okolicach Iconium. Potrzebujemy nowych bandonów – lekkiej piechoty i jazdy. Niech to będą świeże siły, nawet jeśli bez doświadczenia. Iconium będzie pierwszym celem, jeśli wróg przekroczy granicę. Te bandony mogą być różnicą między klęską a zwycięstwem.
Strategos skłonił się i wyszedł, by wydać rozkazy. Jan pozostał sam, wpatrując się w mapę.
– Domestykosie! – krzyknął, a jego głos rozległ się echem po komnacie. Do sali wszedł starszy mężczyzna w pełnej zbroi, z twarzą pooraną bliznami. – Wzmocnij patrole wokół miast. Podwoić straże na murach i przy bramach. Niech nikt nie przejdzie niezauważony.
Strategos skinął głową, ale Jan nie skończył jeszcze wydawać rozkazów. Jego palec wskazał na mapie Tyanę.
– Garnizon Tyany ma natychmiast wyruszyć do Germanikei. Ciężka piechota, lekka piechota, lekka jazda – wszyscy. Germanikea musi być gotowa na wszystko.
Następnie jego dłoń przesunęła się na południe, w kierunku Iconium i Attalei.
– Garnizon z Iconium i Attalei ma wzmocnić Tars. Niech ciężka piechota z Iconium i łucznicy z Attalei dołączą do obrońców. Tars jest kluczowy – jeśli padnie, droga na wschód stanie otworem.
Strategos zanotował każde słowo, ale Jan jeszcze nie skończył. Jego oczy błysnęły determinacją.
– Rozpocząć werbunek w okolicach Iconium. Potrzebujemy nowych bandonów – lekkiej piechoty i jazdy. Niech to będą świeże siły, nawet jeśli bez doświadczenia. Iconium będzie pierwszym celem, jeśli wróg przekroczy granicę. Te bandony mogą być różnicą między klęską a zwycięstwem.
Strategos skłonił się i wyszedł, by wydać rozkazy. Jan pozostał sam, wpatrując się w mapę.
- Maurycy Orański
- Sebastos
- Posty: 202
- Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11
- Lokalizacja: Aleksadretta
Re: Wielka Wojna Domowa
Pośród mieszczan antiocheńskch przez chwilę zapanował strach. Do miasta wkroczyli bowiem Arabowie. Na szczęście nie po to by mordować i łupić ale po to by przyłączyć się do wojska króla.
Mając siły w komplecie monarcha nakazał dać przybyszom chwilę wytchnienia kiedy sam udał się na modlitwę. Umocniony ufnością w opiekę Najwyższego, monarcha nakazał wznieść biały sztandar z lwem i krzyżem-Chorągiew Królewską. Wojownicy natychmiast zaczęli siodłać konie, ładować wozy i zbierać rynsztunek. Pośród wojska byli również kapłani różnych obrządków, każdy dla swego ludu. Największą obok łacinników grupą okazała się delegacja duchowieństwa ormiańskiego z samym patriarchą na czele.
Po kilkudziesięciu minutach chrzęstu zbroi, szczęku żelaza, rżenia koni, pokrzykiwania ludzi oraz wielu innych odgłosów kolumny marszowe były gotowe do drogi. Król wraz z gwardią, piechotą oraz taborami oraz machinami wojennymi i większością duchownych znalazł się w jednej grupie. Drugą była reszta rycerstwa. Ostatnią część armii stanowiła lekka konnica która miała chronić wojsko od niespodziewanego ataku.
Armia wyruszyła do Aleksandretty dokąd spokojnie dotarła na noc do Baias w którym spędziła noc.
Mając siły w komplecie monarcha nakazał dać przybyszom chwilę wytchnienia kiedy sam udał się na modlitwę. Umocniony ufnością w opiekę Najwyższego, monarcha nakazał wznieść biały sztandar z lwem i krzyżem-Chorągiew Królewską. Wojownicy natychmiast zaczęli siodłać konie, ładować wozy i zbierać rynsztunek. Pośród wojska byli również kapłani różnych obrządków, każdy dla swego ludu. Największą obok łacinników grupą okazała się delegacja duchowieństwa ormiańskiego z samym patriarchą na czele.
Po kilkudziesięciu minutach chrzęstu zbroi, szczęku żelaza, rżenia koni, pokrzykiwania ludzi oraz wielu innych odgłosów kolumny marszowe były gotowe do drogi. Król wraz z gwardią, piechotą oraz taborami oraz machinami wojennymi i większością duchownych znalazł się w jednej grupie. Drugą była reszta rycerstwa. Ostatnią część armii stanowiła lekka konnica która miała chronić wojsko od niespodziewanego ataku.
Armia wyruszyła do Aleksandretty dokąd spokojnie dotarła na noc do Baias w którym spędziła noc.

z łaski Boga król Jerozolimy,
książę Antiochii i Zajordania,
hrabia Edessy i Trypolisu
- Rainald de Flandria
- Sebastos
- Posty: 35
- Rejestracja: 27 lut 2025, 19:08
- Lokalizacja: Królestwo Jerozolimy
Re: Wielka Wojna Domowa
Kurz unosił się nad obozowiskiem, gdy chorągwie powiewały na wietrze, a rozkazy zostały wydane. Sześć chorągwi piechoty, trzy chorągwie łuczników, rycerstwo i lekka jazda – wojsko, któremu powierzono marsz na Adanę, powoli formowało szyki.
Chorągwie powiewały na wietrze, gdy oddział oddzielił się od głównych sił. Piechota ruszyła przodem, za nią łucznicy, rycerstwo i lekka jazda, a na końcu wozy ciągnące katapulty. Droga na Adanę stała otworem – wojna czekała.

Chorągwie powiewały na wietrze, gdy oddział oddzielił się od głównych sił. Piechota ruszyła przodem, za nią łucznicy, rycerstwo i lekka jazda, a na końcu wozy ciągnące katapulty. Droga na Adanę stała otworem – wojna czekała.

Rainald de Flandria
- Jan I Senior
- Posty: 15
- Rejestracja: 09 mar 2025, 9:33
Re: Wielka Wojna Domowa
19 marca roku pańskiego 2025 rozpoczęły się przygotowania do wielkiej próby nerwów. Jan I Senior obudziwszy się z samego rana natychmiast ruszył ku wyznaczonym komnatom, gdzie już czekał na Niego pełen sztab ludzi. Wraz ze swoimi kompanami, dowodzonymi przez kapitana Joorgena oraz lokalną służbą przez dwie godziny przygotowywał się wizualnie do roli, którą mu nakazano – swego własnego, dawnego ja. Całe odzienie, szkarłatny loros z elementami złoconymi doskonale wpasował się w posturę Jego Cesarskiej Wysokości, a całość oszałamiającego stroju dokończyły wysadzane drogocennymi kamieniami, i wszelkim szlachetnym surowcem korona oraz maniakis. W takim oto stroju, połączonym z elementami lśniącej zbroi i uzbrojenia Cesarz Senior oraz jego obstawa, a przede wszystkim wojskiem Ormian i koursores z orszakiem służby, ruszył w niebezpieczną drogę, ku jeszcze bardziej trwożącej misji.
Na skraju popołudnia dnia następnego, kolumna osiągnęła większe miasteczko na drodze do Tarsu.
- Przed Nami Aintab Najjaśniejszy Panie. – rzekł jeden z ormiańskich przybocznych, będący członkiem sztabu wyprawy sformowanego na prędce w drodze przez samego Seniora Jana.
- Niebezpieczna to rzecz, wchodzić w tłum pospólstwa, kiedy wojna przed Nami… - rozpoczął swój wywód Joorgen, po czym kontynuował: - Niewiadomym jest, jakie nastawienie mają ludzie tam obecni do Uzurpatora, a istotnym jest pamiętać, że za takiego tu teraz Wasza Wysokość uchodzi. Nie chcemy niepotrzebnie rozlanej krwi. Pojadę wraz z kilkoma na przedzie i poinformuję garnizon, że nasz przejazd się odbędzie, by oszczędzili nam zbędnego czasu w środku i pozwolili przejść szlakiem poza murami.
-Jedź więc i Niech Bóg Cię nam przyprowadzi z powrotem. – Nakazał z błogosławieństwem dux.
Około godziny 20, Wareg wrócił z pozytywną wieścią. Szlak był przejezdny. Konwój ruszył dalej.
Nazajutrz, dnia 21 marca z samego rana, Orszak dotarł do bram Tarsu. Zamczysko to było potężne, mury były szczelne, co kilkadziesiąt metrów wychodziła w powietrze niczym olbrzym kamienna wieża ze wzmocnionymi podwalinami. -Stamtąd damy sygnał sprzymierzeńcom – wskazał wartko głową Cesarz Senior na pobliską wysoką wieżę dobudowaną niejako do bramy głównej twierdzy. Gdy wkroczyli do środka, wśród wystawionej ceremonialnej straży, oraz kłaniającej się służby i przedstawicieli pomniejszych jednostek garnizonu zastali także samego namiestnika i jego urzędników.
- Kłaniam się Tobie o boski Autokratorze! Czym żeśmy zasłużyli na tak cenną wizytę?
JCW Jan odpowiedział pewnie: - Czasy niepewne a wróg nikczemny i zdradziecki może się gotować do walki. Osobiście zamierzam dokonać oględzin obronności tej twierdzy. To kapitan… - tutaj lekko się wstrzymał. Jeśli Joorgen był wydalony ze służby każdy mógł o nim wiedzieć toteż szybko zmienił imię:- - …kapitan Teotoklos z mojej przybocznej gwardii, a w raz z Nim kapitanowie wprawieni w kwatermistrzostwie. Oni również dokonają oględzin wszelkich związanych z wojskowością spraw w tej twierdzy.
Zarządca miasta jedynie się ukłonił nisko i zaczął prowadzić Cesarza Seniora do głównego pałacu. Kapitanowie rozeszli się, zaprowadzeni przez dwóch strażników na w każdej z grup odpowiedzialnych za poszczególne części murów i portu.
Zmyślnie jednak uprzednio Jan wraz z kapitanami ustalił, że dokładnie każdy z Nich zrobi coś innego by niespodziewanie ustalić, z jakimi siłami wroga mają do czynienia. Najbieglejszy w kwatermistrzostwie Ormianin wraz z towarzyszem już godzinę później osobiście przynieśli sekretny raport Cesarzowi w jego komnacie:
- Barykadować się w wieżach okolicznych! Gwardia do mnie na bramę! Walczyć za Cesarstwo, śmierć uzurpatorowi!
Komendy te dodały otuchy żołnierzom którzy wywalczyli sobie drogę do wież i grupach kilku dziesiątek dziennie stawiali opór wrogowi.
- Do jasnej cholery! Nie ma czasu na flagi, oby templariusze płynęli, ale trzeba powiadomić króla Maurycego! Joorgenie! Bierz mego konia i ruszaj co sił do armii Jerozolimy, muszą przybyć, powiedz że walczymy do ostatniego za Boga i Ojczyznę, opowiedz wszystko że brama i wrota otwarte ale że ciężkie mamy straty a każdy herosem po kolei tu się staje!
Tak o to popędził wypuszczony przez bramę kapitan Cesarza Jana. W sprzymierzeńcach nadzieja, bo krew lała się cały czas.
Straty (na moment około 1 w nocy, do wyruszenia kapitana Joorgena):
Cesarza Seniora Jana: 190 zabitych; ponad 150 rannych (50 niezdolnych do walki) z 600
Garnizonu Tarsu: 400 zabitych; ponad 200 rannych (połowa niezdolnych do walki) z ok. 3000).
Na skraju popołudnia dnia następnego, kolumna osiągnęła większe miasteczko na drodze do Tarsu.
- Przed Nami Aintab Najjaśniejszy Panie. – rzekł jeden z ormiańskich przybocznych, będący członkiem sztabu wyprawy sformowanego na prędce w drodze przez samego Seniora Jana.
- Niebezpieczna to rzecz, wchodzić w tłum pospólstwa, kiedy wojna przed Nami… - rozpoczął swój wywód Joorgen, po czym kontynuował: - Niewiadomym jest, jakie nastawienie mają ludzie tam obecni do Uzurpatora, a istotnym jest pamiętać, że za takiego tu teraz Wasza Wysokość uchodzi. Nie chcemy niepotrzebnie rozlanej krwi. Pojadę wraz z kilkoma na przedzie i poinformuję garnizon, że nasz przejazd się odbędzie, by oszczędzili nam zbędnego czasu w środku i pozwolili przejść szlakiem poza murami.
-Jedź więc i Niech Bóg Cię nam przyprowadzi z powrotem. – Nakazał z błogosławieństwem dux.
Około godziny 20, Wareg wrócił z pozytywną wieścią. Szlak był przejezdny. Konwój ruszył dalej.
Nazajutrz, dnia 21 marca z samego rana, Orszak dotarł do bram Tarsu. Zamczysko to było potężne, mury były szczelne, co kilkadziesiąt metrów wychodziła w powietrze niczym olbrzym kamienna wieża ze wzmocnionymi podwalinami. -Stamtąd damy sygnał sprzymierzeńcom – wskazał wartko głową Cesarz Senior na pobliską wysoką wieżę dobudowaną niejako do bramy głównej twierdzy. Gdy wkroczyli do środka, wśród wystawionej ceremonialnej straży, oraz kłaniającej się służby i przedstawicieli pomniejszych jednostek garnizonu zastali także samego namiestnika i jego urzędników.
- Kłaniam się Tobie o boski Autokratorze! Czym żeśmy zasłużyli na tak cenną wizytę?
JCW Jan odpowiedział pewnie: - Czasy niepewne a wróg nikczemny i zdradziecki może się gotować do walki. Osobiście zamierzam dokonać oględzin obronności tej twierdzy. To kapitan… - tutaj lekko się wstrzymał. Jeśli Joorgen był wydalony ze służby każdy mógł o nim wiedzieć toteż szybko zmienił imię:- - …kapitan Teotoklos z mojej przybocznej gwardii, a w raz z Nim kapitanowie wprawieni w kwatermistrzostwie. Oni również dokonają oględzin wszelkich związanych z wojskowością spraw w tej twierdzy.
Zarządca miasta jedynie się ukłonił nisko i zaczął prowadzić Cesarza Seniora do głównego pałacu. Kapitanowie rozeszli się, zaprowadzeni przez dwóch strażników na w każdej z grup odpowiedzialnych za poszczególne części murów i portu.
Zmyślnie jednak uprzednio Jan wraz z kapitanami ustalił, że dokładnie każdy z Nich zrobi coś innego by niespodziewanie ustalić, z jakimi siłami wroga mają do czynienia. Najbieglejszy w kwatermistrzostwie Ormianin wraz z towarzyszem już godzinę później osobiście przynieśli sekretny raport Cesarzowi w jego komnacie:
Z takim listem dokładnie wiadomo było co trzeba. Przyszedł natomiast kolejny sługa, z meldunkiem z innej części miasta. Jego meldunek brzmiał następująco:Na każdej z wież tuzin straży, główna zaś brama dokładnie strzeżona wymiennie przez dwa tuziny ciężkozbrojnych. W porcie kapitanowie prawie dwie setki straży doborowej, ponad cztery setki na statkach, lecz zacumowanych. Wrota portowe nie w pełni sprawne jest luka do uszkodzenia, przed północą stanie w ogniu. Lecz potrzebna będzie pomoc w ucieczce.
Pozostała więc jedynie grupa dowodzona przez samego Cesarza Seniora. Polecił on pięciu dziesiątkom najlepszych swoich ludzi oporządzić się około godziny 23 i pójść z nim. Cel był prosty – zdobyć bramę, dać sygnał. Reszta żołnierzy, to jest około 400 kompanów, czekała gotowa do walki by jak lew ze swej jamy uderzyć z koszar na posiłki uzurpatorskie, które bramy by oswobodzić mogły z rąk sprzymierzonych. Rozpoczął się więc atak. Początkowo zapanowało wielkie zamieszanie bo na widok licznej grupy wojowników, dwa pobliskie patrole straży w liczbie około 15 ludzi zdębiały. Szybko jednak było jasne co się święci i rozpoczęło się pierwsze starcie, którego siły uzurpatora nie miały prawa zwyciężyć. Janowe miecze doskonale walczyły, a sam Cesarz Senior sprawnymi ruchami położył 4 wrogów łącznie w tej potyczce życie utraciło 3 prawdziwych bizantyjskich żołnierzy, zabrali jednak ze sobą w pospołu z żywymi towarzyszami 12 zdrajców, poważnie ranili też kilku co spowodowało, że natychmiast złożyli oni broń. Resztki straży jednak zorganizowały się i rozpoczęły odwrót do wieży na bramie, co zmusiło żołnierzy duxa do niekonwencjonalnych sposobów. W tym czasie w części bliższej koszarom słychać było poruszenie. Wybiła 23, wzniecono pożar w wyznaczonym miejscu, co obudziło kolejne jednostki garnizonu. Ponad setka ciężkiej piechoty już zmierzała by zdławić incydent na bramie jednak szybko zawróciła widząc jasną łunę i dym z miejsc przeznaczonych dla machin obronnych, Tu jednak plan cesarza zadziałał świetnie, bowiem zza uliczki na nacierające oddziały wysypała się 4 tuzinowa grupa żołnierzy z koszar, którzy szybko przeszli w wyznaczone miejsce. Mimo efektu zaskoczenia, doborowe oddziały walczyły zacięcie co dało długą i krwawą walkę. Ormiańscy żołnierze zdołali zmusić do odwrotu garnizon wroga, prawie 40 żołnierzy było martwych, wielu wrogów raniono. Za to zwycięstwo zapłacili jednak cenę połowy niezdolnych do dalszej walki towarzyszy. Na to wydarzenie czekała jednak grupa portowa. Wielkie wrota zostały w czułym miejscu podpalone, co jednak szybko zaalarmowało pobliskie oddziały. Wrota zostały zniszczone, ale pościg za dywersantami trwał, dopóki cała ta grupa nie natknęła się na główny atut Cesarza Seniora Jana – sformowane na głównej ulicy biegnącej kilkadziesiąt metrów od portu doskonale zdyscyplinowane oddziały Koursores w sile dwustu ludzi oraz pozostałe w odwodach oddziały Ormian liczące stu ostrz. Rozpoczęła się krwawa walka na głównej drodze do pałacu. Garnizon wroga pchnął do walki 400 ciężkozbrojnych a także drugie tyle lżejszych oddziałów, części strzeleckich, co stanowiło wielkie zagrożenie od strzał. Żołnierze duxa jednak bohatersko stanęli w muru tarcz broniąc dostępu do drogi, którą wróg dotarłby do Cesarza Jana, szturmującego w tym czasie bramę z wieżą. Pomimo kolejnych towarzyszy którzy padali od strzał wokoło, walczący Ormianie i Grecy szaleńczo odpierali atak za atakiem. Straty jednak rosły. Wśród stosu ciał leżało już około 80 sprzymierzonych, zaś straty wroga wynosiły prawie 200 zabitych lub rannych. Prawdziwi Bizantyjczycy musieli jednak stopniowo cofać się w walce, tak że ze wszystkich miejsc dywersji, oddziały spotkały się w jednym punkcie. Przy bramie zdobytej już przez Cesarza Seniora. Rozgorzała bitwa pod bramą. Wrogowie padali raz za razem ale przychodzili nowi niczym uporczywa zaraza. Padł rozkaz JCW Jana:Jak rozkazano, zapłonie skład części do machin obronnych i cech robotników by machiny niemożne do użytku były. Godzina 23 to czas gdy cel zapłonie. Pierwsze starcie z zaskoczenia było konieczne, naszych przewaga uratowała od szwanku, obstawa całego posterunku martwa.
- Barykadować się w wieżach okolicznych! Gwardia do mnie na bramę! Walczyć za Cesarstwo, śmierć uzurpatorowi!
Komendy te dodały otuchy żołnierzom którzy wywalczyli sobie drogę do wież i grupach kilku dziesiątek dziennie stawiali opór wrogowi.
- Do jasnej cholery! Nie ma czasu na flagi, oby templariusze płynęli, ale trzeba powiadomić króla Maurycego! Joorgenie! Bierz mego konia i ruszaj co sił do armii Jerozolimy, muszą przybyć, powiedz że walczymy do ostatniego za Boga i Ojczyznę, opowiedz wszystko że brama i wrota otwarte ale że ciężkie mamy straty a każdy herosem po kolei tu się staje!
Tak o to popędził wypuszczony przez bramę kapitan Cesarza Jana. W sprzymierzeńcach nadzieja, bo krew lała się cały czas.
Straty (na moment około 1 w nocy, do wyruszenia kapitana Joorgena):
Cesarza Seniora Jana: 190 zabitych; ponad 150 rannych (50 niezdolnych do walki) z 600
Garnizonu Tarsu: 400 zabitych; ponad 200 rannych (połowa niezdolnych do walki) z ok. 3000).
- Maurycy Orański
- Sebastos
- Posty: 202
- Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11
- Lokalizacja: Aleksadretta
Re: Wielka Wojna Domowa
Po przeorganizowaniu marszu na skutek odłączenia się oddziału pana de Flandria król poprowadził swoich ludzi dalej na wschód. Wojsko rwało się do walki, szczególnie Ormianie którzy wracali na ziemię którą obrali za swoją. Maszerowali na swoją stolicę. Wśród oddziałów konno jechali duchowni którzy aktywnie włączali się w rozmowy wojowników starając się ich zachęcić do wytrwałości i podnieść na duchu. W tym momencie najbardziej zapracowani byli lekkokonni którzy wypatrywali zagrożeń. Po przeprawie mostem przez Saros armia spokojnie ruszyła dalej.
Kilkanaście kilometrów przed miastem, król nakazał zatrzymanie armii. Należało czekać aż zwiadowcy znajdą brody lub mosty na Kydnosie. Piechota natychmiast rozsiadła się na ziemi tak jak stała.
Cztery godziny później sytuacja była jasna. Z mostów zostały zwęglone filary. Machiny oblężnicze nie przejdą. Ale Ormianie znaleźli kilka brodów. Aczkolwiek tu pojawiał się kolejny problem. Kydnos to najbardziej wartka rzeka w okolicy przekraczać ja trzeba ostrożnie.
Kilka dobrych godzin minęło nim tysiące przeprawiły się na drugi brzeg. W czasie forsowania rzeki panował już mrok, przyjaciel śmierci, więc oświetlano teren pochodniami. Na szczęście nikt nie utonął. Gdy wojsko uformowało się na nowo i po błogosławieństwie patriarchy ruszyło znowu w kierunku wroga.
Pochodnie jednak zostały dostrzeżone z Tarsu. Cała operacja odbywała się bowiem jedynie sześć kilometrów od miasta. Do momentu rozpalenia świateł przykrywał ją mrok i drzewa rosnące nad rzeką. Po tym jak gaje rozświetliły pochodnie garnizon miasta natychmiast domyślił się co się dzieje i rozpoczął przygotowania. Cesarz nie był jednak niczego świadomy, stąd wysłanie Wikinga który wpadł jak burza, na kolumnę rycerstwa, krzycząc imię króla.
Po krótkim meldunku król krzyknął: “nasz czas nadszedł. Do roboty rycerskiej, Panowie”, Po czym spiął konia i ruszył w kierunku wskazanej przez Jørgena bramy. Za nim ruszyli rycerze i reszta konnicy. Wkrótce konie przeszły w kłus. Tuż pod samą bramą zmienił się on w galop. I to był dobry ruch bo w chwilę potem z murów posypały się strzały. Na szczęście ciemność i odległość spowodowana tym że żołnierze cesarza wciąż trzymali swoje wieże zminimalizowały straty.
-Na mury!-Krzyknął król i jego rozkaz wkrótce zaczął być wykonanywany. Na murach, oprócz wszechobecnej krwii, przybysze usłyszeli ujrzenia mieszankę języków greckiego, nordyckiego i ormiańskiego. Łączyło je jednak to że w nich wszystkich naprzemiennie wybrzmiewały przekleństwa, groźby i modlitwy.
Król zauważywszy gdzie znajduje się wróg krzyknął na nowych przybywających aby szarżowali ulicami. Po kilkunastu minutach Orański dostrzegł w oddali człowieka w szkarłatnej szacie. Podwójne szkarłatnej. Od szkarłatu barwnika, ale i krwi.
-Niech Bóg Cię strzeże-szepnął po czym szybko zwrócił się przeciwko kolejnemu Grekowi.
Widząc wdzierających się do miasta łacinników, zdrajcy zaczęli ustępować w kierunku cytadeli. Część obrońców zeszła z murów by dostać się tam szybciej. Nie minęło wiele czasu nim atakujący spostrzegli co się dzieje i z nową werwą uderzyli na wroga. Rozpoczęła się krwawa “procesja” ulicami miasta w którą włączyła się część mieszkańców. Ci podzielili się na dwie grupy rozpoznające się okrzykami “Jan”, “Maurycy”, “Ortodoks” lub “Armenia”.
Po świecie garnizon zamknął się w cytadeli wybudowanej na zlecenie uzurpatora.
Monarchowie, mimo sprzeciwu niektórych dowódców i wojów, wspólnie zdecydowali się nie podejmować od razu szturmu, ale dać wojsku odzyskać siły przed ostateczną rozprawą
Kilkanaście kilometrów przed miastem, król nakazał zatrzymanie armii. Należało czekać aż zwiadowcy znajdą brody lub mosty na Kydnosie. Piechota natychmiast rozsiadła się na ziemi tak jak stała.
Cztery godziny później sytuacja była jasna. Z mostów zostały zwęglone filary. Machiny oblężnicze nie przejdą. Ale Ormianie znaleźli kilka brodów. Aczkolwiek tu pojawiał się kolejny problem. Kydnos to najbardziej wartka rzeka w okolicy przekraczać ja trzeba ostrożnie.
Kilka dobrych godzin minęło nim tysiące przeprawiły się na drugi brzeg. W czasie forsowania rzeki panował już mrok, przyjaciel śmierci, więc oświetlano teren pochodniami. Na szczęście nikt nie utonął. Gdy wojsko uformowało się na nowo i po błogosławieństwie patriarchy ruszyło znowu w kierunku wroga.
Pochodnie jednak zostały dostrzeżone z Tarsu. Cała operacja odbywała się bowiem jedynie sześć kilometrów od miasta. Do momentu rozpalenia świateł przykrywał ją mrok i drzewa rosnące nad rzeką. Po tym jak gaje rozświetliły pochodnie garnizon miasta natychmiast domyślił się co się dzieje i rozpoczął przygotowania. Cesarz nie był jednak niczego świadomy, stąd wysłanie Wikinga który wpadł jak burza, na kolumnę rycerstwa, krzycząc imię króla.
Po krótkim meldunku król krzyknął: “nasz czas nadszedł. Do roboty rycerskiej, Panowie”, Po czym spiął konia i ruszył w kierunku wskazanej przez Jørgena bramy. Za nim ruszyli rycerze i reszta konnicy. Wkrótce konie przeszły w kłus. Tuż pod samą bramą zmienił się on w galop. I to był dobry ruch bo w chwilę potem z murów posypały się strzały. Na szczęście ciemność i odległość spowodowana tym że żołnierze cesarza wciąż trzymali swoje wieże zminimalizowały straty.
-Na mury!-Krzyknął król i jego rozkaz wkrótce zaczął być wykonanywany. Na murach, oprócz wszechobecnej krwii, przybysze usłyszeli ujrzenia mieszankę języków greckiego, nordyckiego i ormiańskiego. Łączyło je jednak to że w nich wszystkich naprzemiennie wybrzmiewały przekleństwa, groźby i modlitwy.
Król zauważywszy gdzie znajduje się wróg krzyknął na nowych przybywających aby szarżowali ulicami. Po kilkunastu minutach Orański dostrzegł w oddali człowieka w szkarłatnej szacie. Podwójne szkarłatnej. Od szkarłatu barwnika, ale i krwi.
-Niech Bóg Cię strzeże-szepnął po czym szybko zwrócił się przeciwko kolejnemu Grekowi.
Widząc wdzierających się do miasta łacinników, zdrajcy zaczęli ustępować w kierunku cytadeli. Część obrońców zeszła z murów by dostać się tam szybciej. Nie minęło wiele czasu nim atakujący spostrzegli co się dzieje i z nową werwą uderzyli na wroga. Rozpoczęła się krwawa “procesja” ulicami miasta w którą włączyła się część mieszkańców. Ci podzielili się na dwie grupy rozpoznające się okrzykami “Jan”, “Maurycy”, “Ortodoks” lub “Armenia”.
Po świecie garnizon zamknął się w cytadeli wybudowanej na zlecenie uzurpatora.
Monarchowie, mimo sprzeciwu niektórych dowódców i wojów, wspólnie zdecydowali się nie podejmować od razu szturmu, ale dać wojsku odzyskać siły przed ostateczną rozprawą

z łaski Boga król Jerozolimy,
książę Antiochii i Zajordania,
hrabia Edessy i Trypolisu
- Jan I Senior
- Posty: 15
- Rejestracja: 09 mar 2025, 9:33
Re: Wielka Wojna Domowa
Jak ja uwielbiam mieć racje! Wiedziałem że zdążycie nieba żeś nam spadł Panie Czcigodny! Dobra robota Jørgenie. - zebrawszy swych ludzi do kupy Jan podszedł z ewidentnie poszkodowaną częścią prawego barku ale ze śmiechem na ustach. Dzielnie się trzymali nie ma co - dodał patrząc na wyczerpanych żołnierzy z oddziału sabotażu.
I co teraz począć? Bierzemy ich głodem czy szturmujemy? Kilka draśnięć mam ale szybko wyjdę z tego, gorzej z resztą, połowa nie żyje, dużo rannych, myślę że około setka zdolna jest całkowicie do boju.
I co teraz począć? Bierzemy ich głodem czy szturmujemy? Kilka draśnięć mam ale szybko wyjdę z tego, gorzej z resztą, połowa nie żyje, dużo rannych, myślę że około setka zdolna jest całkowicie do boju.
- Maurycy Orański
- Sebastos
- Posty: 202
- Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11
- Lokalizacja: Aleksadretta
Re: Wielka Wojna Domowa
Dość już krwi. Gdy my tu rozmawiamy, na Kydnosie powstają mosty. Najdalej jutro w mieście będą nasi inżynierowie z machinami. Jeśli na ten widok nie poddadzą się zdrajcy, to poślemy ich do diabła.

z łaski Boga król Jerozolimy,
książę Antiochii i Zajordania,
hrabia Edessy i Trypolisu
- Jan I Senior
- Posty: 15
- Rejestracja: 09 mar 2025, 9:33
- Maurycy Orański
- Sebastos
- Posty: 202
- Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11
- Lokalizacja: Aleksadretta
Re: Wielka Wojna Domowa
Tylko w odpowiedniej odległości aby nie dosięgły ich katapulty obrońców. Mają ich jeszcze kilka

z łaski Boga król Jerozolimy,
książę Antiochii i Zajordania,
hrabia Edessy i Trypolisu