Strona 15 z 15

Re: Wielka Wojna Domowa

: 27 lis 2025, 15:16
autor: Aleksy I Komnen
Wieść nadeszła z Melitene wraz z powracającym cesarskim kurierem. Maurycy Orański dokonał niemożliwego – nie tylko powstrzymał turecką nawałę, ale i kupił dla Cesarstwa cenny czas. Dwa lata rozejmu. Aleksy I nie marnował ani godziny. Gdy tylko wiadomość dotarła do obozu pod Seleucją, dał rozkaz do wymarszu. Armia, wypoczęta i zaopatrzona, poruszała się ze sprawnością, która czyniła zaszczyt jego logistykom i dyscyplinie żołnierzy.
Marsz na północ, w głąb Anatolii, był triumfalnym pochodem przez ziemie dotąd wierne uzurpatorowi. Miasta i twierdze, pozbawione nadziei na odsiecz, otwierały swoje bramy na widok purpurowego labarum i cesarskich sztandarów. Opór stawiał tylko garstki fanatyków, łatwo rozbijanych przez wojska cesarskie. Wreszcie, po kilkunastu dniach forsownego marszu, na horyzoncie ukazały się potężne mury Ikonium. To miało być serce oporu – twardy orzech do zgryzienia.
Miasto nie zamierzało się poddać. Bramy były warownie zamknięte, a na murach widać było gęste szeregi obrońców. Aleksy rozkazał rozłożyć obóz z wszelkimi zasadami sztuki oblężniczej. Otoczył miasto pierścieniem okopów i palisad, odcinając je całkowicie od świata. Wysłał parlamentariuszy z ostatnią ofertą łaski. Odpowiedzią był grad pocisków i wrzaski odmowy.
Oblężenie przeciągało się. Minął miesiąc. Dwa przeprowadzone szturmy, mimo desperackiej odwagi legionów i waregów, rozbiły się o zacięty opór i potężne umocnienia. Straty były dotkliwe, a morale zaczęło niebezpiecznie opadać. W odpowiedzi Aleksy kazał zbudować potężny trebusz. Dni i noce wypełnił terkot lin i rytmiczny huk uderzających w mury głazów. Kamień po kamieniu, cierpliwie i metodycznie, machina zaczęła kruszyć dumne fortyfikacje Ikonium. W końcu, w kilku miejscach mur zachwiał się wyraźnie, ukazując głębokie szczeliny.
Widząc pogarszającą się z godziny na godzinę sytuację, Aleksy, nim wydał rozkaz do decydującego ataku, wysłał po raz ostatni emisariuszy. Tym razem w mieście zapanowała cisza. Po kilku godzinach, na murach pojawili się dostojnicy miasta. Ich głos był złamany, a słowa proste: poddadzą miasto, jeśli cesarz zagwarantuje wszystkim – żołnierzom i cywilom – bezpieczne opuszczenie murów z dobytkiem, który będą w stanie unieść własnymi rękami.
Cesarz zwołał naradę. Niektórzy z jego strategów domagali się krwawego odwetu za opór i straty poniesione w szturmach. Aleksy I jednak, po wysłuchaniu argumentów, podjął decyzję.
– Nie przyszliśmy tu, by siać rzeź. Przyszliśmy, by przywrócić ład. Ich duch jest złamany, a miasto i tak wpadnie w nasze ręce. Niech idą. Niech rozniosą wieść o cesarskim miłosierdziu i sile.
Warunki zostały przyjęte. Miasto otworzyło bramy. Przez dwa dni Aleksy obserwował z swojego wzgórza niekończący się korowód ludzi opuszczających Ikonium. Była to ponura procesja pokonanych, wlokących swój skromny dobytek w niepewną przyszłość. Gdy ostatni z nich zniknął za horyzontem, cesarska armia, w szyku bojowym, wkroczyła do opustoszałego miasta. Klucz do centralnej Anatolii wreszcie znalazł się w jego dłoni. Teraz droga wiodła dalej, na północ, celem opanowanie Pyzydii, a także nieco na wschód Kapadocji.