Wielka Wojna Domowa

Awatar użytkownika
Maurycy Orański
Nōbelissimos
Posty: 593
Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11
Lokalizacja: Jerozolima

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Maurycy Orański »

Tebusze I katapulty pracowały nieustannie, krusząc mury za każdym trafieniem mury miasta i twierdzy. Kolejny tydzień ostrzału zaczynał przynosić wymierne efekty. Dwudziestego dziewiątego kwietnia runęła jedna z baszt miejskich, znajdująca się przy głównej bramie.
Już wcześniej, komendant, widząc, że mur lada chwila runie, nakazał znoszenie worków z piaskiem, pni i gruzu, by rozpaczliwie łatać powstałą dziurę improwizowaną barykadą.
– Nieprzyjaciel spalił nasze tarany i ocalił swoje żelazne wrota – zauważył król, wskazując na nietkniętą główną bramę.
-Lecz my nie potrzebujemy już bramy, skoro mamy wyłom.-kpiąco rzucił król Hetum.
-Panowie, jeśli to poprawnie rozegramy to wieczerzać będziemy już w zamku- powiedział Orański
-Nie pójdziemy wszyscy na wyrwę bo to byłoby zbyt oczywiste. Tam czeka nas krew. Będziemy szturmować w czterech miejscach aby rozproszyć wroga. Na wyrwę ruszę ja na czele gwardii i Templariuszy. Król Hetum wraz ze swoimi Ormianami i hufcami z północnej części królestwa ruszy po bokach wyłomu, ale w odległości najmniej stu kroków. Resta wojsk Jerozolimy uderzy z południowej strony- monarcha wydał przygotowane już wcześniej dyspozycje.
Zanim jednak wodzowie rozjechali się do swoich oddziałów, Maurycy – uniósł prawą dłoń w geście błogosławieństwa.
– Idźcie z Bogiem, bracia – rzekł kreśląc w powietrzu znak krzyża nad pochylonymi głowami wodzów. – Niech chroni was wstawiennictwo świętego trybuna Kwiryna oraz świętego rycerza Adjutora, których pamięć Kościół czci w dniu dzisiejszym. Byli wojownikami tak jak wy i wiedzą, czego wymaga nadchodząca bitwa.
Zgodnie z przewidywaniami Maurycego, wróg dostrzegł zagrożenie i rzucił wszystkie swoje siły na obronę wyłomu. Król, zsiadłszy z konia, osobiście poprowadził natarcie na barykadę. Obok niego, ramię w ramię, bój toczyli Rycerze Świątyni w białych płaszczach z czerwonymi krzyżami.
Gruzini ciskali z góry głazami, lali wrzący olej i dźgali długimi włóczniami. Zbroje chrzęściły pod ciosami toporów, a ludzie zsuwali się po zdradliwym, sypkim gruzie prosto w fosę.
W tym samym czasie, Hetum i jego ormiańscy wojownicy, wsparci wojskami z północnego Lewantu, dopadli murów ponad sto kroków od głównego piekła. Pod osłoną weneckich strzelców błyskawicznie postawili długie drabiny oblężnicze. Okazało się, że w tym miejscu przeważają oddziały lekkozbrojnych członków pospolitego ruszenia, bo Gruzini po prostu nie mieli wystarczających sił, a najlepsze wojsko rzucili przeciw królowi. Ormianie wdarli się na mury z dzikim krzykiem. Ciężkie, łuskowe zbroje szlachty cylicyjskiej odbijały ciosy obrońców jakby ich broń była z drewna. W tym samym czasie, od strony południowej, reszta wojsk Jerozolimy sforsowała fortyfikacje bronione przez podobne siły.
Gruzińscy obrońcy wyłomu, zaciekle walczący z Królem, nagle zorientowali się, że z ich flanek i tyłów, z murów i wewnętrznych schodów, zbiegają setki Ormian króla Hetuma oraz zbrojnych z Jerozolimy. Zostali otoczeni we własnej twierdzy. Wielu uznało że najlepszym rozwiązaniem będzie się poddać Ci przeżyli. Inni padli pod ciosami zwycięzców.

Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau
z łaski Boga król i arcybiskup Jerozolimy,
Nobelissimos
Obrazek
Awatar użytkownika
Maurycy Orański
Nōbelissimos
Posty: 593
Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11
Lokalizacja: Jerozolima

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Maurycy Orański »

Sióddego maja słońce nad Pontem świeciło już mocno, zapowiadając nadejście gorącego, anatolijskiego lata. Zbrojny obóz wokół zrujnowanej Kolonei, choć powoli zwijany, przez niemal tydzień po zdobyciu twierdzy pozostawał w miejscu. Maurycy Orański nie zamierzał ruszać dalej, dopóki nie zabezpieczy owoców swojego pierwszego zwycięstwa.
Setki ocalałych obrońców, stanowiły poważny problem. Maurycy nie miał zamiaru dokonać rzezi na pokonanych, ale nie zamierzał też puszczać ich wolno. Postanowił oddać ich w ręce królowej Izabeli.
Zanim zwinięto namioty, Maurycy zwołał wszystkich dowódców na ostatnią naradę wojenną.
-Zanim zapuścimy się w dzikie góry Gruzji i rzucimy wyzwanie głównym siłom wroga na wschodzie, musimy zabezpieczyć nasze tyły i północną flankę-zaczął król
Przesunął sztyletem po pergaminie, wbijając ostrze w punkt leżący na północny zachód od ich obecnej pozycji, w głębi pontyjskich dolin.
– Neocezarea – wyartykułował wyraźnie Maurycy.
– Zostawienie Neocezarei w rękach wroga za naszymi plecami byłoby wojskowym samobójstwemGdy tylko wejdziemy w wąwozy prowadzące do Gruzji, ich kawaleria wyjdzie z Neocezarei i przetnie nasze linie zaopatrzeniowe. Zablokują nas w górach, a wtedy nieprzyjaciel nas zmiażdży.-dokończył z kamienną twarzą.
Trzy godziny później, długa na kilka mil kolumna zbrojnych opuściła ostatecznie dolinę Kolonei. Prowadzili ich lekkozbrojni ormiańscy zwiadowcy, a za nimi postępowała główna siła armii.

Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau
z łaski Boga król i arcybiskup Jerozolimy,
Nobelissimos
Obrazek
Awatar użytkownika
Maurycy Orański
Nōbelissimos
Posty: 593
Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11
Lokalizacja: Jerozolima

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Maurycy Orański »

Gdy dwunastego maja przednie straże króla Hetuma dostrzegły mury Neocezarei, armia nie zwolniła. Przeciwnie – Maurycy rozkazał rozwinąć szyki w pełnym biegu, demonstrując przed obrońcami swą liczebność. Armia okrążyła w szyku i pełnym rynsztunku miasto aż trzykrotnie, a słońce odbijało się od stalowych hełmów i kolczug.
Upadek Kolonei odbił się w mieście szerokim echem. Zbiegowie i kupcy przynieśli wieści o losie twierdzy. Kiedy więc pod mury Neocezarei podeszła ta sama armia niosąca sztandary z czerwonym lwerm i jerozolimskim krzyżem, wśród mieszkańców zawrzało. Gruziński komendant, kilka dni wcześniej, wydał rozkaz dokonania rekwizycji żywności na rzecz garnizonu. Nie obyło się bez rozlewu krwi oraz ofiar śmiertelnych pośród tych którzy postanowili bronić, często ostatnich, zapasów żywności. Teraz obecność armii stanowiła iskrę. Z południowych, gęsto zabudowanych dzielnic dobiegł ryk tłumu. Mieszczanie, uzbrojeni w narzędzia, noże rzeźnickie, ukryte miecze i pałki, rzucili się na patrole gruzińskiego garnizonu oraz miejsca związane z władzą okupacyjną. Dym z podpalonych budynków uniósł się nad miastem, widoczny z miejsca gdzie stała armia oblegających. Rebelianci, ponosząc ciężkie straty, rzucili się na straże pilnujące mechanizmów podnoszących kraty w bramach. Po kilkunastu minutach zmagań, krata wschodniej bramy zadrżała, by po chwili ze zgrzytem zacząć piąć się w górę.
Maurycy błyskawicznie dobył miecza.
– Los nam sprzyja, a Bóg wynagradza odwagę uciśnionych! – ryknął Król-Arcybiskup.
Królewska gwardia, rycerze Jerozolimy i bracia w białych płaszczach nie czekali na tabor ani na resztę piechoty. Runęli naprzód niczym stalowa lawina, gnając przez przedpole pod sporadycznym ostrzałem ze zdezorientowanych wież. Gruziński garnizon, walcząc z krwawym powstaniem na ulicach, nie zdołał przerzucić odpowiednich sił, by zamknąć na wpół otwartą bramę.
Gdy spieszeni bracia i rycerstwo wdarli się w mury, liczba padających Gruzinów uległa drastycznemu zwiększeniu. Nie mierzyli się oni już z rozemocjonowanym tłumem cywili, a doświczonymi i świetnie wyszkolonymi wojownikami. Obie połączone siły zepchnęły wroga za murów.
Walka przeniosła się w wąskie, zadymione uliczki Neocezarei. Garnizon wroga znalazł się w kleszczach między elitarnymi rycerzami Maurycego a rozwścieczonym ludem miasta. Upadek twierdzy nastąpił za kilka godzin.
Przez cały 13 maja, Maurycy i Hetum musieli skupić się na przywróceniu porządku. Królewskie oddziały, patrolowały ulice, zapobiegając samosądom i innym niepokojom. Gniew mieszkańców na dawnych okupantów był tak potężny, że wielu jeńców musiało zostać natychmiast uwięzionych w donżonie, by uchronić ich przed linczem.
Czternastego maja miasto powoli zaczęło wracać do życia, a dowódcy zebrali się w ocalałej, wielkiej sali cytadeli, by zaplanować kolejny ruch. Droga na Kaukaz stawała powoli otworem.
Maurycy pokiwał głową.
– Nie uderzymy od razu na samo serce wroga – zdecydował Orański – Dagato Kachaberisdze mógł schronić się w Trapezuncie, ale jego siły muszą kontrolować przełęcze. Kolejnym naszym celem musi być Paipert.
– Jeśli zdobędziemy Paipert, całkowicie zabezpieczymy wschodnią flankę i zyskamy doskonałą bazę wypadową do uderzenia na Kaukaz – potwierdził Maurycy. – Przygotujcie tabory. Jutro rano wyruszacie.
Zapadła krótka cisza. Słowo "wyruszacie" zabrzmiało niezwykle wymownie.
– Mówisz "wyruszacie", a nie "wyruszamy"- zauważył ostrożnie Hetum.
-Niestety, muszę was opuścić. Wyjeżdzam do Rygi. Pod moją nieobecność, komendę będziesz trzymał ty, Hetumie-odpowiedział Orański.
Jeszcze tego samego dnia król wyruszył do Rzeczpospolitej. Następnego dnia armia ruszyła na wschód.

Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau
z łaski Boga król i arcybiskup Jerozolimy,
Nobelissimos
Obrazek
Awatar użytkownika
Aleksy I Komnen
Autokratōr
Posty: 947
Rejestracja: 07 paź 2023, 18:57
Lokalizacja: Bizancjum

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Aleksy I Komnen »

Huk uderzających głazów przez blisko trzy tygodnie stanowił jedyną muzykę pod murami Amisos. Ciężkie machiny oblężnicze, sprowadzone z niemałym trudem przez pontyjskie bezdroża, dzień i noc pluły kamieniami w stronę nadmorskiej twierdzy, krusząc centymetr po centymetrze grube mury.
W połowie maja, tuż po świcie, nadwątlona konstrukcja północnej kurtyny umocnień wreszcie poddała się sile uderzeń. Z głośnym trzaskiem, w gęstej chmurze pyłu i wapiennego dymu, potężny fragment muru runął, otwierając przed lojalistami drogę do wnętrza miasta.
– Ruszać! – krótki, gardłowy rozkaz przeszedł wzdłuż linii Waregów.
Topory błysnęły w słońcu, gdy ciężka piechota cesarska, ramię w ramię z jazdą Archontopouloi, runęła w ziejącą wyrwę. Gruzini, mimo zaskoczenia i tygodni głodu, bronili się w ruinach z wściekłością desperatów. Walka w wyłomie była ciasna i krwawa. Stal szczękała o stal, a błoto na wąskich uliczkach szybko zabarwiło się na czerwono. Aleksy I Komnen obserwował szturm z pobliskiego wzgórza. Nie musiał sam wchodzić w ten kocioł – machina wojenna, którą na powrót uruchomił w marcu, działała bez zarzutu.
Do południa opór w mieście został złamany. Kartwelowie, spchnięci w stronę portu i odcięci od jakiejkolwiek drogi ucieczki, zdali sobie sprawę z klęski.
– Kto rzuci broń, zachowa życie! – niosło się po placach Amisos obwieszczenie cesarskich heroldów. – Kto trzyma miecz, ginie na miejscu!
Większość gruzińskiego garnizonu, widząc bezcelowość dalszej walki, zrzuciła tarcze na zakrwawiony bruk. Ci jednak, którzy zaślepieni nienawiścią próbowali formować ostatnie punkty oporu w magazynach portowych, zostali bezlitośnie wycięci w pień. Wojna domowa nie znała litości dla nieprzejednanych.
Wieczorem Aleksy wjechał do zdobytego miasta przez rozbitą bramę, kierując się prosto do kwatery dotychczasowego wielkorządcy.
– Przynieś pergamin – rzucił krótko do idącego krok w krok za nim sekretarza, zdejmując ciężki, zakurzony hełm. – Trzeba rozesłać listy.
Gdy urzędnik rozłożył kałamarz, cesarz zaczął dyktować, chodząc miarowym krokiem po sali.
– Pierwszy do Piotra Asena i Geórgiosa Palaiologosa pod Synopę. Poinformuj ich, że Amisos padło, a środkowy Pont wraca pod władzę Konstantynopola. Niech mocniej zacisną pętlę wokół tamtejszych murów i nie pozwolą nikomu wymknąć się z miasta. Drugi list, o tej samej treści, poślijcie konno do króla Maurycego. Niech wie, że droga wolna, oraz że wesprę oblężenie Synopy, a on wraz z ormianami ma ruszyć na Trapezunt.
Cesarz zatrzymał się przy oknie, z którego roztaczał się widok na port, gdzie lojaliści dogaszali ostatnie pożary.
– Kilka dni na zaprowadzenie ładu, rozbrojenie jeńców i zabezpieczenie okolicy – mruknął Aleksy, bardziej do siebie niż do sekretarza. – A potem zwijamy obóz. Ruszamy na zachód, wzdłuż wybrzeża, prosto pod Synopę. Czas pomóc Asenowi i zakończyć to szaleństwo.
Aleksy I Komnen
Władca Cesarstwa Bizantyjskiego
Basileus kai Autokratōr Rhōmaíōn

Obrazek
Obrazek
Awatar użytkownika
Maurycy Orański
Nōbelissimos
Posty: 593
Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11
Lokalizacja: Jerozolima

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Maurycy Orański »

cały ciężar anatolijskiej kampanii spadł na barki króla Armenii Cylicyjskiej, Hetuma. Armia lądowa, pozbawiona swojego głównego wodza, nie straciła jednak ani na dyscyplinie, ani na sile.
Hufce Ormian, rycerzy Outremer, Templariuszy i Wenecjan opuściły Neocezareę, kierując się na wschód, wzdłuż nurtu rzeki Lykos. Zgodnie z ostatnimi wytycznymi Maurycego, ich celem była górska twierdza Paipert. Zdobycie tego grodu miało ostatecznie zabezpieczyć wschodnią flankę i odciąć siłom wroga drogę ucieczki na Kaukaz.
Góry Pontyjskie stawały się z każdym dniem coraz bardziej strome i niegościnne. Weneckie wozy z rozebranymi trebuszami skrzypiały na wąskich, kamienistych przełęczach, a ormiańskie muły ciągnęły je z najwyższym wysiłkiem. Hetum prowadził wojsko ostrożnie, wysyłając przodem lekką jazdę, spodziewając się zasadzek w każdym wąwozie. Gruzini jednak zniknęli, jakby zapadli się pod ziemię.
Dwudziestego maja, gdy awangarda dotarła do rozległej doliny stanowiącej przedpole twierdzy Paipert, marsz został niespodziewanie wstrzymany. Kolumnę dogonił bowiem mały poczet prowadzony przez bogato odzianego oficera. Był to kurier wysłany przez cesarza Aleksego.
Król Hetum przyjął gońca w swoim namiocie, w obecności najważniejszych oficerów. Kurier, ciężko dysząc, wręczył ormiańskiemu monarsze tubę z cesarską pieczęcią.
Hetum przełamał wosk, rozwinął pergamin i wbił wzrok wykaligrafowane greckie litery. Czytał w milczeniu, a jego twarz z każdą chwilą stawała się coraz bardziej napięta.
– Panie? – zapytał ostrożnie jeden z Templariuszy, widząc reakcję króla. – Jakie wieści z północy?
Hetum rzucił list na stół z mapami.
– Zmiana planów. Cesarz Aleksy nie chce, byśmy jedynie zabezpieczali flankę. Dagato siedzi w Trapezuncie z resztkami swojej armii. Cesarz chce byśmy się go pozbyli
Ormiański król popatrzył na swoich dowódców.
– Mamy rozkaz z Konstantynopola. Naszym ostatecznym celem nie jest już tylko uszczelnienie granic. Mamy uderzyć na stolicę. Idziemy na Trapezunt.
Wenecki oficer inżynierów podszedł do stołu i pochylił się nad mapą, wodząc palcem po zaznaczonych na niej pasmach górskich.
– Wasza Wysokość, Trapezunt leży na wybrzeżu, za Górami Pontyjskimi – zauważył chłodno Wenecjanin. – Jedyna droga dla naszych ciężkich taborów i maszyn oblężniczych, zdatna do przejścia przed nadejściem jesiennych chłodów, prowadzi przez Przełęcz Zigana.
– A żeby dotrzeć do Przełęczy Zigana, musimy przejść przez dolinę rzeki Acampsis – dokończył za niego Wielki Komandor Templariuszy, uśmiechając się ponuro pod wąsem.
Hetum skinął głową i wbił sztylet w mapę, dokładnie w miejsce, w którym znajdowali się obecnie.
– Paipert – powiedział król. – Twierdza stoi nam prosto na drodze do Trapezuntu. Nie możemy jej po prostu obejść, zostawiając tak potężny garnizon na naszych tyłach, ryzykując utratę taborów.
Ormiański monarcha wyprostował się, a w jego oczach zapłonął ten sam ogień, który tak często widział u Maurycego Orańskiego. Zrozumiał, że Paipert przestał być celem samym w sobie. Stał się jedynie przeszkodą, którą należało jak najszybciej rozbić w pył.
Do tego też zabrali się skrzętnie kanonierzy jerozolimscy i weneccy.

Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau
z łaski Boga król i arcybiskup Jerozolimy,
Nobelissimos
Obrazek
Awatar użytkownika
Maurycy Orański
Nōbelissimos
Posty: 593
Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11
Lokalizacja: Jerozolima

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Maurycy Orański »

Ziemia u stóp wzgórza drżała rytmicznie, jakby olbrzymi kowal uderzał potężnym młotem w głąb skały. Każdemu tąpnięciu towarzyszył ten sam, mrożący krew w żyłach dźwięk – potężny świst zwalnianych ramion, trzask naprężonego drewna i głuchy, niski szum potężnych głazów przecinających powietrze.
Król Hetum, z posępną mina, obserwował to piekło, które zgotował kartwelskiej załodze, z bezpiecznego wzniesienia. Walczył na starożytnej ziemi Ormian, a każdy strzał powodował zniszczenia. Nie było jednak innej drogi.
Wielki głaz przeleciał nad szańcami oblegających i z potwornym impetem uderzył w sam środek wschodniej baszty. Spoiwo, osłabione wcześniejszymi uderzeniami, w końcu puściło. Cały narożnik wieży osunął się z głuchym grzmotem, pociągając za sobą spanikowanych gruzińskich obrońców. W powietrze uniósł się gęsty, biały tuman wapiennego pyłu, a w murze Paipert ziała teraz szeroka, dymiąca wyrwa, usłana gruzem.
Monarcha postąpił krok naprzód, a jego dłoń mocniej zacisnęła się na rękojeści. Dowódca Templariuszy skinął głową. Zastępca Maurycego uniósł w górę swoją buławę, dając znak trębaczom by zagrali sygnał do ataku
Templariusze szli milczeniu, które przerywał jedynie ciężki, miarowy chrzęst kolczug i uderzenia żelaznych butów. Tuż za plecami mnichów-wojowników,ruszyli Frankowie z Jerozolimy.
Gdy Templariusze związali walką główne siły gruzińskie w samym centrum wyłomu, Frankowie rozlali się na boki. Z niezwykłą sprawnością, używając krótkich drabin i rąk, zaczęli wspinać się po gruzowisku na ocalałe fragmenty murów zewnętrznych. Walka wręcz zaczęła zbierać krwawe żniwo. Łacinnicy , krok po kroku, oczyszczali drogę dla reszty wojska,
Na ten moment czekał król Hetum. Gdy tylko Frankowie i Templariusze uchwycili mocny przyczółek w wyłomie, władca uniósł swój zdobiony miecz.
– Za Armenię i wiarę! – zawołał,
Ormianie runęli do ataku z dzikim,krzykiem. Tymczasem łucznicy, biegnąc zakolami, sypali bezlitośnie gradem strzał.Hetum osobiście prowadził swoich spahisów i pieszych tarczowników. Wpadli w wyłom tuż za Frankami, wnosząc do walki świeżą, niszczycielską energię. Król, walcząc w pierwszym szeregu, ciął i parował z gracją właściwą ormiańskim królom, a jego purpurowy płaszcz migotał pośród szarości kamieni i czerwieni krwi.
Gdy szturmujący wdarli się do pierwszych zaułków dolnego miasta, z piwnic i okien kamiennych domostw zaczęły wyglądać przerażone, blade twarze ormiańskich i greckich mieszkańców Paipert. Widząc purpurę Hetuma i krzyże na tarczach szturmujących, miejscowi zaczęli krzyczeć z radości. Młodzi mężczyźni, chwytając za co popadnie uderzyli na tyły gruzińskich obrońców, zamieniając odwrót wroga w bezładną ucieczkę.
Ulica prowadząca od wyłomu w górę, ku wysokiej, wewnętrznej cytadeli, zamieniła się w rzekę krwi i uciekających ludzi. Gruziński dowódca, widząc, że dolne miasto jest stracone, nakazał odtrąbić odwrót za drugą linię murów, by ocalić chociaż jądro twierdzy.
Hetum spojrzał na ciężkozbrojnych Franków z Jerozolimy, którzy opierali się na tarczach, łapiąc z trudem powietrze, oraz na Templariuszy, których kolczugi ociekały krwią . Oni dali z siebie wszystko w wyłomie.
Ormianie, dotąd ubezpieczający flanki i wspierający szturm z dystansu, byli najmniej zmęczeni. . Hetum uniósł miecz i wskazał nim uciekający kamienną drogą gruziński garnizon.
– Nie dawać im tchu! – ryczał król. – Za mną, synowie Rupena! Kto pierwszy na murach cytadeli, ten wejdzie do pieśni!
Ormianie nie czekali na uformowanie kolumn. Runęli pod górę z marszu,Byli jak górska lawina, która zbiega po wapiennych skałach Paipert. Ich lekkie sandały i skórzane buty znajdowały oparcie tam, gdzie ciężki Frank potknąłby się o własny rynsztunek.
Gruzini, uciekający w bezładzie, próbowali zaryglować potężną bramę wewnętrznej cytadeli. jednak pęd ormiańskiego natarcia był silniejszy niż mechanizmy bramy.l. Zanim zdążyła się ona zamknąć, pierwsi ormiańscy wojownicy wpadli w szczelinę. Rozpętała się tam krótka, lecz potworna rzeź. Ormianie rąbali każdego, kto trzymał dłoń na zamknięciu wrót.
Hetum, walczący na samym przedzie, własnym ciałem i tarczą zablokował opuszczającą się bronę, dopóki jego ludzie nie podłożyli pod nią belek i ciał poległych.
Wykorzystując chaos, łucznicy i kusznicy zajęli pozycje na wyższych piętrach i dachach najbliższych cytadeli domów i zasypali wroga gradem strzał niemożliwiając Gruzinom zorganizowanie jakiejkolwiek obrony .
W końcu, Ormianie wdarli się na dziedziniec cytadeli . Gruziński dowódca, oszołomiony tempem tej nawałnicy, nie zdążył nawet rozwinąć swoich rezerw. Widząc purpurowy płaszcz Hetuma rozcinający dym w samym sercu miejsca, i słysząc potężny, triumfalny ryk setek ormiańskich gardeł, zrozumiał, że gra dobiegła końca.
Wewnętrzny dziedziniec Paipert zamarł. Gruzińskie miecze zaczęły z brzękiem upadać na kamienny bruku. Szturm, przyniósł ostateczne rozstrzygnięcie

Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau
z łaski Boga król i arcybiskup Jerozolimy,
Nobelissimos
Obrazek
Awatar użytkownika
Maurycy Orański
Nōbelissimos
Posty: 593
Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11
Lokalizacja: Jerozolima

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Maurycy Orański »

Król dotarł pod mury Trapezuntu w asyście ciężkozbrojnej gwardii, gdy słońce chyliło się ku zachodowi.
Zanim orszak zdążył w ogóle dojrzeć obozowisko, uderzył w nich ciężki, odurzający zaduch.
Armia oblegała miasto zaledwie od czterech tygodni. Siły uderzeniowe liczyły nieco ponad dziesięć tysięcy zbrojnego chłopa, ale wraz ze sługami obozowymi i tysiącami koni, stworzyły na wąskim pasie lądu żywe, duszne miasto. To był wystarczający czas, by zatruć własne otoczenie. Ziemia wokół namiotów zamieniła się w cuchnące grzęzawisko. Prowizoryczne doły kloaczne szybko zaczęły zatruwać strumienie zasilające obóz. Wzdłuż błotnistej drogi Król mijał rzędy szałasów, z których dobiegały jęki – czerwonka, nieodłączny cień każdej armii, właśnie zaczynała swoje bezlitosne żniwo. Pierwszy miesiąc stania w miejscu to zawsze koniec wzniosłych pieśni, a początek walki z własnym żołądkiem i gorączką.
W oddali, za rzędami palisad i szańców, wznosiły się potężne, podwójne mury Trapezuntu. Perła Pontu, choć odcięta od świata, wciąż prezentowała się dumnie, obsadzona przez bezlitosny garnizon gruzińskich okupantów.
Pod murami, potężne trebusze skrzypiały pod ciężarem naciąganych lin. Inżynierowie, nadzy do pasa i zlani potem, pracowali jak w transie, ładując na skórzane płachty ciężkie głazy. Każdy rzut wywoływał głuchy huk, po którym następował warkot wylatujących w powietrze cegieł lub kamieni
​Odpowiedź Gruzinów z murów była punktowa, ale mordercza. Balisty miotały ciężkie, okute bełty, potrafiące przebić dwóch ludzi na wylot, a w kilku miejscach widać było czarne zgliszcza będące resztkamii machin oblężniczych, które obrońcom udało się spalić.
Gdy Król zsiadł z konia, wyszedł mu na spotkanie Hetum. Jego kolczuga była matowa od kurzu, a pod oczami miał głębokie cienie. W ciągu tych trzydziestu dni postarzał się jakby o lata.
Hetum skinął głową z szacunkiem i uścisnął zakute w stal ramię sojusznika.
– Dobrze, że jesteś, bracie – powiedział ochrypłym głosem Hetum. – Cesarz domaga się miasta, ale mamy tu ledwie kilkanaście tysięcy zbrojnych, a ta przeklęta ziemia już zaczyna nas zżerać. Zaraza w obozie rośnie z każdym dniem.
Gdy weszli do dusznego namiotu, Hetum wskazał na stół z planami umocnień.
– Frontalny szturm na mury to rzeź. Gruzini walczą jak wściekłe psy, nie ustąpią ani na krok. Wczoraj w nocy zrobili wypad przez poternę. Straciliśmy kilkudziesięciu zbrojnych i jedną wieżę, zanim zdołaliśmy zepchnąć ich z powrotem do fosy – relacjonował z chłodną, brutalną szczerością.
– Tak. Bez tego zginiemy, Hetumie – odparł cicho Król, a w jego głosie nie było cienia wahania.
Otarł brudne czoło dłonią, po czym jego wzrok nabrał drapieżnego blasku.
– Ale nie staliśmy tu bezczynnie. Nasi kopacze, pracując jak krety w tej piekielnej ziemi, cudem zdążyli. Dotarli pod fundamenty głównego wschodniego bastionu. Wyrwaliśmy ziemię, stawiając dębowe pale. Komora jest gotowa, napełniona chrustem, słomą i świńskim tłuszczem.
Hetum spojrzał prosto w oczy sprzymierzeńca.
– Musimy podpalić drewno tej nocy. Jeśli poczekamy kolejny tydzień, czerwonka zabije nam więcej wojowników niż wszystkie gruzińskie strzały razem wzięte. Kiedy ogień strawi drewno, mur runie. Wyłom otworzy się przed świtem, ale walka w gruzach będzie krwawa. Jesteśmy to winni cesarzowi. Zgadzasz się na odpalenie podkopu?
– Tak. Bez tego zginiemy, Hetumie – odparł cicho Król.
Gdy królowie wyszli przed namiot, w obozie dało się wyczuć namacalne napięcie. Wieść o szturmie rozeszła się w mgnieniu oka. Piechota zaczęła w absolutnym milczeniu formować głębokie kolumny szturmowe u wylotów aproszy.
Zgodnie z kategorycznym rozkazem Króla, dyscyplina była żelazna. Miecze pozostawały w pochwach – ani jedna głownia nie mogła zalśnić w świetle gwiazd i zdradzić ich pozycji gruzińskim strażom. Długą broń drzewcową niesiono nisko przy ziemi, a ostrza owinięto szmatami, by stłumić brzęk stali. Ponieważ środek lata przynosił duszące upały, rzadkie ogniska natychmiast ugaszono.
Mijały minuty. Czekanie wyciągało nerwy jak cięciwy aż nagle ziemia zadrżała.
Najpierw usłyszeli głuchy, nienaturalny jęk kruszonego kamienia, wydobywający się z trzewi ziemi. Fundamenty wschodniego bastionu, pozbawione strawionych przez ogień dębowych stempli, zapadły się w podziemną komorę.
Potężna wieża nieznacznie się przechyliła, po czym, na oczach uformowanej w mroku armii, pękła na pół z ogłuszającym trzaskiem. Tysiące ton ciosanego kamienia, zaprawy i krzyczących obrońców runęły w dół. Lawina z rykiem wypełniła suchą fosę, wyrzucając w niebo gigantyczną chmurę duszącego pyłu, która pożarła gwiazdy.
W miejscu bastionu ziała dymiąca rampa z gruzu.
Z tysięcy gardeł w obozie wyrwał się przeraźliwy ryk. Dźwięk bębnów i rogów wojennych rozerwał nocną ciszę, a powietrze przeciął chrzęst dobywanych mieczy. Element zaskoczenia zadziałał perfekcyjnie.
– Droga otwarta, bracie. Czas zapłacić cesarzowi jego krwawą daninę. W krwi kartwelskiej-Hetum wyciągnął miecz z pochwy.
– Ramię w ramię, przyjacielu. Za Boga i Cesarza– odparł Król. Dobył o miecza, którego głownia zalśniła w świetle pierwszych odpalanych pochodni.
Hetum uśmiechnął się drapieżnie i uniósł oręż. Obaj władcy, otoczeni murem zakutych w stal gwardzistów, ruszyli naprzód, prosto w duszącą chmurę pyłu.
Na ten znak tysiące żołnierzy runęły w stronę wyrwy. Armia, która do tej pory czekała w grobowym milczeniu, teraz krzyczała z całej siły. Napięcie i strach przed zarazą w obozie ustąpiły miejsca morderczej furii.
Zawalona wieża stworzyła zaporę z potrzaskanych, ostrych jak brzytwy głazów, połamanych belek i ludzkich ciał. To nie była płaska droga, lecz stroma, zdradliwa rampa, po której każdy krok groził skręceniem karku lub poślizgnięciem. Jednak rampa ta zasypała fosę i prowadziła prosto w głąb miasta.
Zanim opadł pył po zawaleniu wieży, pierwsze szeregi szturmujących dopadły podnóża gruzowiska. Maurycy i Hetum, chronieni tarczami swoich przybocznych, pięli się w górę wspólnie, potykając się o kruszejący budulec murów.
Na szczycie wyłomu nie było jednak pustki. Gruzini okazali się równie twardzi co skały, których bronili. Ocalali z zawalenia wieży, ogłuszeni, krwawiący, oblepieni białym pyłem jak upiory, już formowali luźny szyk, by zablokować przejście. Byli to doświadczeni weterani i zamiast uciekać, zaparli się na kamieniach.
To nie była bitwa o szykach i manewrach. W ciasnym gardle wyłomu liczyła się tylko brutalna siła i krótka broń. Długie włócznie były bezużyteczne w plątaninie ruin. Walka toczyła się w zwarciu, twarzą w twarz. Topory wbijały się w tarcze, a ludzie padali, ześlizgując się po kamieniach na własnej krwi.
Królowie parł naprzód w samym sercu rzezi. Gwardia obu władców rąbała bezlitośnie, tworząc stalowy klin, który wbijał się w obronę wroga.
Gruzini, choć zdesperowani, nie mogli powstrzymać naporu. Stracili przewagę murów, a impet uderzenia oblegających, napędzany królewskim przykładem, był obezwładniający. Krwawe stracie w wąskim gardle trwało długie minuty, ale powoli, metr po metrze, królewski klin przepychał się przez ruiny wschodniego bastionu.
Kiedy pierwsze promienie wschodzącego słońca przecięły niebo nad Morzem Czarnym, Król i Hetum stali na szczycie gruzowiska, oddychając ciężko, okryci pyłem i posoką wroga. Wyłom został zabezpieczony. Brama do Trapezuntu stanęła otworem.
-Wykończyć ich! To rzymskie miasto!-warknął król.
Jednakże, pomimo że Gruzini to okupanci, ale każdy, kto rzuci broń, ma zostać wzięty w niewolę żywy.-dodał po chwili.
Walki uliczne prowadzono metodycznie i w sposób zdyscyplinowany. Zawarte oddziały nacierały w kierunku zamku górującego nad miastem.
Sprawdzian dla królewskiego rozkazu nadszedł godzinę później, w bogatej dzielnicy kupieckiej. Adrenalina wciąż buzowała w żyłach żołnierzy. Grupa piechurów z armii oblegających, widząc bogato zdobione wrota jednego z domów handlowych, wyłamała szyk. Zaczęli uderzać toporami w dębowe drzwi, ignorując krzyki przerażonych dobiegające z wnętrza.
Zanim oficerowie zdążyli zareagować, rozległ się tętent kopyt. To Król, na czele swojej przybocznej gwardii, wjechał w uliczkę. Nie było ostrzeżeń ani procesu.
Zgodnie z królewskim rozkazem, gwardziści dopadli plądrujących. Dwóch najbardziej agresywnych żołnierzy zostało obalonych na ziemię. Zanim reszta oddziału zdążyła pojąć, co się dzieje, na rzeźbionym balkonie kamienicy wisiały już dwie pętle. Szubienicę zaimprowizowano w milczeniu i z przerażającą sprawnością. Ciała łupieżców zawisły w wąskiej uliczce jako makabryczna przestroga.
-Następnym razem zginą wszyscy- zagroził monarcha.
Wiadomość o egzekucji własnych żołnierzy rozeszła się po mieście lotem błyskawicy. Groźba Króla okazała się absolutnie realna. Żądza grabieży została zduszona w zarodku brutalnym, ale koniecznym pokazem siły.
Wojsko, choć niechętnie, utrzymało dyscyplinę. Zajmowano jedynie magazyny wojskowe garnizonu, zbrojownie i portowe arsenały, nie ruszając dobytku cywilów.
Około południa walki w Trapezuncie całkowicie ustały. W porcie rozbrajano resztki gruzińskiego garnizonu. Setki jeńców siedziały w kurzu, dziękując Bogu za miłosierdzie Króla.
Cywile, którzy początkowo barykadowali się w piwnicach i kościołach, powoli zaczęli wyglądać przez okna. Zamiast rzezi, gwałtów i płomieni, zobaczyli patrole ciężkozbrojnych pilnujących porządku, oraz wiszących na sznurach szabrowników.
Kiedy Król wjeżdżał ma plac przed Hagia Sofia, drzwi świątyni otworzyły się powoli, a na zewnątrz wyszedł miejscowy wysoki rangą duchowny w otoczeniu ocalałych patrycjuszy. Płacząc, padli na kolana przed koniem władcy. Trapezunt powrócił do Imperium, nie jako zgliszcza, lecz jako tętniące życiem miasto, w

Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau
z łaski Boga król i arcybiskup Jerozolimy,
Nobelissimos
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kampanie i defilady wojenne”