Strona 16 z 16

Re: Wielka Wojna Domowa

: 20 lut 2026, 22:37
autor: Maurycy Orański
Podczas gdy połączone floty leczyły rany i uzupełniały zapasy w bezpiecznej zatoce Chalcedonu, celebrując udane rajdy, Morze Czarne pozostało całkowicie puste. Dowódcy, pewni swego sukcesu po tygodniu, w którym wrogowie dosłownie zapadli się pod ziemię, nie zostawili na wodach Pontu ani jednego okrętu wojennego. Nikt nie pilnował szlaków, nikt nie obserwował horyzontu.
Dziesięć dni wytchnienia w Chalcedonie dobiegło końca. Flota Cesarstwa i Jerozolimy, po uszczelnieniu kadłubów, wymianie połamanych wioseł, uleczeniu lżejszych ran i naładowaniu ładowni świeżą wodą oraz jedzeniem, była gotowa do powrotu na łowy, zwłaszcza że siatki szpiegów, zarówno cesarskich jak i królewskich, w głębi Anatolii w końcu przysłały wieści o ruchu na wschodzie. Wróg się przegrupowywał.
O poranku dziewiętnastego lutego nad Bosforem rozległ się dźwięk rogów. Król-Arcybiskup Maurycy stał na rufie "Świętego Maurycego". Ponownie miał na sobie bojową kolczugę. Na zbroję narzucił jedynie biały płaszcz z jerozolimskim krzyżem.
Dowódcy poszczególnych eskadr otrzymali nowe rozkazy.
– Morze Czarne myśli, że zasnęliśmy! – zawołał Maurycy do swoich oficerów, zanim rozeszli się na okręty. – Zostawiliśmy im pusty szlak i Dagato wraz bandą wciąż żyje i ma się dobrze. Naszym zadaniem nie jest już tylko straszyć. Naszym zadaniem jest uderzyć tak by ci rozbójnicy już nie wstali! Podnieść kotwice!
Jeden po drugim, niczym drapieżniki ruszające na polowanie, okręty opuszczały zatokę. . Pojedyncze patrole zastąpiono potężnymi grupami uderzeniowymi, które miały żeglować wspólnie i wspierać się ogniem.
Maurycy połączył swoją eskadrę z ciężkimi, frankijskimi galerami łacińskiego admirała Roberta. Potężna dromona Aleksego dostała jako wzmocnienie i oczy lżejsze okręty Demetriusza. Młody Nikeforos miał żeglować ramię w ramię z odwodami logistycznymi Konstantyna. Z kolei bracia bliźniacy, Bazyli i Teofil, wzstali wzmocnieni przez okręty Teodora.
Jeden po drugim, zespoły opuszczały zatokę. Dromona Aleksego Strategosa ruszyła jako pierwsza w asyście lekkich okrętów Demetriusza, kierując się na wschód, podczas gdy pozostałe grupy uderzeniowe rozwinęły się w poszukiwawczą tyralierę, gotowe zająć się każdym, kto odważy się wbić wiosła w wody "ich morza".
Dwudziestego lutego pogoda sprzyjała flocie rzymskiej. Wiatr był chłodny, ale równy, a niebo wolne od mgieł, które tak bardzo utrudniały pierwsze patrole na p
Zespół uderzeniowy Maurycego i Roberta powrócił do wschodniego sektora, przeczesując wody daleko na wschodzie, mijając zablokowaną Synopę i zbliżając się do szlaków prowadzących ku Trapezuntowi. Załogi były wypoczęte, a morale wysokie, Około południa małe galery wyznaczone do zadań zwiadowczych zameldowały o dostrzeżeniu wrogich jednostek. Nie były to jednak ociężałe statki handlowe, uciekające w panice, jak te z pierwszych tygodni walk na morzu. Na horyzoncie majaczyły dwie sylwetki okrętów o dziwnym profilu – smuklejszych, zbudowanych na włoską modłę, ale wyraźnie dozbrojonych.
Maurycy zmrużył oczy, obserwując je przez gęstniejące na falach słoneczne odblaski.
– Dagato nie zasypywał gruszek w popiele, gdyśmy odpoczywali– mruknął do kapitana swojego flagowca. – Przysłali mu posiłki przez te spokojne dni. Albo zbroi swoje statki kupieckie na potęgę.
Wrogie jednostki nie próbowały panicznie uciekać. Trzymały dystans, żeglując tuż przy granicy płycizn, obserwując poczynania łacinników. Były szybkie. O wiele szybsze niż ociężałe handlowce, z którymi mieli do czynienia wcześniej.
– Chcą nas sprowokować do pościgu na skały – ocenił Maurycy, opierając dłonie o reling. – Albo wybadać nasze siły i wciągnąć w zasadzkę. Te kadłuby są zbyt smukłe, uciekną nam na płyciznach, a jeśli mają tam wsparcie, odetną nam odwrót.
Król wahał się. Miał potężne okręty, ale nie chciał ryzykować osadzenia ich na dnie dla dwóch małych zwiadowców. Po chwili odrzucił chęć natychmiastowego uderzenia. Doświadczenie wzięło górę nad brawurą.
– Zmiana kursu – rozkazał stanowczo Maurycy. – Nie zagramy w ich grę na ich warunkach. Płyniemy na zachód, by ściągnąć tu grupę Aleksego z Demetriuszem albo eskadrę Bazylego. Dopiero gdy zbierzemy jeszcze większe siły i otoczymy ich kordonem, zbadamy, co dokładnie kryją te włoskie potworki. Czart wie, co jeszcze znajdziemy u Kartwelów.
Dano znać pozostałym jednostkom. Okręty zwinęły ostro zmieniły kurs, trzymając bezpieczny dystans od wrogich zwiadowców. Polowanie na otwartych wodach Pontu rozpoczęło się na nowo, ale Król-Nobelissimos wiedział, że tym razem wróg nie jest już bezradną zwierzyną, lecz drapieżnikiem, który również potrafi zastawiać wnyki.