Strona 9 z 11
Re: Wielka Wojna Domowa
: 26 lip 2025, 14:48
autor: Aleksy I Komnen
Król Dawid nie widząc w łacinnikach woli walki za murami, rozkazał wojsku rozłożyć ufortyfikowany obóz, oraz przygotować się na dłuższe oblężenie. Podciągnięto i ustawiono na bezpiecznych pozycjach katapulty. Póki co nie zdecydowano się na szturm i użycie taranów dla wyważenia bram, czy drabin dla zdobyciu murów. Miasto otoczyła piechota i łucznicy, rozkładając jeszcze dwa mniejsze ufortyfikowane obozy jeden na południu miasta, drugi na północy. Wysłano też patrole złożone z bandonów ciężkiej jazdy aby codziennie objeżdżały miasto, oraz nie dopuszczały karawan do miasta. Główny obóz stanął od zachodniej części miasta. Król Dawid nakazał swoim inżynierom budowę baterii balist. Monarcha Gruziński zdecydował się poczekać z atakiem na miasto, do czasu przybycia od wschodu wsparcia z Gruzji, lub wysłania poselstwa od króla Maurycego proszącego o warunki. Krwawa walka o miasto nie uśmiechała się Królowi Dawidowi wolałby zmiażdżyć łacinników w walnej bitwie i przepędzić ich do ziemi świętej.
Armia cesarska złożona z cesarskich tagm, ruszyła z Abydos na południe. Ze swoich sił Cesarz Aleksy wyznaczył Tagma tou Tourkopouloi aby galopowali na wschód dla wsparcia walk w północno - zachodniej części półwyspu anatolijskiego.
Re: Wielka Wojna Domowa
: 26 lip 2025, 20:31
autor: Maurycy Orański
-Nie dać im spokoju! Ognia!-krzyknął stojący na murach król.
Odpowiedziały mu okrzyki żołnierzy którzy ochoczo zabrali się do napinania odpowiednich lin.
Kanonierzy sumiennie wykonali rozkaz. Z wież zamku i tych w ciągu murów miejskich poleciały bełty i kamienie.
-Oliwy! Balisty! Polejcie im oliwy! Niech zakosztują naszej gościnności!-zarechotał złowieszczo król i wkrótce w miejsce bełtów na balistach znalazły się dzbany z oliwą. Podpalone przed wystrzeleniem wywołały kilka pożarów w gruzińskim obozie i podpaliły wielu nieszczęśników którzy stanęli między nimi a ziemią. Także katapulty wykonały dobrą pracę. Dzięki różnicy wysokości, katapulty obrońców miały przewagę zasięgu.
Re: Wielka Wojna Domowa
: 30 lip 2025, 11:06
autor: Geórgios Palaiológos
Potężna siła 20 bandonów ciężkiej piechoty stanęła przed bramami miasta Nicomedia. Żołnierze ustawili się na dogodnych pozycjach. Przygotowano drabiny oblężnicze. Dowódca Garnizonu wiedział, że bez wsparcia ze strony innych miast, jego miasto długo nie przetrwa. Z nastaniem dnia, pogoda dopisywała do toczenia walki, było słonecznie, ciepło, wiał niewielki wiatr. Geórgios Palaiológos nakazał przygotowanie do szturmu. Zanim zbrojni Tagmy tou Noumeroi ruszyli z atakiem wysłano posłów pod mury aby dać przeciwnikowi szansę na poddanie się, lub poddanie miasta bez walki i opuszczenie go. Warunki Strategosa Temu Hellady zostały odrzucone. Żołnierze Konstantynopola wzięli do rąk oszczepy, niektórzy zostali przy zwykłych mieczach. Na umówiony znak rozpoczęto skoordynowane ataki. Najpierw ruszono w kierunku lewej bramy. Przyparto drabiny do murów, oraz zaczęto się po nich wspinać. Kiedy to już się działo ruszyły kolejne bandony na prawą bramę. Strategos założył hełm na głowę, wziął tarczę i miecz w rękę i na czele pozostałych 8 bandonów ruszył na główną bramę. Nad bramą stali żołnierze bandonu lekkiej jazdy, którzy zmuszeni byli do jej obrony z braku innych sił. Noumeroi zaczęli uderzać w bramę mieczami oraz prowizorycznym taranem zrobionym z pnia drewna. Brama była dość silna, dlatego też podłożono grecki ogień. Lekko uszkodzona brama szybko zaczęła się cała palić. Pojawienie się dymu zaczęło dezorientować obrońców. Podstawiono dwie po dwie drabiny po obu stronach środkowej palącej się bramy. 2 bandony zaczęły się wspinać. Wtedy Dowódca Garnizonu posłał dodatkowo żołnierzy bandonu lekkiej jazdy na pomoc tym na murze przy głównej bramie. Wtedy Geórgios nakazał kolejnym dwóm bandonom również się wspinać. Rozpoczęła się krwawa walka na murze. Trwała sporo czasu gdyż obrońcy mocno się stawiali.
Uszkodzona ogniem brama zaczęła pękać, wtedy będący na dole zbrojni rozpoczęli jeszcze ją ciąć, kopać i uderzać taranem. Wrota otworzyły się i pozostałe na ziemi 4 bandony za swym dowódcą weszły do miasta. Na powierzchni nadziali się na przygotowanych już obrońców sformowanych w linii do szarży. Lekka jazda ruszyła, ale Noumeroi uformowali mur tarcz, a ci co stali w dalszych szeregach rzucili w szarżujących oszczepami, dlatego niewielu dotarło do muru tarcz. Zbrojni Palaiológosa zaczęli wycinać pozostałych na ziemi do ostatniego. Główna brama padła pod natłokiem sił wiernych cesarzowi Aleksemu. Zaraz niedługo potem padły i pozostałe, jako że obrońcy zaczęli tracić morale a także byli otoczeni przez większe siły oponenta. Do wieczora miasta zostało opanowane. Geórgios Palaiológos nakazał szybką egzekucję pozostałych w mieście wrogów oraz najzagorzalszych zwolenników i sługusów uzurpatora. Dla zadbania o porządek w mieście każdą z bram pilnował jeden wyznaczony bandon. Dodatkowo 2 bandony zostały wyznaczone do pełnienia roli strażniczej w mieście, oraz patroli. Strategos Palaiológos zajął jedną z opuszczonych willi i ustanowił tam miejsce narad, a także kwaterę główną. Zbrojnym nakazano odpoczynek ale także bycie w gotowości bojowej.

Re: Wielka Wojna Domowa
: 31 lip 2025, 14:35
autor: Piotr Asen
Kurz wzbity przez armię Piotra Asena zapowiedział ich przybycie pod mury Nikomedii na długo, zanim ujrzano chorągwie. Miasto, choć zdobyte, nosiło świeże blizny: ślady ognia na zniszczonej głównej bramie, plamy krwi na kamieniach, i wszechobecny zapach spalenizny zmieszany z kurzem. Strażnicy na murach Tagmy tou Noumeroi rozpoznali bułgarskie znaki. Gdy Piotr Asen zbliżył się, otworzono mniejsze bocznej bramy, wpuszczając Bułgarów i ich konie do środka.
Strategos Geórgios Palaiológos, zajęty organizacją władzy w zdobytym mieście, przyjął Piotra Asena w swej prowizorycznej kwaterze. Wieści, które przyniósł bułgarski wódz, były alarmujące: potężna armia Domestikosa Nicefora, licząca łącznie około 5600 żołnierzy, była tuż za nimi. Ścigała Bułgarów i teraz zmierzała prosto na Nikomedię. Czasu było niewiele. Obaj strategoi natychmiast przystąpili do przygotowań obronnych, wykorzystując zasoby obu armii:
Zniszczona Główna Brama to był najsłabszy punkt. Nakazano natychmiast zbudować prowizoryczną barykadę z wszystkiego, co było pod ręką: wozów, belek z rozbitych domów, kamieni, worków z ziemią i piaskiem. Miała zablokować szeroki wyłom powstały po spaleniu bramy. Za tą barykadą stanąć miały:
2 bandony bułgarskiej ciężkiej piechoty; Ich zadaniem było utrzymać mur tarcz na barykadzie za wszelką cenę.
3 bandony bułgarskiej ciężkiej jazdy; Zdyscyplinowani konni wojownicy, walczący teraz pieszo, mieli stanowić głębsze wsparcie i kontratakować w razie przełamania barykady. Ich konie zostały odesłane w głąb miasta.
1 bandon bułgarskich łuczników; Rozmieścili się na murach i wieżach nad i obok miejsca po głównej bramie. Mieli razić wroga gradem strzał, gdy ten będzie próbował sforsować barykadę lub szturmować przyległe odcinki muru.
Brama Prawa: Obronę powierzono 5 bandonom ciężkiej piechoty Tagmy tou Noumeroi (1000 ludzi) pod dowództwem wyznaczonego oficera Geórgiosa.
Brama Lewa: Analogicznie, 5 bandonom ciężkiej piechoty Tagmy tou Noumeroi (1000 ludzi).
1 bandon Tagmy tou Noumeroi; kontynuował patrolowanie miasta i pilnowanie porządku, by zapobiec ewentualnym rozruchom lub sabotażowi.
9 bandonów Tagmy tou Noumeroi stanowić miało potężną rezerwę, rozmieszczoną w centrum miasta, w pobliżu głównych ulic prowadzących do każdej z bram. Mogły być rzucone błyskawicznie tam, gdzie linia obrony byłaby zagrożona przełamaniem.
Prace przy barykadzie głównej bramy trwały do późna w noc i wznowiono je o świcie. Żołnierze Tagmy tou Noumeroi, choć zmęczeni niedawnym szturmem, zajęli pozycje z zimną determinacją. Bułgarzy, choć mniej liczni, stali za swoją prowizoryczną fortecą z ponurym zacięciem, gotowi odpłacić się za pościg. Łucznicy na murach nie spuszczali wzroku z horyzontu na zachodzie, skąd spodziewano się nadejścia wroga. W powietrzu wisiała ciężka cisza przed bitwą, przerywana tylko odgłosami ostatnich przygotowań i szczekaniem bezpańskich psów wśród zgliszczy. Armia Nicefora, prowadząca szybki, niszczycielski pościg, nie mogła być daleko. Nikomedia szykowała się na oblężenie i szturm od strony lądu.
Re: Wielka Wojna Domowa
: 31 lip 2025, 21:08
autor: Maurycy Orański
Dzień mijał za dniem w oblężonym mieście. Wały zostały ukończone, ale w międzyczasie obrońcom udało się mniej lub bardziej połamać kilka kartwelskich katapult nim te zostały wycofane. Zadali również niemałe straty pracującym przy fortyfikacjach żołnierzom i robotnikom. Artyleria obrońców nie ucierpiała na razie w jakimkolwiek stopniu.Niestety najeźdźcy wpadli na pomysł aby do pracy zagonić okoliczne chłopstwo, więc ogień armii rzymskiej stał się z konieczności bratobójczy.
Po ukończeniu osłon artyleria oblegających wróciła na miejsce. Na razie pierwsza z dwóch linii murów dobrze wytrzymuje ostrzał. Jednakże król już zwołał naradę dowódców aby zastanowić się jak pozbyć się artylerii. Wszyscy żałowali że nie doszło do wypadu gdy wały dopiero rosły. Zostało spalenie za wszelką cenę pozostałych przy sprawności katapult.
Re: Wielka Wojna Domowa
: 31 lip 2025, 23:16
autor: Aleksy I Komnen
Dym palących się szańców mieszał się z kurzem wznoszonym przez tysiące stóp. Król Dawid, spoczywając na drewnianym tronie polowym, wbijał wzrok w potężne mury Teodosiopolis – miasta, które odtrąciło jego łaskę i wybrało śmierć. W dłoniach ściskał list od syna Demetriusza:
Arsamosata padła, wschodnie rubieże cesarstwa drżą przed nami. Zmierzamy do Melitene, potem Sozopetra. Zatrzymamy się dopiero w mieście Adata, stamtąd ruszymy albo na Samosatę i Edessę, albo na Germanikeię i Doliche w kierunku Antiochii. Miasta Królestwa Jerozolimy zapłoną, a jeśli nam się oprą to wypalimy okoliczne wsie. Skwar lipcowego słońca nam doskwiera, ale damy radę. Gdyby okoliczności nam nie sprzyjały wycofamy się. Póki co opór jest raczej symboliczny, łupy wielkie, kobiety piękne i młode, zapasy dostateczne. Pozdrawiam ciebie Ojcze i życzę rychłego zwycięstwa nad łacinnikami.
Demetrius
- Niech nowe trebusze rosną jak dęby w lasach Kachetii! – głos monarchy rozdarł ciężkie powietrze, sięgając do grupy inżynierów tłoczących się przy szkicach. - Po jutrze chcę widzieć ich ramiona sięgające nieba, a nie jakieś szkice i wstępną robotę. Kamień ma płakać krwią łacinników. - powiedział król Kartwelów.
Katapulty gruzińskie nie milkły i nawet uszkodzenie kilku nie spowodowało przerwania ostrzału bo na miejsce uszkodzonych podprowadzano nowe, uszkodzone zaś naprawiano. Także i świeżo zbudowane balisty strzelały na tyle szybko ile to było możliwe. Ostrzał trwał praktycznie od wschodu do zachodu słońca.
Kiedy dzień się kończył do walki wkraczali łucznicy. 1000 łuków ostrzeliwało systematycznie pozycję żołnierzy Jerozolimy na murach. A gdy tylko wieczór zapadał, łucznicy podpalali swe strzały i strzelali powyżej murów tak by trafić w jakieś budynki w mieście i je podpalić. Strategia skuteczna choć obrońcy dość szybko gasili pożary. Nie mniej z dnia na dzień oblężenie powoli stawało się uciążliwe dla łacinników, bowiem ciągle musieli naprawiać szkody oraz gasić pożary.

Na wschodnim horyzoncie ukazały się chorągwie gruzińskie przowadzone przez Eristawiego Lasha z Kldekari (1000 lekkozbrojnej jazdy, 1000 piechoty, 600 łuczników, 400 ciężkozbrojnych). Jego posłańcy dotarli o świcie kolejnego dnia, pierwszego ranka miesiąca sierpnia. Przynieśli oni także Królowi Dawidowi wieści, iż wieczorem na pole walki przybędą także Alanowie pod Huddanem: 200 konnych jeźdźców z łukami refleksyjnymi, 400 piechurów w skórzanych zbrojach, 200 łuczników górskich i 200 ciężkozbrojnych z toporami. Wojska nowoprzybyłe staną od wschodniej strony miasta Theodosiopolis, tym samym miasto będzie już całkowicie otoczone, nie jak wcześniej gdy od wschodu roiło się jedynie od bardzo częstych partoli gruzińskiej ciężkiej kawalerii.
Re: Wielka Wojna Domowa
: 01 sie 2025, 23:59
autor: Maurycy Orański
-Panowie, Bracia, wyboru nie ma. Trzeba nam bitwy. Te mury są mocne, ale trebuszy nie wytrzymają. Katapulty-zaczął swoją wypowiedź król. Na jego twarzy było widać zmęczenie przedłużającą się wojną. Co noc widział w snach twarze swoich podkomendnych którzy polegli i budził się z myślą że ich zawiódł. On, który winien był doprowadzić ich bezpiecznie do domów.
-Może katapulty byłyby zbyt słabe. Ale nie te kolosy. Myślałem że wytrwamy do czasu aż przyjdzie cesarz, ale teraz w to wątpię. Nie wiemy jak toczą się koleje wojny w Helladzie. Może oni też napotkali problemy i nie dotrą tu zbyt szybko. Sama z siebie odległość jest niemałą.-dodał po chwili, coraz bardziej zdecydowanym i rzeczowym głosem.
-Jeśli będziemy czekać to oni będą podgryzać i męczyć nasze siły ciągłym ostrzałem. A potem wydadzą tym słabszym i umęczonym wojskom bitwę na własnych zasadach. Bóg mi świadkiem że chciałem uniknąć krwii... Naszej Ale koniec z tym. Teraz albo nigdy. Zwycięstwo albo śmierć.- nie był to krzyk, ale przy tych słowach oczy króla, wcześniej nieco puste, nabrały ognia.
Dalej przystąpiono do omawiania planu. Wszyscy zgodzili się na propozycję króla i tylko dopracowano szczegóły oraz podzielono role. Wielki Komandor pomysłowo zaproponował aby wydać Ormianom i Grekom, którzy mogliby być uznani za bardzo podobnych do Kartweli, tuniki zakonne. Tym dla których nie starczyło zrobiono naprędce coś w rodzaju krótkich białych szkaplerzy jak u mnichów. Pomagali w tym miejscowi krawcy i szwaczki żywo zainteresowani nie wpuszczeniem po raz drugi okupantów. Czekano do zapadnięcia zmroku.
-Czekajcie dłużej. Niech pokładą się spać. A my zapewnimy tym bandytom sen wieczny.-rozkazał król.
Godzinę później,jak największej ciszy, wojsko uszykowało się do ataku. Wkrótce itwartebramy miasta ukazały taką biel jakby kto mąkę do nich wsypał. Białe były tuniki zakonne, większości rycerzy Jerozolimy, a teraz również i wschodni wojownicy stali cali na biało. Wkrótce ta "mąka" wysypała się na zewnątrz. Wtedy w obozie oblegającej armii powstał harmider. Nim król Dawid zdołał się połapać to jazda rzymska zsiadła z koni i zaczeła drapać się na mury. W tym samym czasie giermkowie i mieszczańscy ochotnicy brali po dwa konie i odprowadzali je zaraz do miasta by potem dołączyć do piechoty postępującej za kawalerią. Dzięki białości mundurów król Maurycy obserwujący pole bitwy z wysokości murów mógł dostrzec odpowiedni moment na zapalenie pochodni. Był to umówiony znak dla piechoty aby część oddziałów zmieniła marszrutę i biegiem uderzyła na inny, wyznaczony odcinek murów podczas gdy ich towarzysze zwiążą walką wroga. Opóźniony czas reakcji dowódców gruzińskich dał czas na przełamanie obrony w niektórych miejscach. Przełamanie, a raczej nadwątlenie, bo w obozie za wałem walka rozgorzała na nowo. Król wiedział że nic więcej nie da się zrobić więc poprowadził resztkę wojska, czyli kanonierów i część mieszczan na ten odcinek wałów który uznał za najsłabszy. Okrzyki o przybyciu króla, którego znać było po tunice i krzyżu pektoralnym na niej, przestraszyły Kartweli którzy myśleli że przybyły wyborowe jednostki. Wojska królewskie uderzyły mocniej i z wielkim krzykiem. Tym sposobem już i tak najcieńsza linia pękła.
-Udało się! Bóg jest z nami! Christos Nika! Bóg tak chce!-krzyczał władca przebijając kolejnego piechura swoim mieczem. Okrzyki te, podawane z ust do ust rozbiegły się po całym polu bitwy. Wkrótce jednak nadszedł kontratak. Gwardia królewska niczym walcem zmiażdżyła zarówno swoich jak i łacinników.
Ktoś z Ormian poznał że Kartwele krzyczą "nasza jazda! Tratują nas! I powiedział to innym aby tak krzyczeli. To zasiało panikę wśród pieszych. Zwłaszcza że gwardia szykowała się do drugiej szarży. Tym razem dzięki sprytnemu zabiegowi jednego człowieka wojska łacińskie były przygotowane i związały wroga walką. Znając zbroje katafraktów bizantyjskich rycerze wiedzieli sami i radzili piechurom gdzie uderzać. Konie w wielkiej liczbie szybko popadały, a z nimi gwardziści. Poznawszy się na podstępie, ale widząc porażkę najlepszych ludzi wrogowie tracili wolę walki. Jeszcze kilkadziesiąt minut minęło nim król dał rozkaz do odwrotu widząc że ludzie mu podlegli ustępują pola wrogowi. Dzięki decyzji w tym momencie atak nie zamienił się w rzeźnię, a składny marsz tak by połączyć się z synem i Alanami. Po dwóch godzinach pościgu Maurycy kazał żołnierzom odpocząć co pozwoliło Gruzinom ujść. Straty po obu stronach były ciężkie. Pewno w tysiącach. Dodatkowo w ferworze walki wiele kartwelskich koni, zostawionych samych sobie uciekło lub zostało zabitych a cały obóz wpadł w ręce zwycięzców. Przybysze z Kaukazu nie powiedzieli jednak ostatniego słowa.
Re: Wielka Wojna Domowa
: 04 sie 2025, 22:45
autor: Maurycy Orański
W ciągu czterech dni po bitwie żołnierze odpoczywali i leczyli rany. Ochotnicy znający się dobrze na koniach ruszyli natomiast uzupełnić stan zwierząt w armii. Kilkanaście sztuk udało się kupić w okolicy, ale na skutek rekwizycji niewiele już było w posiadaniu miejscowych wolnych wierzchowców czy nawet koni jucznych lub pociągowych. Król zabronił natomiast zabierać siłą. W zamian wyasygnował spore środki by konie kupowano nawet za dwu lub trzykrotnie wyższą cenę. Byle nie kojarzyć się z najeźdźcą i grabieżcą. Poza kupnem, sprawniejsi w tropieniu znajdywali konie które uciekły po bitwie i je łapali by przyprowadzić do obozu.
Po niedzieli, arcybiskup zdecydował że czas udać się na wschód, dokąd uciekli wrogowie.
Armia uszykowała się według zwykłego porządku. W składzie awangardy jazda grecka i armeńska wzmocniona rycerstwem, za nimi piechota. Na końcu wozy i reszta rycerstwa. W oddaleniu, na straży lekkokonni pilnowali by nie doszło do ataku z zaskoczenia.
Re: Wielka Wojna Domowa
: 06 sie 2025, 12:40
autor: Piotr Asen
Pod wieczór trzeciego dnia po przybyciu Bułgarów, straże na murach Nikomedii ujrzały złowrogą chmurę kurzu na zachodnim horyzoncie. Rosła z każdą chwilą, aż wreszcie wyłoniły się z niej pierwsze chorągwie armii uzurpatora. Maszerowała w potężnym, choć nieco zdyszanym po pościgu, szyku. Na przedpolu miasta rozwinęła się jak złowieszczy kwiat. Na czele szły bandony ciężkiej piechoty, za nimi maszerowała lekka piechota i łucznicy. Na skrzydłach ustawiała się jazda: ciężka i lekka. W tle, pod osłoną oddziałów, rozładowywano baterię balist Nicefora oraz baterię katapult i wież oblężniczych z Nicei. Ogrom tej siły – blisko 7400 żołnierzy i 36 maszyn – był przytłaczający dla obserwatorów na murach.
Topotērētēs, nowo mianowany dowódca garnizonu nicejskiego, płonący żądzą rewanżu za upokarzający pościg i widok zdobytej Nikomedii, nie mógł się powstrzymać. Widząc wyraźnie brak głównej bramy i prowizoryczną barykadę w jej miejscu, uznał to za słabość, którą można natychmiast wykorzystać. Bez oczekiwania na pełne rozłożenie machin czy wyraźny rozkaz Nicefora (który prawdopodobnie rozważał bardziej metodyczne podejście), Topotērētēs poderwał do natarcia kilka bandonów lekkiej piechoty (ok. 800-1000 ludzi), wspieranych przez jeźdźców lekkich (ok. 400 ludzi) mających osłaniać ich skrzydła i siać zamęt. Atakujący rzucili się w kierunku wyłomu z dzikim wrzaskiem, licząc na zaskoczenie i przełamanie słabej, ich zdaniem, barykady. Spotkał ich jednak grad bułgarskich strzał. Łucznicy Asena, ukryci na murach i wieżach flankujących zniszczoną bramę, zasypali nacierających śmiercionośnym deszczem. Kiedy pierwsze szeregi dotarły wreszcie do samej barykady z worków ziemi, wozów i gruzu, uderzyli w nią zwartym murem tarcz i włóczni Bułgarzy (400 piechurów). Walka zawrzała na wąskim przejściu. Bułgarscy konni, walczący pieszo (600 ludzi), stanowili drugą linię, gotową do kontrataku. Atak lekkiej piechoty i jazdy załamał się w krwawej jatce pod murami, nie mogąc sforsować zaimprowizowanej, lecz zaciekle bronionej przeszkody. Pozostawiając dziesiątki poległych i rannych pod barykadą, niedobitki w popłochu wycofały się pod osłonę swoich łuczników i cięższej piechoty, która zaczęła się formować do bardziej zorganizowanego natarcia.
Ten krwawy i bezowocny wypad ostudził zapał oblegających. Nicefor, obserwujący całą scenę, wydał rozkazy. Armia uzurpatora rozpoczęła systematyczne otaczanie miasta, blokując wszystkie drogi wyjścia. Rozpoczęto budowę warownego obozu na bezpiecznym dystansie od murów, z wyraźnie wytyczonymi ulicami, miejscami dla dowódców i – co najważniejsze – stanowiskami dla machin oblężniczych. Balisty, katapulty i potężne wieże zaczęto powoli, metodycznie przygotowywać do działania. Dymy z obozowisk wroga i widok rozkładanych maszyn były złowrogim znakiem dla obrońców Nikomedii. Krwawy, porywczy atak się nie udał. Teraz zaczynało się prawdziwe oblężenie, a nad miastem zawisła ciężka, groźna cisza przed długotrwałą burzą. Nicefor nie zamierzał ponownie rzucać swych ludzi na mury bez przygotowania. Czas i maszyny miały pracować na jego korzyść.
Re: Wielka Wojna Domowa
: 09 sie 2025, 21:05
autor: Maurycy Orański
Dni kluczenia po górach mijały na nieustannych patrolach, wartach i chwytaniu za rękojeść miecza za każdym trzaskiem łamanej gałęzi czy choćby kamyczka który spadał po zboczu. Kontaktu bojowego jednak nie było. W środę wieczorem armia dotarła do wioski, a raczej tego co z niej zostało. Popalone chaty, owce, bydło i inne zwierzęta, a raczej ich resztki, wałęsające się po okolicy. Ludzi natomiast nie było. Przynajmniej żywych, bo kilka trupów leżało na ziemii. Ci ludzie zostali zakłóci włóczniami i pocięci mieczami. W niewielu ciałach tkwiły jeszcze strzały. W tych, doświdczone oczy Ormian rozpoznały wyroby alańskich rzemieślników. A więc wróg był blisko. Aczkolwiek na razie nie zaprzątało to głowy wojowników króla.
Perspektywa świeżego mięsa i mleka ucieszyła ludzi którzy ochoczo zabrali się do łapania zwierząt, a następnie do dojenia oraz uboju i przyrządzania. Pojedzeni żołnierze pokładli się spać bez rozbijania obozu. Nie zapomniano jednak o wystawieniu wart. Dla wszelkiego bezpieczeństwa wystawiono jednak straże. Jednakże jedyne dźwięki jakie można było słyszeć tej nocyto były nawoływanie górskich zwierząt oraz szum drzew. Kolejnego dnia żołnierze zostali obudzeni zaraz po wschodzie słońca by kontynuować marsz na południe. W czasie drogi, w okolicach Romanopolis, na jedną z maszerujących kolumn wpadł poczet posłańcem z królestwa. Informował o upadku i złupieniu Samosaty oraz marszu wroga na Edessę.
Dowódca łaciński nie zastanawiał się długo.
-Artyleria? W przepaść. Namioty i sprzęt obozowy? Zaraz za artylerią. Żywność? Zostawić. Brać tylko tyle ile zmieści się na koniu. Naprzód!
Pomknęli w kierunku Edessy. Po drodze mijali ślady przemarszu armii kartwelsko-alańskiej: ruiny i ciała lub zupełną pustkę oraz ludzi bez dachu nad głową. To im zostawiali swoje wozy z żywnością. W miarę jak taboru ubywało, zwiększała się prędkość marszu. Noc z piątku na sobotę armia spędziła już w Sevaverag, w hrabstwie Edessy. Z jakiegoś powodu, to miasto zostało oszczędzone. Nikt jednak nie wiedział czy ostatecznie, więc do armii dołączyło kilkuset ochotników. Wzmocniona armia pomaszerowała w kierunku Edessy do której dotarła przed sobotnim wieczorem. W mieście spotkało wojowników kolejne zaskoczenie. Edessa również nie była naruszona, choć o niebezpieczeństwie świadczyła obecność naprędce zorganizowanej straży miejskiej. Kasztelan wyjaśnił że armia wroga przemaszerowała poprzedniego dnia obok miasta. Nikt z Edessan nie wiedział z jakiego powodu. Konetabl, stojący na czele armii natychmiast połączył to z obecnością króla w stolicy. Wróg, jak sądził, jakimś sposobem szybko się o tym dowiedział i postanowił schwytać monarchę, który na szczęście był bezpieczny, bo znajdował się w tym czasie na morzu, w drodze do swojej armii. Jednakże nie należało ignorować możliwości upadku Świętego Miasta Jerozolimy Jej utrzymywanie przez wroga spowodowało by konieczność oblegania niedawno, prace rozpoczęto bowiem niewiele przed wojną, wzmocnionych na zlecenie Maurycego fortyfikacji. Ten fakt mógłby być potężną kartą przetargową w rękach najeźdźców, którzy być może już są świadomi że tej wojny nie wygrają..