Liturgie niedzielne i świąteczne

Najważniejszy kościół w całym Cesarstwie.
Awatar użytkownika
Konstantyn
Posty: 20
Rejestracja: 25 gru 2023, 15:53
Lokalizacja: Konstantynopol

Liturgie niedzielne i świąteczne

Post autor: Konstantyn »

Α΄ Σάββατο των Νηστειών

Tyron pokarmem koliwa miasto karmi,
pokarm skalany za niegodny uznawszy.
Umiłowani bracia i siostry!

Dzisiaj, w pierwszą sobotę Wielkiego Postu, świętujemy przedziwny cud z Kolinem, dokonany przez świętego sławnego wielkiego męczennika Teodora Tyrona, który miał taką prehistorię. Gdy Julian Apostata wstąpił na tron po Konstancjuszu, synu Konstantyna Wielkiego, i zwrócił się od Chrystusa do kultu bożków, to zaczęło się wielkie prześladowanie chrześcijan, jawne i zarazem ukryte. Niegodny cesarz zakazał okropnie męczyć, a także jawnie w nieludzki sposób zabijać chrześcijan, wstydząc się i równocześnie obawiając, żeby do chrześcijan nie przyłączyło się wielu ludzi, ale zamyślił ten okropny oszust w pewien ukryty sposób skalać chrześcijan. W tym celu, pamiętając, że chrześcijanie w pierwszym tygodniu Wielkiego Postu szczególnie się oczyszczają i zważają na Boga, wezwał prefekta miasta i nakazał usunąć zwykle sprzedawane produkty, a wystawić na rynku inne pokarmy, a mianowicie chleb i napoje, uprzednio pokropiwszy je krwią ofiar złożonych bożkom i skalać tym pokropieniem, aby spożywający je w poście chrześcijanie skalali się w chwili największego oczyszczenia. Prefekt miasta natychmiast zrealizował to, co zostało mu polecone, i na całym targu rozłożono
skalane krwią ofiar pogańskich pokarmy oraz napoje.
Jednak wszystkowidzący Bóg, sprzeciwiający się chytrym w ich intrygach i zawsze pamiętający o nas, swoich sługach, zniszczył także nikczemne zamysły odstępcy. Do biskupa Eudoksjusza, chociaż był on heretykiem a nie prawosławnym, Bóg posłał wielkiego swego męczennika Teodora, ze stanu wojskowego, zwanego Tyronem. Teodor zjawił się biskupowi nie we śnie, ale na jawie, i tak oto powiedział: „Wstań jak najszybciej możesz, zgromadź owczarnię Chrystusową i surowo przykaż, aby nikt nie kupował pokarmów wyłożonych na targu, bowiem wszystkie one są skalane krwią pogańskich ofiar
z rozkazu niegodnego cesarza”. Biskup powątpiewał i zapytał: „Jak może się to udać, skoro są tacy, którzy nie mają w domu wystarczającej ilości pożywienia, jak oni mają nie kupować produktów wyłożonych na targu?” – „Daj im koliwo – odpowiedział święty – i uzupełnij braki”. Gdy biskup dziwiąc się i nie rozumiejąc zapytał, co to jest koliwo, wtedy wielki męczennik Teodor powiedział: „Gotowana pszenica, bowiem tak zwykliśmy nazywać ją w Euchaicie”. Patriarcha zaczął dopytywać się, kim jest ten, kto troszczy się o chrześcijan, a święty odpowiedział: „Teodor, męczennik Chrystusowy, teraz przez Niego posłany do Ciebie jako pomocnik”. Patriarcha natychmiast wstał i powiadomił wielu chrześcijan o wizji, a uczyniwszy tak, jak polecił święty Teodor, zachował owczarnię Chrystusową nienaruszoną przez intrygi wroga i odstępcy. Cesarz zaś widząc, że jego knowania zostały ujawnione i nic się nie udało, zawstydził się bardzo i polecił znowu sprzedawać na targu zwykłe towary.
Chrześcijanie, składając dziękczynienie łaskawcy męczennikowi, po przejściu pierwszego tygodnia Wielkiego Postu, w tę sobotę, radośnie uczynili Jemu święto, przygotowawszy koliwo. Od tamtego czasu aż do dzisiaj my, wierni, wspominamy ten cud, aby tak przesławne dzieło męczennika wraz z
upływem czasu nie zostało zapomniane i czcimy pamięć wielkiego męczennika Teodora przez poświęcenie koliwa. Świętego Teodora za czasów cesarza Maksymina zamęczył niegodny prepozyt Brenka, najpierw morząc głodem w więzieniu. Święty podpalił świątynię ich pogańskiej bogini i rozdał ubogim jej ozdoby. Kiedy niektórzy poganie żądali od niego wyjaśnień i chcieli, żeby odwrócił się od Chrystusa, i dawali takie rady, on był niezłomny. Wiele wycierpiał, aż w końcu został wrzucony w ogromny rozpalony stos i pośród płomieni oddał duszę Bogu.

Chryste Boże nasz, dla Jego wstawiennictwa zmiłuj się nad nami i zbaw nas. Amen.
Obrazek
Κωνσταντίνος Α΄
Αρχιεπίσκοπος Κωνσταντινουπόλεως Νέας Ρώμης και Οικουμενικός Πατριάρχης
Obrazek
Awatar użytkownika
Piotr Asen
Sebastos
Posty: 198
Rejestracja: 07 paź 2023, 22:04
Lokalizacja: Bułgaria

Re: Liturgie niedzielne i świąteczne

Post autor: Piotr Asen »

Piękna liturgia. Dziękujemy Patriarsze za nią. :)
— Piotr Asen —
Stratēgos tōn θέμα βουλγαριας

Obrazek
Obrazek
Awatar użytkownika
Konstantyn
Posty: 20
Rejestracja: 25 gru 2023, 15:53
Lokalizacja: Konstantynopol

Re: Liturgie niedzielne i świąteczne

Post autor: Konstantyn »

Α΄ Κυριακή των Νηστειών

Nieprzystojnie wyrzucane ikony
widząc przystojnie wielbione, raduję się.
Umiłowani bracia i siostry!

Dzisiaj, w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu, Kościół przyjął świętowanie przywrócenia kultu świętych i czcigodnych ikon, czego dokonał cesarz Michał wraz ze swoją matką, błogosławioną cesarzową Teodorą, a także święty patriarcha konstantynopolitański Metody. Historia tego wydarzenia jest następująca.
Kiedy Leon Izauryjczyk, który przedtem był świniopasem i poganiaczem osłów, z dopustu Bożego zagarnął tron cesarski, wezwał do siebie patriarchę Germanosa, który wtedy rządził Kościołem, i powiedział do niego: „Wydaje mi się, Władyko, że ikony niczym nie różnią się od bożków, dlatego też nakaż, aby jak najszybciej je zabrano. A jeśli są to prawdziwe obrazy świętych, to trzeba je powiesić wyżej, żebyśmy my, tonący w grzechach, nie kalali ich cały czas, całując je”.
Patriarcha odrzucił tę niegodziwość cesarza, mówiąc: „Czy to nie ty, cesarzu, jesteś tym, kto według proroctwa zacznie prześladować święte ikony i kto ma na imię Konon?” Cesarz odpowiedział: „Byłem tak nazywany w dzieciństwie”.
Ponieważ patriarcha nie podporządkował się jego woli, cesarz wygnał go i na jego miejsce wprowadził swego wspólnika Anastazego, i wtedy jawnie już zaczął walkę przeciwko świętym ikonom. Powiadają, że jakoby już wcześniej przekazali mu tę nienawiść do ikon Żydzi, którzy w tym czasie, gdy był on biedny i wraz z nimi zajmował się pracą poganiacza osłów, czarami przepowiedzieli mu wyniesienie na tron.
Po tym, jak dziwnie przerwane zostało życie Leona, najgorsze jego lwiątko, syn Konstantyn Kopronimos został jego następcą jako władca, a jeszcze bardziej jako okrutny prześladowca świętych ikon. Trzeba powiedzieć, że uczynił on wiele strasznych nieprawości i także umarł haniebną śmiercią.
Po nim odziedziczył tron jego syn Leon, który miał za matkę Chazarkę, ale i on zmarł okrutną śmiercią.
Następcami tronu zostali Irena i Konstantyn. Na żądanie patriarchy Tarazjusza zwołali oni Siódmy Sobór Powszechny, na którym Kościół Chrystusowy znowu przyjął kult świętych ikon.
Po usunięciu Ireny i Konstantyna, wyniesiono na tron Nicefora Genika, po nim Staurakiosa i następnie Michała Rangabę, czczących święte ikony.
Następcą Michała został podobny do zwierza Leon Armeńczyk. Będąc oszukańczo wprowadzonym w błąd przez pewnego mnicha pustelnika, zaczął on powtórne prześladowanie ikonoklastyczne i znowu Kościół Boży okazał się pozbawiony piękna. Leona Armeńczyka zastąpił Michał Amoryjczyk, a po nim panował jego syn Teofil, który znowu zaczął prześladować ikony, przewyższając w tym wszystkich swoich poprzedników. Teofil wielu świętych ojców poddał różnym karom i torturom za czczenie świętych ikon. Powiadają jednak, że on w czasie swego panowania szczególnie dbał o sprawiedliwość, nie cierpiał bowiem niesprawiedliwości, i po całym mieście przez wiele dni poszukiwano człowieka, który powinien z kimś prawować się w obecności cesarza, ale go nie znaleziono.
Teofil jako autokrator rządził dwanaście lat, po czym zachorował na dyzenterię, która tak go męczyła, że otwierał szeroko usta, aż do samej krtani. Cesarzowa Teodora cierpiała bardzo z tego powodu, a gdy zasnęła na moment, zobaczyła we śnie Najświętszą Bogurodzicę, trzymającą na rękach Przedwieczne Dzieciątko, otoczoną świetlistymi aniołami, którzy biczowali i besztali męża cesarzowej. Gdy ona się obudziła, to Teofil nieco przyszedł do siebie i wołał: „Biada mi, nieszczęsnemu! Biczują mnie za święte ikony!”
Cesarzowa natychmiast położyła mu na głowie ikonę Bogurodzicy, modląc się ze łzami. Teofil zobaczył u kogoś stojącego obok ikonę na piersi, wziął ją i pocałował. Natychmiast wargi, które poniżały ikony i strasznie otwarte usta zamknęły się, a on wybawiwszy się z nieszczęść, które go dopadły, i cierpień, spokojnie zasnął, przekonawszy się, że dobrze jest czcić święte ikony.
Cesarzowa przyniosła ze swej szkatuły święte i czcigodne ikony, i przekonała męża, żeby je całował i czcił z całej duszy. Wkrótce Teofil odszedł z tego życia. Teodora sprowadziła wszystkich, którzy byli na zesłaniu i w więzieniach, i dała im wolność. Z tronu patriarszego zrzucono Jana zwanego Jannis czyli czarodziej, który raczej był przełożonym wróżbitów i biesów niż patriarchą, a na jego miejsce wprowadzono wyznawcę Chrystusowego Metodego, przedtem wiele cierpiącego w obronie ikon i za życia zamkniętego w grobowcu.
Właśnie wtedy z Bożego oświecenia do świętego Joannicjusza Wielkiego, który był ascetą na Górze Olimp, przyszedł wielki asceta Arsakiusz, mówiąc: „Bóg posłał mnie do ciebie, abyś po przyjściu do Nikomedii, do czcigodnego męża Izajasza Pustelnika, pouczył się u niego i dokonał z nim tego, co podoba się Bogu i Jego Kościołowi”. Po przyjściu do czcigodnego Izajasza, usłyszeli od niego: „Tak mówi Pan: Oto zbliża się koniec wrogów mego obrazu.
Dlatego idźcie do cesarzowej Teodory. Patriarsze Metodemu tak powiedzcie: Odłącz wszystkich niegodnych i wtedy z aniołami złóż mi Ofiarę Chwały, czcząc przedstawienie mego Oblicza i Krzyża”. Usłyszawszy to, asceci pospieszyli do Konstantynopola i wszystko, co powiedział im czcigodny Izajasz, przekazali patriarsze Metodemu i wszystkim wybrańcom Bożym. A oni poszli do cesarzowej, znajdując ją we wszystkim posłuszną, była bowiem pobożną i miłującą Boga, trwającą w czci świętych ikon, co otrzymała od przodków.
Cesarzowa natychmiast zdjęła ikonę Bogurodzicy, wiszącą na jej szyi, aby wszyscy ją widzieli, i pocałowawszy ją, powiedziała: „Jeśli kto nie czci ikon i nie całuje ich z miłością, bez idolatrii, nie jak bożków ale jako obrazy, z miłości do Praobrazu, ten niech będzie odłączony od Kościoła”. Ojcowie rozradowali się radością wielką.
Teodora poprosiła ich, żeby modlili się za jej męża Teofila. Oni zaś, widząc jej wiarę, chociaż mówili, że przewyższa to ich moc, podporządkowali się. Święty patriarcha Metody po przyjściu do wielkiej świątyni Bożej zwołał cały lud prawosławny, duchowieństwo i biskupów, mnichów i pustelników, wśród których byli wspomniani już Joannicjusz Wielki z Olimpu i Arsakiusz, Naukracjusz, uczniowie Teodora Studyty, Teofan, igumen monasteru „Wielkie Pole”, Teodor i Teofan Naznaczony, Michał ze świętego miasta Jerozolimy, synkletos i wyznawca, i wielu innych.
Wszyscy oni odsłużyli panichidę za Teofila, modląc się ze łzami i ciągle błagając Boga. Czynili to przez cały pierwszy tydzień Wielkiego Postu. Sama cesarzowa Teodora także w ten sposób modliła się wraz z synkletosem i ze wszystkimi, którzy byli w pałacu. W piątek o wschodzie słońca cesarzowa Teodora zasnęła i zobaczyła samą siebie stojącą przy kolumnie Konstantyna Wielkiego, a także ujrzała jakichś ludzi, z hałasem idących drogą i niosących narzędzia tortur, a pośrodku ciągnęli cesarza Teofila, który miał ręce związane na plecach.
Ujrzawszy męża cesarzowa poszła za tymi, którzy go prowadzili. Gdy doszli do spiżowej bramy, zobaczyła siedzącego pod ikoną Zbawiciela jakiegoś przedziwnego Męża, przed którym postawiono Teofila. Cesarzowa upadła do nóg tego Męża i zaczęła błagać o miłosierdzie dla niego.
W końcu otworzył On usta i rzekł: „Niewiasto, wielka jest twoja wiara. Wiedz przeto, że ze względu na twoje łzy i twoją wiarę, a także ze względu na modlitwy i ofiary moich sług i moich kapłanów, przebaczam twemu mężowi Teofilowi”. Rozkazał też tym, którzy prowadzili cesarza: „Rozwiążcie go i oddajcie jego żonie”. Ona zaś zabrawszy go, odeszła radując się i weseląc się, i natychmiast się przebudziła.
Patriarcha Metody, gdy sprawował modły i nabożeństwa, wziął czysty rulon, zapisał na nim imiona wszystkich cesarzy heretyków, włączając cesarza Teofila, i położył w prezbiterium na świętym ołtarzu pod obrusem. W piątek patriarcha zobaczył jakiegoś budzącego bojaźń i wielkiego anioła, wchodzącego do świątyni. Podszedł on do patriarchy i rzekł: „Usłyszana została twoja modlitwa, biskupie, cesarz Teofil otrzymał przebaczenie. Nie dokuczaj już więcej Bogu w tej sprawie”.

Niezmienny Obrazie Ojca, dla wstawiennictwa Twych świętych wyznawców zmiłuj się nad nami. Amen.
Obrazek
Κωνσταντίνος Α΄
Αρχιεπίσκοπος Κωνσταντινουπόλεως Νέας Ρώμης και Οικουμενικός Πατριάρχης
Obrazek
Awatar użytkownika
Konstantyn
Posty: 20
Rejestracja: 25 gru 2023, 15:53
Lokalizacja: Konstantynopol

Re: Liturgie niedzielne i świąteczne

Post autor: Konstantyn »

B΄ Κυριακή των Νηστειών

Teraz wielkiego zaiste głosiciela Światłości oświeconego,
do Światłości Niezachodzącej doprowadza Światłości Źródło.
Umiłowani bracia i siostry!

Syn, Bożej i Niezachodzącej Światłości, zaiste prawdziwy człowiek Boży i przedziwny sługa Boży, pochodził z Konstantynopola oraz miał szlachetnych i pobożnych rodziców. Starał się ozdobić cnotą i nauką nie tylko zewnętrznego i zmysłowego człowieka, ale przede wszystkim wewnętrznego i niewidzialnego. Gdy był jeszcze bardzo młodym, umarł jego ojciec, a matka i jego, i wszystkich jego braci i siostry wychowywała surowo, i uczyła przykazań oraz Pisma Świętego, a także posyłała do nauczycieli, aby dobrze nauczył się od nich także świeckiej mądrości. Dzięki wrodzonym talentom i gorliwej nauce szybko opanował wszystkie nauki filozoficzne.
Gdy Grzegorz skończył dwadzieścia lat, uznając wszystko co ziemskie za gorsze od snów, pragnął skierować się do Boga, Źródła i Dawcy wszelkiej mądrości, i przez doskonałe życie całego siebie poświęcić Bogu. Kiedy wyjawił matce swoje pobożne zamiary, wielką miłość do Boga i płomienne pragnienie, dowiedział się, że ona też od dłuższego już czasu o tym marzyła i w równym stopniu z nim jest z tego zadowolona. Matka od razu zgromadziła u siebie wszystkie dzieci i radośnie powiedziała: „Oto ja i dzieci, które dał mi Bóg”. Znając ich dobre zamiary, powiedziała im, co zamierza wielki Grzegorz. On zaś zwrócił się do nich ze słowami pouczenia, szybko przekonał wszystkich, żeby zgodzili się i gorliwie naśladowali ucieczkę od świata, skłaniając się do podobnej jemu miłości. Następnie zgodnie z przykazaniem Ewangelii rozdał cały majątek ubogim, wielkodusznie pogardził łaską cesarza, chwałą i tytułami dworskimi, i poszedł za Chrystusem.
Matkę i siostry umieścił w żeńskim monasterze, braci zaś poprowadził ze sobą na Świętą Górę Atos. Tam przekonał braci, żeby ćwiczyli się w ascezie w różnych monasterach, ponieważ to nie jest czas, żeby być razem, ale prowadzić życie przyjemne Bogu. Sam udał się do pewnego przedziwnego starca o imieniu Nikodem, który żył w milczeniu tylko dla Boga. Z pokorą ducha nauczył się od niego praktykowania wszystkich przykazań, wszystkich cnót, tam też – poza tym wszystkim – dzięki orędownictwu Przeczystej Bogurodzicy otrzymał w tajemnym widzeniu niezwyciężoną pomoc od Apostoła i Ewangelisty Jana Teologa.
Po odejściu starca do Boga, Grzegorz przeszedł do Wielkiej Ławry św. Atanazego i żył tam szereg lat, praktykując z wielką gorliwością i doskonałą rozwagą ascezę. Z umiłowania milczenia opuścił ławrę i zamieszkał na pustelni. Ciągle wzrastając w miłości i pragnąc zawsze być z Bogiem, oddał się najsurowszym ćwiczeniom, trzeźwą uwagą zawsze tłumiąc żądze, a umysł kierując ku Bogu, nieustannie modląc się i ucząc spraw Bożych, niezwykle się rozwinął. Z pomocą Bożą zwyciężył wszystkie pokusy biesów i oczyściwszy duszę potokami łez podczas czuwań całonocnych, stał się wybranym naczyniem darów Ducha Świętego i często w cudowny sposób kontemplował Boga. Z powodu napaści Turków przeniósł się do Tesaloniki, do pustelni Weria, i był zmuszony rozmawiać z niektórymi mieszkańcami miasta. Potem, gorliwie idąc drogą życia, doskonale oczyściwszy ciało i duszę, już w starszym wieku, Grzegorz z woli Bożej przyjął święcenia kapłańskie i jakby był bezcielesnym, będąc jakby nieprzytomnym, odprawiał Boską Liturgię, tak iż wszyscy, którzy tylko go widzieli, rozrzewniali się w duszy. On był rzeczywiście wielki, a żyjący pobożnie mieli objawienia, że jest teoforycznym, dla widzących sprawy duchowe było to jawne. Mając władzę nad biesami, ratował opętanych z ich oczarowania i knowań, bezowocnym drzewom przywracał rodzenie owoców, a także był przyozdobiony innymi owocami i darami Ducha Świętego.
Skoro jednak praktykowanie cnót jest w naszej władzy, a wpadanie w pokusy nie zależy od nas, ale bez pokus nie można stać się doskonałym i okazać wiarę w Boga, bowiem towarzyszące cnocie cierpienie, jak mówi apostoł, czyni człowieka z Bożą pomocą doskonałym w dobru, dlatego też było dopuszczonym także świętemu Grzegorzowi wpadać w rozliczne i częste pokusy, aby przez to stał się on rzeczywiście doskonałym.
Jakiż umysł pozna i jakie słowo będzie mogło wyrazić przychodzące ze wszystkich stron, większe od dotychczasowych knowania okrutnego wroga, ataki i oskarżenia ze strony nowych heretyków, a on bronił Prawosławia przez całe dwadzieścia trzy lata, cierpiąc od wrogów rozliczne smutki i napaści. Oto zwierz z Italii, mnich Barlaam z Kalabrii, błyszcząc pozorną uczonością i uważając, że wszystko może poznać swoim ziemskim rozumem, zaczął okrutną walkę z Kościołem Chrystusowym i naszą świętą wiarą prawosławną oraz z wszystkimi, którzy jej ściśle przestrzegają. W swoim szaleństwie uważał za stworzoną wspólną łaskę Ojca i Syna i Ducha Świętego, a światłość, którą zajaśnieją sprawiedliwi jak słońce w przyszłym wieku, co nieco uchylił Chrystus, zajaśniawszy na Górze Tabor, jednym słowem wszelką moc i energię Trójosobowego Boga oraz wszystko różne od natury Bożej, a ortodoksyjnie uważających tę Światłość Bożą i wszelką moc oraz energię za niestworzone, bowiem nie ma niczego w Bogu, co byłoby stworzone, w swoich mowach i obszernych dziełach nazywał duoteistami i politeistami, jak nas nazywają Żydzi i Sabeliusz z Ariuszem.
Z tego powodu święty Grzegorz jako obrońca Prawosławia i głosiciel Światłości Taboru, przede wszystkim o nią walczący i oczerniany, został przez Kościół posłany do Konstantynopola, gdzie przybył, kiedy pobożny cesarz Andronik, czwarty z Paleologów, dla obrony Prawosławia zwołał sobór, na którym zjawił się też Barlaam ze swoją nikczemną nauką i niegodnym oskarżaniem Prawosławia. Wtedy wielki Grzegorz, pełen Ducha Bożego i przyobleczony z wysoka w niezwyciężoną moc, zamknął usta Barlaamowi, otwarte przeciwko Bogu, i całkowicie zawstydził heretyka, a swymi przenikniętymi ogniem natchnionymi słowami i pismami spalił jego herezję jak chrust. Przeciwnik Prawosławia, nie mogąc znieść hańby, uciekł do Łacinników, skąd i przyszedł. Wkrótce po tych rozlicznych nieszczęściach Grzegorz na nowym soborze znowu zdemaskował i odrzucił jego pisma swoimi dowodami. Ci zaś, którzy mieli wspólnotę z tą zgubną herezją, nie przestali napadać na Kościół Boży.
Dlatego Grzegorz, bardzo przynaglany przez sobór i przez samego cesarza Jana Kantakuzena, a poprzednio przekonany przez nakaz Boży, został wprowadzony na tron biskupi i ustanowiony pasterzem Kościoła Tesaloniki. Tam mężnie i cierpliwie czynił wysiłki w obronie wiary prawosławnej, większe jeszcze od poprzednich. Pojawili się bowiem liczni i pełni zła następcy Barlaama i Akindynosa, okrutne płody dzikich zwierząt, których nauki i dzieła Grzegorz gromił w różny sposób i całkowicie zwyciężał swoimi mowami oraz Boskim Pismem, przy czym nie jeden raz, nie dwa lub trzy razy, ale wiele razy, i nie za rządów jednego cesarza lub patriarchy, ale trzech cesarzy, który następowało kolejno po sobie, przy tyluż patriarchach i na licznych soborach. Niektórzy oporni, którzy za nic mają najwyższy sąd, tak i pozostali przy swoim, a ostatki wszystkich heretyków dalej bezwstydnie napadały na świętych, którzy ich zwyciężyli, nie mówiąc już o samym rodzie żydowskim, który do dzisiaj nienawidzi Chrystusa.
Takie były pokrótce zwycięstwa wielkiego Grzegorza nad niegodziwcami. Bóg zaś w cudowny sposób posłał go jako nauczyciela na Wschód. Grzegorz jako przełożony został skierowany z Tesaloniki do Konstantynopola, aby pogodzić skłóconych cesarzy. W drodze został schwytany przez Hagarytów i cały rok spędził w niewoli, w znoju przechodząc z miejsca na miejsce, z miasta do miasta, głosząc bez lęku Ewangelię Chrystusową, jednych umacniając w wierze, pouczając i przekonując, aby jej przestrzegali, mądrze w Bogu umacniając wątpiących i zadających pewne dziwne pytania na temat tego, co się wtedy działo, i dając we wszystkich przedmiotach rozmowy wyczerpujące wyjaśnienia. Innym zaś, innowiercom i nieszczęsnym chrześcijanom, którzy do nich przeszli, wyrzekając się naszej wiary i wyśmiewając ją, często bez lęku mówił o wcielonej ekonomii Pana i Boga naszego, o kulcie czcigodnego Krzyża i świętych ikon.
Oni także spierali się z nim na temat Mahometa i wielu innych spraw, i jedni zachwycali się nim, a inni w gniewie bili go. Przyszłoby mu cierpieć aż do korony męczeńskiej, gdyby z Opatrzności Bożej Hagaryci nie oszczędzili go, mając nadzieję otrzymania za niego okupu. Po pewnym czasie chrześcijanie wykupili świętego i męczennik bez przelania krwi znowu radośnie powrócił do swojej owczarni. Poza wieloma innymi wielkimi darami i zaletami, które on posiadał, ozdobił się także ranami Chrystusowymi, nosząc na sobie – jak powiedział Paweł – rany Chrystusowe.
W celu zdobycia pewnego wyobrażenia o nim wymieńmy, jakie były jego cechy: niezwykła łagodność i pokora (ale nie wtedy, gdy mówił o Bogu i sprawach Bożych, bowiem w tym był bardzo gorliwy); całkowita niepamiętliwość i dobroć, tak że on starał się odpłacać dobrem tym, którzy uczynili mu jakiekolwiek zło; nie atakował bliźnich, był cierpliwym i wielkodusznym w nieustannie zdarzających się utrapieniach, był ponad wszelkim umiłowaniem rozkoszy i próżnej chwały, ciągle żył w ubóstwie i nie zwracał uwagi na wszelkie potrzeby cielesne, tak iż w ciągu tak długiego czasu opadł z sił w biedzie. Był milczącym i cichym w cierpliwości, a łaska była mu zawsze dawana w takiej obfitości, że i zewnętrznie była jawna wszystkim, którzy go widywali, zawsze był rozważny, uważny i skoncentrowany, a skutkiem tego jego oczy nigdy nie były bez łez, lecz rodziły źródła łez.
Tak od początku do samego swego końca bez wytchnienia walczył z żądzami i biesami, odpędził heretyków daleko od Kościoła Chrystusowego, wyjaśnił wiarę prawosławną w swoich mowach i dziełach, odbiwszy w nich jak pieczęć całe Pismo Święte, bowiem jego życie i słowo było jak pewne streszczenie lub odbicie słów i żywotów świętych.
Poza tym po apostolsku i przyjemnie Bogu pasł trzydzieści lat swoją owczarnię, poprawiając ją pouczeniami i kierując ku pastwiskom niebieskim. Można powiedzieć, że okazawszy się kaznodzieją zarazem dla współczesnych jemu, jak i przyszłych prawosławnych, przeszedł on do innego świata, przeżywszy sześćdziesiąt trzy lata. Swego ducha oddał w ręce Boże, a ciało, pod koniec życia szczególnie oświecone i wysławione, pozostawił owczarni jako pewne dziedzictwo i drogocenny skarb, bowiem przez nie Chrystus każdego dnia okazuje łaski tym, którzy przychodzą z wiarą, i daje cudowne uzdrowienia z różnych chorób, co obszernie opisuje jego żywot.

Boże, dla Jego wstawiennictwa zmiłuj się nad nami. Amen.
Obrazek
Κωνσταντίνος Α΄
Αρχιεπίσκοπος Κωνσταντινουπόλεως Νέας Ρώμης και Οικουμενικός Πατριάρχης
Obrazek
Awatar użytkownika
Konstantyn
Posty: 20
Rejestracja: 25 gru 2023, 15:53
Lokalizacja: Konstantynopol

Re: Liturgie niedzielne i świąteczne

Post autor: Konstantyn »

Γ΄ Κυριακή των Νηστειών

Krzyżowi niech się pokłoni ziemia cała,
przez który poznała słowa, jak kłaniać się Tobie.
Umiłowani bracia i siostry!

Dzisiaj, w trzecią niedzielę Wielkiego Postu, świętujemy adorację czcigodnego i życiodajnego Krzyża z następującego powodu. Ponieważ w czasie czterdziestodniowego postu i my w pewien sposób jesteśmy krzyżowani, umartwiając żądze, i odczuwamy gorycz, trapiąc się i odczuwając brak sił, to i przedkładany jest nam czcigodny i życiodajny Krzyż jako dający ochłodę i umacniający nas, przypominający nam o cierpieniach Pana naszego Jezusa Chrystusa i pocieszający nas. Jeśli Bóg nasz został ukrzyżowany ze względu na nas, to ileż my powinniśmy czynić dla Niego, który czyni lżejszymi nasze trudy przez przedstawienie i wspomnienie boleści Pana oraz nadzieję na chwałę Krzyża. Bowiem jak Zbawiciel nasz wstąpiwszy na Krzyż wysławił się przez naigrywania i smutek, tak i my powinniśmy postępować, aby wysławić się z Nim, jeśli kiedyś przecierpimy coś smutnego. Mówiąc inaczej, jak przechodzący długą i trudną drogę zmęczeni wędrowcy znajdą gdziekolwiek cieniste drzewo, to odpoczywają pod nim, i ze świeżymi siłami idą dalej, tak i teraz na drodze utrapień i wysiłków w czasie postu, pośrodku niego święci ojcowie zasadzili toczące życie drzewo Krzyża, dające nam ulgę i ochłodę, i czyniące nas zmęczonych, silnymi i zdolnymi do dalszego wysiłku. Bądź też jak podczas przyjścia króla najpierw niosą jego chorągwie i berła, a potem przychodzi on sam, radując i weseląc się ze zwycięstwa, a poddani weselą się wraz z nim, tak i Pan nasz Jezus Chrystus pragnąc okazać ostateczne zwycięstwo nad śmiercią, i w chwale przyjść w dniu Zmartwychwstania, najpierw posłał nam swoje berło, królewski sztandar, życiodajny Krzyż, napełniający nas wielką radością i pociechą, przygotowawszy nas w należyty sposób na przyjęcie, na ile przyjąć możemy, samego Króla i radosne wysławienie Go jako Zwycięzcy. Ustanowiono to święto w środkowym tygodniu, w połowie Świętej Czterdziesiątnicy dlatego, że Święta Czterdziesiątnica podobna jest do gorzkiego źródła z powodu naszej skruchy i bywającej goryczy oraz smutku, których dostarcza nam post. Z tego powodu w środek tego źródła Prorok Mojżesz położył drewno i osłodził wodę, tak i Bóg, który przeprowadził nas przez duchowe Morze Czerwone i wyprowadził z niewoli duchowego faraona, Przez życiodajne drzewo czcigodnego Krzyża osładza gorycz czterdziestodniowego postu i pociesza nas, jak przebywających na pustyni, dopóki nie zaprowadzi nas przez swoje Zmartwychwstanie do Niebieskiej Jerozolimy. Albo też, skoro Krzyż jest nazywany i jest drzewem życia, a to drzewo posadzone było pośrodku raju, Edenu, to na wzór tego święci ojcowie posadzili drzewo Krzyża pośrodku Świętej Czterdziesiątnicy, przypominając tym upadek Adama przez umiłowanie rozkoszy, i równocześnie otrzymując przez drzewo wybawienie z tej żądzy, bowiem spożywając z niego więcej już nie umieramy, a przeciwnie, zostaniemy ożywieni.

Chryste Boże, jego mocą zachowaj nas od pokus złego, uczyń nas godnymi z radością przejść czterdziestodniową drogę postu i pokłonić się Twoim Bożym cierpieniom, i życiodajnemu Zmartwychwstaniu, i zmiłuj się nad nami, albowiem tylko Ty jesteś dobrym i Przyjacielem człowieka. Amen.
Obrazek
Κωνσταντίνος Α΄
Αρχιεπίσκοπος Κωνσταντινουπόλεως Νέας Ρώμης και Οικουμενικός Πατριάρχης
Obrazek
Awatar użytkownika
Konstantyn
Posty: 20
Rejestracja: 25 gru 2023, 15:53
Lokalizacja: Konstantynopol

Re: Liturgie niedzielne i świąteczne

Post autor: Konstantyn »

Δ΄ Κυριακή των Νηστειών

Chociaż ciałem żywy, to umarł Jan dla świata, wiecznie żyje duszą, choć jest martwy i bez oddechu.
Ułożywszy „Drabinę” z trzydziestu stopni, pokazał nam drogę swego wstępowania, przecież umarł Jan trzydziestego dnia wiosny.
Umiłowani bracia i siostry!

W wieku szesnastu lat, będąc już doskonale wykształconym, Jan złożył siebie samego jako nieskalaną ofiarę Bogu, wstąpiwszy na Górę Synaj. Po przejściu jeszcze dziewiętnastu lat przyszedł na pole bitwy milczenia, w pięciu stadiach od świątyni Pańskiej. Osiągnąwszy monaster Palestry na miejscu zwanym Fola, Jan spędził tam czterdzieści lat, płonąc miłością Bożą, nieustannie rozpalany jej ogniem. Spożywał wszystko to, co nie jest zabronione przez regułę monastyczną, ale bardzo umiarkowanie, przez co mądrze niszczył pychę. Któż jednak jest w stanie oddać słowami źródło jego łez? Spał on tylko tyle, ile było konieczne, aby umysł nie zepsuł się z powodu czuwania. Cały bieg jego życia był nieustanną modlitwą i niezmierzoną miłością do Boga. Ćwicząc się w ascezie tak miłej Bogu, Jan napisał księgę zwaną „Drabina”, w której wyłożył naukę o zbawieniu, i pełen łaski godnie spoczął w Panu, pozostawiwszy także inne dzieła.

Boże, dla Jego wstawiennictwa zmiłuj się nad nami i zbaw nas. Amen.
Obrazek
Κωνσταντίνος Α΄
Αρχιεπίσκοπος Κωνσταντινουπόλεως Νέας Ρώμης και Οικουμενικός Πατριάρχης
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Bazylika Hagia Sophia”