Wielka Wojna Domowa

Awatar użytkownika
Maurycy Orański
Protosebastos
Posty: 456
Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Maurycy Orański »

Król dołączył spowrotem do swoich żołnierzy na wysokości Cezarei Nadmorskiej. Wojsko, wiedząc że lada dzień może odbyć się decydująca bitwa ucieszyło się z obecności swojego wodza ufając że jego intuicja i doświadczenie w nadchodzącej bitwie dadzą przewagę stronie łacińskiej. Droga przebiegała spokojnie, miejscowi nic nie wiedzieli o żadnych przemarszach wojska. Ich niepokój budziło dopiero pojawienie się armii królewskiej.
-Oni się w powietrzu rozpłynęli jak duchy?-zastanawiało się dowództwo.
W końcu do maszerujących oddziałów dotarły wiadomości o zdobyciu i złupieniu Tyberiady
-Tyberiada? Dopiero? To nie jest duże miasto. Lepiej by im było brać Nazaret. Tam jest bazylika. Mogliby ukraść żłóbek. -Zamiast odpowiedzi pojawiły się kolejne wątpliwości
-Gdzie teraz: Bethsan? ;Nablus?; Nazaret? Skoro wzięli Tyberiadę to nie próbują przeć na większe miasta. A może to tylko podstęp? -zastanawiali się wodzowie krzyżowców.
Nie pozostało nic innego jak tylko sprawdzić wszystkie teorie sposobem naocznym. Ale czy dzielić siły by sprawdź obie wersje? Jerozolima jest ważna, ale Nazaret również. Utworzenie dwóch zgrupowań mogłoby dać zbyt małe sily by spotkać się w walnej potrzebie z wrogiem. Wobec braku zdobycia Edessy królowi bardziej prawdopodobne zdało się że przeciwnik pomaszeruje na miasto Zwiastowania. Armia zmieniła więc kierunek marszu, na północny wschód. Byle tylko zdążyć pod Nazaret szybciej niż zrobią to wrogowie. Mając jednak świadomość że forsowanie jak najszybszego marszu to prosta droga do przegranej bitwy zaniechał zbytniego pospieszania swoich podkomendnych. Z powodu takiego postępowania do końca dnia armia nie dotarła do Nazaretu
Obrazek

Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau
z łaski Boga król i arcybiskup Jerozolimy,
Protosebastos
Obrazek
Awatar użytkownika
Maurycy Orański
Protosebastos
Posty: 456
Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Maurycy Orański »

Kiedy wreszcie król, wraz z towarzyszami ujrzał Nazaret, jego oczom ukazał się straszny widok. Górująca nad miastem swoją potęgą Bazylika, pierwotnie z jasnobrązowego piaskowca, jakiego w okolicy pełno, teraz stała się czarną niekształtną plamą w panoramie grodu. Arcybiskup zbladł i schował twarz prawej dłoni.
-Nie chciałem tego. To moja wina-wymamrotał
-Bzdura, Panie! Nie wyście spalili święte miejsce. I ci ludzie śmią zwać się chrześcijanami!-zawołał jeden z rycerzy. Nie zdołał kontynuować swojej wypowiedzi bo król spiął konia. Za nim pomknęli inni.
Bramy miasta, wyłamane, nie musiały otwierać się przed orszakiem króla. Monarchę, który zaraz po przejechaniu bram zwolnił biegu powitały posępne spojrzenia. Niektóre zdradzały wrogość. Orański poczuł się bardzo niepewnie, podobnie jak jadący najbliżej władcy rycerze. Armia posuwała się ulicami miasta w kierunku ruin świątyni. Początkowo słychać było jedynie grobową ciszę przerywaną dźwiękiem zamykanych okiennic. W miarę upływu czasu ludzie stali się śmielsi
-To tyś uczynił!-krzyknęła kobieta o oczach czerwonych jeszcze od łez
-Morderca!-odezwał się ochrypły głos starego mężczyzny o ciemnej skórze, zapewne kowala lub innego rzemieślnika mającego do czynienia z ogniem.
-Nie ochroniłeś nas! Nie jesteś królem a bandytą-mówiła inna mieszczka
-Moje dzieci zabiłeś psie! Męża pewnie też! Tyranie! Obyś zgnił w piekle boś mi piekło na ziemi zgotował!-wrzeszczała kobieta która, zbrojna w tasak, pobiegła w kierunku Maurycego.
Drogę zastąpił jej gwardzista, ale ten został natychmiast siłą odsunięty przez swojego przełożonego, który szybko zeskoczył z konia, złapał kobietę za ręce i zaczął się z nią szamotać.
-Won!-Krzyknął na rycerza którzy dobył miecza by zabić zdesperowaną mieszkankę Nazaretu. Widząc że niedoszła królobójczyni, oprócz plucia mu w twarz i wykrzykiwanych wyzwisk, zaraz wyrwie się z królewskiego uścisku zdecydował się powalić się ją na ziemię. Po jednym krótkim ruchu Maurycy przyciskał kobietę kolanem do ulicy, a tasak leżał poza jej zasięgiem. Nadal jednak próbowała się wyrwać. W niedługiej chwili Orański dostrzegł biegnącego piechura w postrzępionym mundurze oddziału flamadzkiego. Dostrzegła go zaraz też kobieta. Wtedy przyszło na nią opamiętanie. Z daleka bowiem rozpoznała swojego męża. Wybuchnęła płaczem. Nim się uspokoiła, do niej i arcybiskupa dopadł tamten żołnierz. Maurycy uwolnił kobietę spod swoich nóg. Piechur objął ją i pocałował w głowę. Gdy się uspokoiła, żołnierz spojrzał na swojego wodza z nieskrywanym strachem. Za zamach na władcę grozi śmierć.
-Najjaśniejszy Panie...-wymamrotał niepewnie Flamand, podczas gdy jego żona z jeszcze szklącymi się oczami podniosła wzrok na twarz człowieka którego przed kilkoma minutami chciała pozbawić życia.
-Na kolana! Oboje!-warknął król. Przerażeni małżonkowie natychmiast podnieśli się i uklęknęli
-Bendicat vos omnipotens Deus, Pater et Filius et Spiritus Sanctus-arcybiskup zrobił nad nimi znak krzyża
-Ale...-zdziwił się żołnierz, ale jeszcze bardziej jego żona, która nic nie mówiła.
-Na razie nie będzie sądu.-powiedział król
-Na razie. Ale będę miłosierny jak przyjdzie do procesu- zwrócił się do kobiety która w odpowiedzi wymamrotała coś niezrozumiale.
-Odprowadź żonę do domu, ale wieczorem wróć do oddziału. Jesteś potrzebny. Potrzebuję cię-nakazał monarcha.
Piechur, podtrzymując ukochaną ramieniem, udał się do ich domu. W tym samym czasie Orański poprowadził armię dalej, do bazyliki. Tym razem już zawracając baczną uwagę na otoczenie. Nie doszło do kolejnej próby zamachu. Wyzwiska i oskarżenia powtarzały się nadal. Król jednak zabraniał rozpędzać i aresztować ludzi. Po wydarzeniach niedoszłego zabójstwa incydentów było mniej.
Po dotarciu na miejsce wojownicy ujrzeli doszczętnie spaloną świątynię i klasztor. Nie było żadnej żywej duszy. Na ruinach leżały nadpalone lub nie, ciała dominikanów. Odnaleziono szczątki, jak oceniono, sześciu osób. Arcybiskup pamiętał że mnichów było więcej. Jak zeznali mieszkańcy najbliżej położonych domów resztę uprowadzono, podobnie jak wielu, szczególnie młodych mieszkańców. Pośród gruzów, jeden z rycerzy dostrzegł że kamienna mensa ołtarza głównego nie jest naruszona.
-Przynieście mi westymenta, paramenta i znajdźcie coś na obrus na ołtarz!-energicznie zawołał król
Wkrótce na ruinach można było dostrzec ciekawy widok. Pośród sczerniałych ścian, pustych okien wzrok przykuwały białe alby oraz komże arcybiskupa i towarzyszących mu duchownych i ministrantów. Kolory ornatów i dalmatyk oraz tuniceli celebransa a także asysty korespondowały natomiast z otoczeniem, gdyż były koloru czarnego. Arcybiskup zdecydował się odprawić liturgię Requiem w intencji poległych i pomordowanych
Po zakończeniu liturgii, aby skupić się już na przyszłości, arcybiskup zaintonował błagalną Paraklezę do Bogurodzicy. Ten śpiew podchwyciła, oprócz duchowieństwa, greckojęzyczna część armii.
Po modlitewnym odpoczynku armia zebrała się do dalszego marszu. Jak zeznali mieszkańcy, wróg odszedł na północ. Zapewne chciał wrócić do ojczyzny z jeńcami. Tam też, korzystając z pozostających jeszcze śladów, udała się armia królewska.
Obrazek

Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau
z łaski Boga król i arcybiskup Jerozolimy,
Protosebastos
Obrazek
Awatar użytkownika
Maurycy Orański
Protosebastos
Posty: 456
Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Maurycy Orański »

Król nie marnował czasu. Zaraz po przebudzeniu, gdy słonce dopiero wschodziło odprawił celebrę na którą zebrało się wielu rycerzy, choć głownie z Zakonu Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona. Po zakończeniu modłów, władca osobiście doglądał zbierania się armii do marszu. Rozmawiał z pojedynczymi rycerzami i żołnierzami, pomagał ładować zapasy i instruował oddziały jak szybko i prawidłowo ustawić się w szyk. Żołnierze, jak zwykle reagowali pozytywnie na bliskość swojego wodza. Król to odwzajemniał. Kiedy się potknął nie zareagował gniewem na salwę śmiechu. Zażartował do obserwujących zdarzenie łuczników że pewnie będą mieli historię dla dzieci i na pokolenia że widzieli monarchę który upada na ziemię. Bo przecież królowie nie mogą się potknąć, nie?
W luźniejszej już atmosferze armia kontynuowała marsz na północ. Wielu zastanawiało się gdzie dogonią najeźdźców. Jeszcze w królestwie czy już na terenach cesarskich. Może w Cylicji? Ta ostatnia opcja raczej nie wchodziła w grę bo najprostsza droga na Kaukaz wiodła z Syrii od razu przez Kapadocję. I to gdzieś tam miał nadzieję stoczyć bitwę wódz. Na noc armia zatrzymała się w Bejrucie. W mieście zasięgnięto informacji. Okazało się że Kartwelowie i Alanowie ciągną za sobą wiele łupu i jeńców więc posuwają się wolno. Okolice miasta mijali ledwie wczoraj po południu. Tak powstał rozłam wśród wojska. Niektórzy chcieli maszerować nocą by jak najszybciej dopaść wroga i stoczyć z nim bitwę. Inni twierdzili że nie warto i lepiej uderzyć jutro, a teraz odpocząć żeby na bitwę być w pełni sił. Na tę opcję przystał wódz naczelny.
Maurycy rozlokował się na zamku i szybko się położył. Jednak długo nie mógł zasnąć bo ostatnie dni nie dawały mu spokoju. W głowie wciąż słyszał: "Tyran!", "Morderca". Winił siebie, choć nie miał dużych możliwości by zapobiec tragediom najazdów. Zadał najeźdźcom klęski, ale to nie wystarczyło. Oni i tak uderzyli. Arcybiskup, nie mogąc uspokoić myśli chwycił za komboskion i zaczął się modlić. Po kilkudziesięciu powtórzeniach modlitwy poczuł się senny i zasnął ze sznurem w dłoni
Obrazek

Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau
z łaski Boga król i arcybiskup Jerozolimy,
Protosebastos
Obrazek
Awatar użytkownika
Maurycy Orański
Protosebastos
Posty: 456
Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Maurycy Orański »

Znów wczesnym rankiem król, już kardynał, zerwał się by przewodniczyć celebrze. Na miejsce wybrał, nie kaplicę zamkową, miejsce najwygodniejsze, lecz rynek miejski. Wigilia Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, jednego z najważniejszych prywatnie dla Jego Eminencji świąt, nie mogła minąć bez uroczystej liturgii. Decyzja o celebrze polowej podyktowana była chęcią włączenia jak największej ilości osób do uczestnictwa. W czasie nakładani szat, kardynał nakazał swojemu asystentowi, pełniącemu rolę ceremoniarza jak największą dbałość o wszelkie detale liturgii.
W poranek przed bitwą, szczególną wymowę miały skierowane do Maryi słowa introitu: "Książęta ludu szukają Twych względów". Rzeczywiście. Blisko ołtarza obecni byli wszyscy najważniejsi łacińscy dostojnicy wojskowi i miejscowi urzędnicy. W kazaniu, król i wódz kładł duży nacisk na przyszłą bitwę. Przypominał żołnierzom aby mięli zawsze w pamięci kim są. Że są chrześcijanami i nie mogą zapomnieć o słowach takich jak "miłujcie nieprzyjaciół swoich", "Nad nikim się nie znęcajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na swoim żołdzie" czy wreszcie "I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom". Po błogosławieństwie król zakrzyknął: "Bóg jest z nami! Wniebowzięta nas chroniła w walce i chronić będzie!"
Przebrawszy się w zbroję król stanął na czele pochodu. Trzydziestostopniowy upał dawał się we znaki ale nie było innej rady. Do walki mogło dojść już za kilka godzin, w niespodziewanym momencie. Rycerstwo było świadome że w momencie dostrzeżenia wroga trzeba uderzyć jak najszybciej by ten nie zdążył zrobić krzywdy jeńcom. O nich w tej rozgrywce z przeciwnikiem królowi w głównej mierze chodziło. Godziny mijały a z Kartwelów widać było tylko ślady koni, wozów, butów i bosych stóp. Niestety spotkano też inne ślady pochodu najeźdźców. Porzucone na drodze ciała. Każde pokryte brunatną skorupą krwi i brudu oraz ranami. Większa część z nich to były kilkuletnie dzieci które widocznie nie wytrzymały tempa marszu które nadawali porywacze. Armia zawrzała. Słychać było głosy nawołujące do zemsty. Oficerowie starali się je tonować wiedząc że emocje są najgorszym doradcą na polu walki. Życia im się nie wróci, ale można wymierzyć sprawiedliwość i pomóc tych którzy są jeszcze we wrogich więzach. Wojownicy nie zwalniali więc kroku. Po około 10 godzinach od wyruszenia z miasta, straż przednia dostrzegła kolumny wroga.
-Jazda! Prędko! Nim się połapią! Rycerstwo-krzyczał król.
Jednakże rekacja jego ludzi nie była dość szybka, czy raczej zbyt szybka była reakcja wroga. Awangarda już kilka minut po złapaniu kontaktu wzrokowego z wrogiem została uderzona salwą strzał z alańskich łuków. Lekkie zbroje, nie mówiąc już o skórze koni wielokrotnie nie wytrzymywały spotkania z grotem, a odpowiedź ogniowa była dość chaotyczna. Lepiej przeciwko ostrzałowi radziło sobie opancerzenie rycerstwa. Na widok zwartych hufców, jazda alańska rozpoczęła odwrót. Wielu rycerzy, w zapale bojowym, popędziło za nimi. To spowodowało ruszenie kolejnych.
-Stać, idioci!-pomyślał król myślać że to może być stary dobry fortel, który znał już od Tatarów. Zarówno tych z którymi walczył, jak i tych którzy walczyli pod jego komendą. Na szczęście zorientował się że znajdują się blisko morza, od którego dzielą ich wzgórza, więc o oskrzydleniu mowy być raczej nie morze. Król spiął konia i ruszył razem ze swoimi ludźmi do walki. Za nim pojechało całe rycerstwo i pobiegła piechota. Teren porośnięty był licznymi drzewami więc ciężka jazda mogła uderzyć jedynie na lewym skrzydle gdzie gaje nie były tak gęste. Resztą zajęła się piechota i lekka jazda która mogła z łatwością omijać drzewa i inne rośliny. Lekka piechota Alanów z łatwością uległa łacinnikom górującym nad nią wyposażeniem i wyszkoleniem. Rdzeniem obrony okazały się ciężkie oddziały piechoty i kartwelskiej jazdy. Dodatkowo siłę ataku osłabiała konieczność odeskortowania uwolnionych w chaosie bitwy jeńców. Brał w tym udział osobiście król. Kilkukrotnie zapobiegł próbie zamordowania uciekających przez strażnika. W ostatniej z takich potyczek stracił konia, przebitego włócznią. Nie by to pierwszy jego martwy wierzchowiec więc upadek nie zostawił monarchy w stanie szoku. Maurycy wykorzystał szczęście w nieszczęściu że jego koń upadł do przodu więc uniknął przywalenia ciałem konającego zwierzęcia które oddało swojemu panu jeszcze jedną przysługę. Alan, próbując zrobić unik, aby nie zostać uderzonym łbem konia, stracił równowagę i się przewrócił. Kardynał przyskoczył do niego i uderzył go buzdyganem. Najpierw w dłoń, aby go rozbroić, potem, w szale,w głowę. Zlikwidowawszy zagrożenie, król obrócił się do jeńców których żołnierz chciał zatrzymać. Byli to Ormianie z Samosaty. matka z córką i synem, oraz dwóch młodych chłopców.
-Prędko. Chodźcie ze mną-krzyknął, a ci za nim pobiegli.
Eskortując już kolejną grupę, Orański rozglądał się na wszystkie strony czy nie zjawia się ktoś kto chce ich zabić. Nie przebyli kilkunastu metrów, a arcybiskup już musiał stanąć między kobietą, a gruzińskim kawalerzystą.
-To moi poddani! Wara!- z lekką ironią warknął, gdy zamachiwał się mieczem na wroga.
Celowo dawał się spychać w kierunku gdzie czekała czeladź armii królewskiej aby ubezpieczać poruszanie się tych których bronił. Po kilku jeszcze skrzyżowaniach kling Kartwel otrzymał pchnięcie w bok. Król wykorzystał spazm bólu ze strony przeciwnika i przeciął mu gardło po czym dogonił swoich podopiecznych. Oddawszy ich w ręce służby wrócił na pole bitwy. Tam już nie było komu pomagać. Najlepiej trzymające się oddziały, głównie Kartwelskie otoczyły pozostałych jeszcze pod ich władzą jeńców i zaczęły grozić że ich wybiją jeśli nie zostaną wypuszczeni.
-Wypuśćcie więc jeńców!-odkrzyknął Orański
-Nie tutaj!- uzyskał odpowiedź
-A gdzie?-zapytał
-W Gruzji!-odparł, zapewne król Dawid
-Nie odejdziecie stąd z nimi!-krzyknął Maurycy
-Oni odejdą do piekła-zagroził Gruzin
-Poddaj się człowieku a przeżyjesz! Na co ci ginąć?-zaoferował Maurycy
-Gdzieś tu jest twój syn! Jego też skarzesz na śmierć!-zablefował. Nie miał powiem pojęcia gdzie jest Demetriusz.
Odpowiedzi było brak. Maurycy kazał sprowadzić łuczników aby ostrzelali szyki wroga. Niestety zdołał się on zasłonić tarczami. W odpowiedzi Maurycy dał znak swoim ludzom aby po prostu usiedli. Tak jakby to miało być oblężenie. Powstrzymał go od tego marszałek przypominając że to za blisko bo Kartwelowie także mają łuki i łatwo mogą dosięgnąć nie chowającego się za tarczą piechura, a nie mogą się cofnąć, bo wtedy nie dałoby się rozmawiać
-Długo tu nie wytrzymasz! Nie macie żarcia! Pomrzecie jak psy! Nas wyżywi Trypolis!- kpiąco wołał król
-Żołnierze! Chcecie ginąć za butę waszego króla? Nic na tym nie zyskacie. Na pewno macie w domu rodziny i dzieci. Pomyślcie o nich! Jeśli zginiecie to kto ich będzie bronił?-Zwrócił się tym razem do żołnierzy.
Tego było dla Dawida za wiele. Kazał stracić czwórkę jeńców. Wybrał same dzieci. Na oko dwunastoletnią, ośmioletnią dziewczynkę oraz sześcioletniego i dziewięcioletniego chłopca. Ich wyborowi towarzyszył przeraźliwy płacz ich matek. Błagały o litość, oferowały się umrzeć w ich miejsce. Dzieci też płakały. Na to wszystko liczył okrutny monarcha. Maurycy, z widocznym trudem powstrzymywał łzy, ale potem bezczynnie przyglądał się egzekucji wszystkich czterech jeńców.
-Niegdysiejsi wojownicy! Pozbawiajcie się stopniowo karty przetargowej, a na ostatek to ja pozbędę się waszego życia? Nic innego nie będziecie mięli mi do zaoferowania. A morderstwami mnie nie złamiecie. Przyzwyczaiłem się do tego widoku po tym co uczyniliście w Antiochii, Samosacie i Nazarecie oraz na wszystkich polach bitew. Trochę więcej krwii na rękach to mi żadna różnica. A dla was tak. Ja mogę kazać opowiadać że wyście ich wymordowali, a ja nie mogłem nic zrobić. Mam wiele złota w skarbcu. Opłacę truwerów, poetów, kaznodziejów żeby rozpowszechnili moją wersję. Albo bandy które uciszą prawdę. Wy jednak tego nie zobaczycie bo będziecie martwi-krzyknął król do wrogów
Po chwili Alanowie zaczęli wyłamywać się z szyku mówiąc:" To nie nasza wojna" Rozwścieczony Dawid kazał na nich nacierać. Dziurawe koło zdemoralizowanych żołnierzy pękło. Po mniej niż pół godziny walki większość jeńców byłą bezpiecznaa Dawid i Demetriusz w łańcuchach. Wódz Alanów, jak się okazało, wcześniej poległ w bitwie.
Obrazek

Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau
z łaski Boga król i arcybiskup Jerozolimy,
Protosebastos
Obrazek
Awatar użytkownika
Aleksy I Komnen
Autokratōr
Posty: 822
Rejestracja: 07 paź 2023, 18:57
Lokalizacja: Bizancjum

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Aleksy I Komnen »

Na wieść o klęsce wojsk koalicji Kartwelów, Abchazów, Azerów, Kachetów i Ormian, a także Alanów, zebrała się rada wojenna w mieście Koloneia pod przywództwem Księcia królewskiej krwi Dżardżiego z rodu Dżakelich. Zebrani tam Hrabiowie, a także dowódcy wojenni ustalili, że należy ułożyć się z Królestwem Jerozolimskim. Zebrali swe pomysły, a następnie spisali je na papierze.
Do Króla Jerozolimskiego Maurycego,
my rada wojenna koalicji Kartwelów, Abchazów, Azerów, Kachetów i Ormian, przesyłamy Waszej królewskiej Mości serdeczne pozdrowienie oraz życzenia zdrowia i pomyślności dla Waszego Królewskiego Majestatu. Nasza rada wojenna podjęła decyzję aby podjąć rokowania z Wami.
Pierwszą i najważniejszą sprawą jest dla nas uwolnienie naszego władcy i pana, króla Dawida a także jego syna księcia Demetriusza. W zamian za uwolnienie ich, zobowiązujemy się dostarczyć Waszej królewskiej Mości okup wielkości 10 tysięcy Bizantów. Na znak dobrej woli z chwilą uwolnienia naszego władcy, jego syna a także innych jeńców, obiecujemy uwolnić w jenieckiej niewoli waszych żołnierzy a także zwolnić z więzień i jenieckiej niewoli wszelkich łacinników oraz greków jakich tylko mamy u siebie, pojmanych o początku tego konfliktu.
Gwarantujemy także zwrot wszelkich terenów jakie zagarnęliśmy od 2023 roku. Opuścimy miasta i twierdze zagarnięte ostatnio.
Zobowiązujemy się także przymusić króla naszego Dawida do zerwania sojuszu z cesarzem Janem Smyrneńskim.
Zgadzamy się także na przesłanie zadość uczynienia za zniszczenia na terenie Królestwa Jerozolimskiego.
Obiecujemy także zawarcie rozejmu z Cesarzem Aleksym i oddanie się pod jego sąd w sprawie reszty dawnych ziem bizantyjskich.
Podpisano
(-) Książę królewskiej krwi Dżardżi z rodu Dżakelich
(-) Książę Dagato Kachaberisdze
(-) Hrabia Rati z rodu Suramelich
(-) Hrabia Asat z rodu Grigolisdzów
(-) Grigor z rodu Pahlavunich
Aleksy I Komnen
Władca Cesarstwa Bizantyjskiego
Basileus kai Autokratōr Rhōmaíōn

Obrazek
Obrazek
Awatar użytkownika
Wilhelm Zugdam
Protosebastos
Posty: 148
Rejestracja: 11 lip 2024, 19:45

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Wilhelm Zugdam »

Wojska Temu Italli po długim czasie dotarły do Konstantynopola, stolicy imperium, w którym wyczekuje na dalsze rozkazy. Żołnierze odpoczywają w mieście i regenerują swoje siły.
Wilhelm Zugdam-Longobard
Protosebastos, oraz Strategos Italii

Obrazek
Awatar użytkownika
Leszek Ebe-Grüner
Sebastos
Posty: 138
Rejestracja: 15 cze 2025, 0:35

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Leszek Ebe-Grüner »

Wojska Temu Nicaea po długim czasie również dotarły do konstantynopola, stolicy imperium i również wyczekuje na dalsze rozkazy. Żołnierze odpoczywają, z dowódcami moimi miałem dyskusję i regenerują siły
viewtopic.php?t=334
Leszek Ebe-Grüner, Syn Oberhaupta Edelweiss Heinza-Wernera Grünera
Strategos Nicaea w Bizancjum oraz działacz sportowy i gospodarczy oraz organizator turniejów sportowych na Pollinie.
Obrazek
Awatar użytkownika
Geórgios Palaiológos
Sebastos
Posty: 148
Rejestracja: 08 paź 2023, 14:55
Lokalizacja: Teby

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Geórgios Palaiológos »

Trzy tygodnie ciągłych walk i oblężenia odcisnęły piętno na wszystkich. Mury Nikomedii, zwłaszcza w okolicy zniszczonej głównej bramy, nosiły ślady nieustannych ataków, ostrzału z machin i desperackich odpieranych szturmów. Obrońcy, choć zmęczeni, trwali nieugięcie. Bułgarska barykada, wielokrotnie atakowana, była miejscem krwawych starć, ale wciąż stała, broniona przez wytrwałych żołnierzy Piotra Asena. Siły Georgiosa Palaiologosa dzielnie utrzymywały pozostałe odcinki murów, odpierając mniejsze, probingowe ataki.
Po drugiej stronie, w obozie armii uzurpatora, również widać było oznaki wyczerpania. Trzy tygodnie bez znaczących postępów, straty w ludziach od ciągłych, krwawych ataków na główną bramę oraz poczucie, że zdobycie miasta nie będzie ani łatwe, ani szybkie, zaczęły nadwątlać morale żołnierzy Nicefora. Sam Domestikos, choć zdecydowany, zdawał sobie sprawę, że jego potężna armia stopniowo topnieje i traci impet.

Decydujący zwrot nastąpił pewnego popołudnia, gdy na zachodnim horyzoncie pojawiła się nowa, szybko poruszająca się chmura kurzu. Zanim zaniepokojone straże Nicefora zdołały zidentyfikować przybyszów, na przedpole wpadła jak grom Tagma tou Tourkopouloi – świeże, wypoczęte i zmotywowane oddziały lekkiej jazdy cesarza Aleksego, wysłane z Konstantynopola dla wsparcia operacji w Anatolii.
Ich pojawienie się było sygnałem dla obrońców. Strategos Georgios Palaiologos, widząc zamieszanie w obozie wroga, natychmiast wykorzystał okazję. Rozkazał otworzyć boczne bramy. Zwarte kolumny ciężkiej piechoty Tagmy tou Noumeroi (około 3000 ludzi z rezerw) runęły na oszołomionych oblegających, atakując ich flanki. Równocześnie Bułgarzy Piotra Asena, wsparci przez swoich łuczników, przeszli do gwałtownego kontrataku przez ruinę głównej bramy, wbijając się klinem w środek zdezorientowanych sił wroga.
Panika jaka wybuchła w armii Nicefora była potworna. Zaskoczeni od tyłu przez szarżujących Tourkopouloi, atakowani z dwóch stron przez wypadające z miasta świeże siły, oblegający nie byli w stanie utrzymać szyku. Nicefor, widząc katastrofę, podjął jedyną słuszną decyzję – aby ocalić choć część armii dla uzurpatora. Zebrał wokół siebie ocalałe bandony ciężkiej jazdy (głównie swoją i z Nicei, około 800-1000 jeźdźców) oraz garść piechoty, które udało się wycofać z pogromu, i rozpoczął desperacki odwrót na południe, w kierunku Nicei, porzucając obóz, wszystkie machiny oblężnicze i większość swojej piechoty na pastwę zwycięzców.

Bitwa pod Nikomedią zakończyła się druzgocącym zwycięstwem sił cesarskich. Około dwóch trzecich armii oblężniczej – niemal 5000 żołnierzy – zostało wybitych, wziętych do niewoli lub rozproszonych. Miasto zostało ocalone, a połączone siły Georgiosa i Piotra Asena, wzmocnione przez Tourkopouloi, odniosły decydujące strategiczne zwycięstwo. Nicefor, choć pokonany i upokorzony, zdołał uciec z trzonem swej jazdy, by kontynuować walkę w imieniu Jana, lecz jego siły lądowe zostały poważnie uszczuplone. Droga dla dalszej ofensywy cesarza Aleksego w głąb Anatolii stanęła otworem.

Obrazek
/-/ Geórgios Palaiológos
Strategos Temu Hellady
Obrazek
Awatar użytkownika
Leszek Ebe-Grüner
Sebastos
Posty: 138
Rejestracja: 15 cze 2025, 0:35

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Leszek Ebe-Grüner »

Po swoim pierwszym motywującym żołnierzy przemówieniu i ustalenie decyzji kierunku, w którym się udamy, za cel daliśmy Niceae. Wypłyneliśmy z Konstantynapola do Chalcedon.
viewtopic.php?p=2857#p2857
Leszek Ebe-Grüner, Syn Oberhaupta Edelweiss Heinza-Wernera Grünera
Strategos Nicaea w Bizancjum oraz działacz sportowy i gospodarczy oraz organizator turniejów sportowych na Pollinie.
Obrazek
Awatar użytkownika
Maurycy Orański
Protosebastos
Posty: 456
Rejestracja: 16 paź 2023, 23:11

Re: Wielka Wojna Domowa

Post autor: Maurycy Orański »

Król kilka dni zastanawiał się nad odpowiedzią. Z jednej strony armia wroga była pokonana więc być może mógłby się pokusić o atak nawet na terytorium wroga. Z drugiej strony wiedział że straty były ogromne. Armia skurczyła się do ledwie sześciu tysięcy mężów zdolnych do walki, a tereny na których miałyby się toczyć walki są górzyste i dobrze znane przeciwnikowi. O fatalną zasadzkę nietrudno. Dodatkowo wojsko zdawało się przejawiać coraz większe zmęczenie miesiącami walk.
Monarcha rozwiewał zapał części dowódców że można byłoby podbić Gruzję pozbawioną władcy. Obawiał się ataku Turków, zwłaszcza że raporty szpiegów zdawały się wskazywać na tureckie przygotowania do ataku. Królestwo bez armii łatwo padłoby łupem muzułmańskich hord. Jedynym ratunkiem byłaby wtedy pomoc kalifa z Egiptu, ale on od czasu odnowienia katolickiego cesarstwa przejawiał coraz większą wrogość wobec króla Maurycego. Ostatecznie Orański podobyktował następującą odpowiedź:u
My, Maurycy z rodu Orańskich-Nassau, z łaski Boga król i arcybiskup Jerozolimy, książę Antiochii, Zajordania, Niderlandów, Oranii, Nassau i Rotrii, książę Kościoła, hrabia Edessy i Trypolisu, suweren Cypru, protosebastos etc. etc. przesyłamy nasze pozdrowieni i błogosławieństwo Szlachetnym Panom zgromadzonym na radzie wojennej koalicji Kartwelów, Abchazów, Azerów, Kachetów i Ormian. Po namyśle zdecydowaliśmy się łaskawie przyjąć ofertę nam przedstawioną. Jako zadośćuczynienie za krzywdy poddanych Naszych i Kościoła, a osobliwie zbezczeszczenie miejsca Wcielenia Naszego Pana żądamy sumy trzydziestu tysięcy bezantów jako sprawiedliwej odpłaty. Jeśli nie zostanie Nam ona dostarczona, wyruszymy by siłą odebrać to co Naszym poddanym się słusznie należy. Sądzimy jednak iż mądrość Szlachetnych Panów pozwoli przyznać nam rację i zaakceptować nasze warunki.
Pismo niniejsze posyłamy przez posła Naszego pełnomocnego
Mauritius, D.G. rex et cardinalis
-Jeśli się nie zgodzą, negocjuj. Możesz zgodzić się na dwadzieścia tysięcy. Osiemnaście w ostateczności.-rzekł król wręczając pismo szambelanowi.
Obrazek

Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau
z łaski Boga król i arcybiskup Jerozolimy,
Protosebastos
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kampanie i defilady wojenne”